BÓG OJCIC MÓWI DO SWOICH DZIECI

 

1 -Polski , 2-Angielski ,3-Hiszpański ,4- Rosyjski , 5 – Holenderski , 6- Francuski , 7- Niemiecki ,8 -Portugalski , 9-Włoski , 10-Węgierski,

11-Albański

Chiński –Mandaryński,Czajna- http://www.armatabianca.org/store/chinese.pdf

  Marathi –Indie      http://www.armatabianca.org/store/Messaggio%20in%20Marathi.pdf

  Arabski –Arabico    http://www.armatabianca.org/store/messaggio%20arabo.pdf

 

  Ukraiński –Ukraino  http://www.armatabianca.org/store/Messaggio%20ucraino.pdf

 

  Rumuński  -Rumeno  http://www.armatabianca.org/store/messaggio%20in%20rumeno.pdf

 

  Tamilski  -Tamil         http://www.armatabianca.org/store/messaggio%20tamil.pdf

 

   Koreański –Coreano  http://www.armatabianca.org/store/Messaggio%20coreano.pdf 

 

   Słowacki –Slovacco    http://www.armatabianca.org/store/Messaggio%20slovacco.pdf

 

   Chorwacki – Gujarathi http://www.armatabianca.org/store/Messaggio%20in%20Gujarathi.pdf

 

 

 

 

1

Oto, czego jedynie chcę:

 

1. Pragnę, żeby jeden dzień lub przynajmniej jedna niedziela była poświę­cona dla uczczenia Mnie w szczególny sposób pod imieniem Ojca całej ludzkości. Chciałbym, aby to święto miało własną Mszę i oficjum. Nie trudno znaleźć teksty w Piśmie Świętym. Jeżeli pragniecie oddać Mi tęszczególną cześć w niedzielę, wybieram pierwszą niedzielę sierpnia; je­żeli w dzień powszedni, chciałbym, aby to był zawsze siódmy dzień te­go miesiąca.

 

2. Pragnę, żeby całe duchowieństwo zobowiązało się rozwijać ten kult, a przede wszystkim, by pomagało ludziom poznawać Mnie takim jaki je­stem i jaki zawsze będę blisko nich, to znaczy Ojcem najczulszym i naj­bardziej kochającym ze wszystkich ojców.

 

3. Pragnę, aby wprowadzono Mnie do wszystkich rodzin, do szpitali, również do warsztatów i urzędów, do koszar, do sal - gdzie podejmują decyzje ministrowie państw - wreszcie wszędzie tam, gdzie znajdują się Moje stworzenia, choćby tylko jedno! Chcę, aby widzialnym znakiem Mojej niewidzialnej obecności był obraz: niech ukazuje, że tam jestem, rzeczywiście obecny. Tak ludzie wykonywać będą wszystkie czynności pod okiem swego Ojca. Ja będę czuwał nad istotami, które stworzyłem i zaadoptowałem jako własne dzieci. W ten sposób wszystkie Moje dzieci będą niejako pod okiem swego czułego Ojca. Niewątpliwie i te­raz jestem wszędzie, ale chciałbym być przedstawiany w zauważalny i konkretny sposób!

 

4. Pragnę, żeby w ciągu roku duchowieństwo i wierni wykonywali na Mo­ją cześć pewne pobożne ćwiczenia, nie zaniedbując swoich zwykłych zajęć. Chcę, aby Moi kapłani bez lęku szli wszędzie, do wszystkich na­rodów i nieśli ludziom płomień Mojej ojcowskiej Miłości. Wówczas dusze zostaną oświecone. Pozyska się dusze niewiernych oraz wszyst­kich należących do sekt, które nie pochodzą od prawdziwego Kościoła. Tak, niech również i ci - którzy są także Moimi dziećmi - zobaczą, jak płonie przed nimi ten płomień, niech poznają prawdę, niech ją przyjmą i niech wprowadzą w życie wszystkie cnoty chrześcijańskie.

 

5. Chciałbym w szczególny sposób być czczony w seminariach, w no­wicjatach, w szkołach i w internatach, aby wszyscy  od najmniejszego do największego  mogli Mnie poznać i kochać jako swego Ojca,  Stworzyciela i Zbawcę.

 

6. Niech kapłani poczują się zobowiązani do szukania w Piśmie Świętym tego, co powiedziałem w innych czasach  co dotąd pozostało niezna­ne  a odnosi się do czci, którą pragnę odbierać od ludzi. Niech pracują też, by Moje pragnienia i Moja Wola dotarły do wszystkich wiernych i do wszystkich ludzi, określając to, co powiem do wszystkich ludzi ra­zem oraz do wszystkich kapłanów, zakonników i zakonnic w szczegól­ności. Są to dusze, które wybieram dla składania Mi wielkiego hołdu, większego niż od ludzi świeckich.

 

Oczywiście, osiągnięcie pełnej realizacji planów które obmyśliłem dla ludzkości i które dałem im poznać  będzie wymagało czasu! Zadowoli Mnie jednak jeden dzień  tak, jeden dzień modlitw i wyrzeczeń dusz wspaniałomyślnych, które poświecą się dla tego dzieła Mojej Miłości. Bę­dę cię błogosławił, synu Mój umiłowany, i odpłacę ci stokrotnie za wszyst­ko, co uczynisz dla Mojej chwały. 

 

 

s. Eugenia E. Ravasio

Bóg Ojciec mówi do Swoich dzieci

 

 

 

SPIS TREŚCI:

 

WPROWADZENIE

     Bóg jest moim Ojcem

     Matka Eugenia Elisabetta Ravasio

ŚWIADECTWO Jego Ekscelencji  bpa Grenoble A.Caillot

     Niepodważalność cnót Matki Eugenii.

     Przedmiot misji.

     Wnioski

ZESZYT PIERWSZY

     Oto prawdziwy cel Mojego przyjścia:

     Do Papieża

     Do Biskupa

ZESZYT DRUGI

 

 

 

 

Imprimatur:

 

Petrus Canisius van Lierde

Vic. Generalis e Vic. Civitatis Vaticanae,

Rzym, 13 marca 1989

 

Wydawca oryginału Orędzia:

© Unitas in Christo ad Patrem

via del Cinama 16,00040 Anzio Falasche, Włochy

  

Książka nie jest Przeznaczona do sprzedaży

 

 

ISBN 8336092-31-9

 

 Na okładce: Ikona Boga Ojca,

namalowana według opisu Matki Eugenii Ravasio

 

 

 

WPROWADZENIE

 

Bóg jest moim Ojcem

 

Oto wołanie, które dzisiaj staje się coraz częstsze na świecie: czy ludzie rozpoznają w Bogu Ojca? Poczuwamy się do obowiązku opublikować to Orę­dzie uznane przez Kościół, które Bóg Ojciec dał światu za pośrednictwem stworzenia, które tak bardzo umiłowało, za pośrednictwem siostry Eugenii Elisabetty Ravasio. Uważamy również za stosowne opublikować świadectwo przekazane przez Aleksandra Caillot, biskupa Grenoble, jako rezultat prac Ko­misji ekspertów powołanych z różnych stron Francji do przeprowadzenia pro­cesu diecezjalnego zapoczątkowanego przez niego w 1935 roku. Trwał on 10 lat. W Komisji brali udział miedzy innymi: Wikariusz biskupa Grenoble Mons. Guerry - teolog; bracia Alberto i Augusto Valencin -jezuici, należący do naj­większych autorytetów w dziedzinie filozofii i teologii, oraz eksperci w ocenia­niu podobnych przypadków; dwaj doktorzy medycyny, w tym - psychiatra.

Powierzamy Najświętszej Dziewicy Maryi rozpowszechnienie tego Orędzia i wraz z Nią błagamy Ducha Świętego, aby pomógł ludziom zrozumieć i poznać głębokie uczucie czułości, które Ojciec żywi dla każdego człowieka.

 

Matka Eugenia Elisabetta Ravasio

 

Kim była Matka Eugenia? Kim było stworzenie, które Ojciec nazywał: 'umiłowana córka...' 'Moja roślinka'?

Uważamy, że Matka Eugenia była i nadal jest jednym z największych świa­teł tych czasów, małym prorokiem nowego Kościoła, w którym Ojciec jest w centrum i na szczycie wszelkiej wiary i jedności, jest najdoskonalszym ideałem wszelkiej duchowości. Jest światłem, które Ojciec ofiarował światu w tych czasach chaosu i ciemności, aby poznał on drogę, którą należy postępować.

Urodziła się 4 września 1907 roku, w rodzinie wieśniaczej, w San Gervasio d'Adda (obecnie Capriate San Gervasio) w prowincji Bergamo. Uczęszczała jedynie do szkoły podstawowej i po kilku latach pracy w fabryce wstąpiła, w wieku lat 20, do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Apostołów, gdzie rozwinę­ła się jej wielka osobowość charyzmatyczna, która spowodowała, że już w wieku 25 lat została wybrana Matką Generalną tego Zgromadzenia Abstrahu­jąc od jej wymiaru duchowego, do jej wejścia w historię wystarczyłaby jej działalność na polu społecznym. W ciągu 12 lat działalności misyjnej otworzy­ła niemal 70 ośrodków - ze szpitalem, szkołą, kościołem - w najbardziej opu­szczonych miejscach Afryki, Azji i Europy. Odkryła pierwsze lekarstwo prze­ciw trądowi, otrzymując je z ziarna pewnej rośliny tropikalnej, lekarstwa, które potem zbadano i opracowano w Instytucie Pasteura w Paryżu. Zachęciła do misji apostolskiej Raoula Follereau, który w oparciu o podwaliny przez nią po­łożone został uznany apostołem trędowatych.

Zaprojektowała i zrealizowała w Azopte (Wybrzeże Kości Słoniowej) w la­tach 1939-41 «Miasto Trędowatych» - ogromne centrum przyjęć tych chorych - o powierzchni 200 tyś. m2, które nadal jest przodującym centrum w Afryce i na świecie. Za to osiągnięcie Francja przyznała Zgromadzeniu Sióstr Matki Bożej Apostołów - którego Matka Eugenia była Przełożoną Generalną w la­tach 1935-47 - najwyższe odznaczenie narodowe za dzieła o charakterze spo­łecznym.

Matka Eugenia powróciła do Ojca 10 sierpnia 1990 roku. Najważniejszą rzeczą, jaką nam pozostawiła, jest Orędzie, które tu prezentujemy: Ojciec mó­wi do Swoich dzieci. Jedyne objawienie dokonane osobiście przez Boga Ojca i uznane przez Kościół za autentyczne po 10 latach najbardziej rygorystycznych badań. Godnym uwagi jest fakt, że Ojciec - w 1932 roku - przekazał Orędzie Matce Eugenii po łacinie, języku całkowicie jej nieznanym. W 1981 poznaliś­my to orędzie, a w 1982 roku - w 50 rocznicę - opublikowaliśmy je w języku włoskim. Liczne cuda łaski, które z Orędzia tego wypłynęły, pobudziły nas do bezpłatnego rozpowszechniania go w więzieniach, koszarach, szpitalach. Za­troszczyliśmy się o jego druk w języku francuskim, angielskim, niemieckim, hiszpańskim i polskim. W opracowaniu jest przekład rosyjski.

Przed Orędziem, świadectwo Aleksandra Caillot, biskupa Grenoble.

Pokój i Dobro!

O. Andrea d'Ascatiio, o.fm cap.

 

 

 

 

ŚWIADECTWO JEGO EKSCELENCJI

ALEKSANDRA CAILLOT, BISKUPA GRENOBLE

na podstawie raportu sporządzonego w czasie badania kanonicznego

dotyczącego Matki Eugenii Elisabetty Ravasio.

 

Minęło 10 lat, odkąd jako biskup Grenoble zadecydowałem o otwarciu procesu kanonicznego dotyczącego przypadku Matki Eugenii.

Posiadam teraz -jako biskup - wystarczające podstawy do przedstawienia Kościoło­wi mojego świadectwa:

 

1. Pierwszy pewnik, który ujawnia się podczas procesu:

 Niepodważalność cnót Matki Eugenii.

 

Od pierwszych chwil życia zakonnego Siostra przyciągała uwagę prze­łożonych pobożnością, posłuszeństwem, pokorą. Przełożone - zaniepoko­jone niezwykłym charakterem wydarzeń, które miały miejsce w czasie jej nowicjatu - zamierzały pozbyć się jej z klasztoru. Wahały się i w końcu musiały zrezygnować ze swego zamiaru, biorąc pod uwagę przykładne ży­cie siostry. Podczas badania siostra Eugenia dawała dowody wielkiej cier­pliwości i doskonałej uległości. Poddawała się wszystkim badaniom lekars­kim bez skargi, odpowiadała na pytania, często długie i uciążliwe, Komisji teologicznych i lekarskich, akceptowała przeciwności i próby.

Wszyscy badający chwalili przede wszystkim jej prostotę. Wiele okoli­czności pozwalało także odkryć, że Siostra była zdolna do praktykowania cnót w sposób heroiczny - jak poświadczają teolodzy - zwłaszcza posłu­szeństwa, okazanego podczas badania przeprowadzonego przez o. Augu­sta Valencin w czerwcu 1934, i pokory w bolesnym dniu 20 grudnia 1934.

Jeśli chodzi o jej funkcje Przełożonej Generalnej, mogę potwierdzić, że uważałem ją za osobę bardzo oddaną obowiązkom, poświęcającą się swe­mu zadaniu, które musiało się jej wydać o wiele trudniejsze, ponieważ nie była do niego przygotowana. Robiła to z wielką miłością do dusz, do swe­go Zgromadzenia i do Kościoła. Tych, którzy żyją blisko niej, zdumiewa -mnie również - jej siła duchowa w trudnościach.

To nie tylko cnoty robią na mnie wrażenie, także i przymioty, które Matka ujawnia przy sprawowaniu władzy i fakt, że dochodzi do powierze­nia zakonnicy niezbyt wykształconej najwyższej funkcji Zgromadzenia. Jest w tym coś niezwykłego i, z tego punktu widzenia, wywiad przepro­wadzony przez mego Wikariusza Generalnego Mons. Guerry w dniu elek­cji jest bardzo sugestywny. Wszystkie odpowiedzi członkiń kapituły, prze­łożonych i delegatek z różnych misji, pokazały, że - pomimo młodego wieku kandydatki i przeszkód kanonicznych, które normalnie skłaniałyby do odrzucenia jej nominacji, wybrały Siostrę Eugenię na Przełożoną Gene­ralną w uznaniu jej przymiotów, takich jak zdolność wydawania sądów, równowaga duchowa, energia i stanowczość. Wydaje się, iż rzeczywistość o wiele przekroczyła oczekiwania, jakie elektorki pokładały w tej, którą desygnowały. To, co najbardziej zwróciło moją uwagę, to przede wszyst­kim jej inteligencja błyskotliwa, żywa, przenikliwa.

Powiedziałem, że jej wykształcenie było niedostateczne, ale z powo­dów niezależnych od jej woli; długa choroba matki zmusiła ją, bardzo jesz­cze młodą, do starań o dom, co było powodem częstego opuszczania szkoły. Później nastąpiły, aż do wstąpienia do klasztoru, ciężkie lata w fab­ryce, gdzie pracowała jako tkaczka. Pomimo tych zasadniczych braków, których następstwa są widoczne w jej sposobie pisania i w ortografii, Matka Eugenia prowadzi wiele konferencji dla swojej wspólnoty. Należy wziąć pod uwagę, że sama redagowała pisma okólne dla Zgromadzenia oraz umowy zawierane z zarządami miejskimi lub radami nadzorczymi zakładów leczniczych powierzonych siostrom Matki Bożej Apostołów. Peł­niła długoletnie funkcje kierownicze.

Ma jasne i właściwe rozeznanie w każdej sytuacji, także w sprawach sumienia. Jej dyrektywy są jasne, wyraźne, szczególnie praktyczne. Zna każdą z osobna ze swoich 1400 córek, ich zdolności, zalety i w ten sposób udaje się jej przydzielając różne zadania wybrać najodpowiedniejsze. Po­siada też dogłębną, osobistą znajomość potrzeb i zasobów swego Zgroma­dzenia oraz sytuacji każdego domu. Wizytowała wszystkie swoje misje.

Pragniemy też podkreślić jej zmysł przewidywania. Wprowadziła wszy­stkie niezbędne zarządzenia, aby w przyszłości każdy zakład leczniczy i szkolny dysponował siostrami dyplomowanymi i miał to, co potrzebne do życia i rozwoju. Wreszcie szczególnie interesujące wydaje mi się zwróce­nie uwagi na fakt, że Matka Eugenia zdaje się być obdarzona usposobie­niem stanowczym, poczuciem realizmu i wolą twórczą. W przeciągu 6 lat powołała do życia 67 fundacji i potrafiła wprowadzić w Zgromadzeniu istotne potrzebne ulepszenia.

Jeżeli uwydatniam cechy jej inteligencji, osądu i woli, zdolności admini­stracyjne to dlatego, że wydaje mi się, iż definitywnie rozpraszają wszystkie hipotezy formułowane podczas procesu, których nie można było utrzy­mać: hipotezy o halucynacji, złudzeniach, spirytyzmie, histerii, obłędzie.

Życie Matki jest stałym potwierdzeniem i manifestacją jej równowagi umysłowej i ogólnej i, również dla bliskich obserwatorów, ta równowaga zdaje się być dominującą cechą jej osobowości. Inne hipotezy sugestii i manipulowania mające pobudzić badających do zadania sobie pytania, czy nie znajdują się w obecności natury bardzo wrażliwej, prawdziwego szlifo­wanego zwierciadła, odczuwającego skutki wszystkich wpływów i suges­tii, zostały również zdementowane przez codzienną rzeczywistość.

Matka Eugenia, jakkolwiek obdarzona wrażliwą naturą i żywym tem­peramentem udowodniła, że nie wyróżniała nikogo i że daleka od podda­wania się wpływom uwag ludzi, potrafiła bronić swoich planów, swojej działalności, realizacji projektów i narzucać je innym przez osobiste od­działywanie. Prosty fakt więcej ukaże, niż wszelka ocena: następnego dnia po swoim wyborze na Przełożoną Generalną musiała przystąpić do nomi­nacji kilku przełożonych. Nie zawahała się przed dokonaniem wymiany jednej z nich, chociaż ta dopiero co głosowała za nią, a lądując w Egipcie dowiedziała się o cofnięciu poruczonej jej funkcji pocztą lotniczą.

 

2. Przedmiot misji.

 

Przedmiot misji, który byłby powierzony Matce Eugenii jest sprecyzo­wany i z doktrynalnego punktu widzenia wydaje mi się słuszny i stosowny.

Przedmiot ścisły: poznać i czcić Ojca, przede wszystkim przez ustano­wienie specjalnego święta, o które proszony jest Kościół. Proces ustalił, że święto liturgiczne ku czci Ojca mieściłoby się w zarysie całego katolickie­go kultu, zgodnie z tradycyjnym duchem modlitwy katolickiej, która wznosi się ku Ojcu za pośrednictwem Syna, w Duchu Świętym, jak to wy­kazują modlitwy Mszy i liturgiczne ofiarowanie chleba i wina Ojcu w Świętej Ofierze. Z drugiej strony jest rzeczą dziwną, że nie istnieje żadne specjalne święto ku czci Ojca: Trójca Święta jest czczona jako taka, Słowo i Duch Święty są czczeni w ich misji, w ich przejawach zewnętrznych, tyl­ko Ojciec nie ma własnego święta, które zwróciłoby uwagę chrześcijan na Jego Osobę. Jak wynika z dostatecznie szeroko przeprowadzonej ankiety wśród wielu wiernych z różnych klas społecznych, a nawet wśród licznych kapłanów i osób konsekrowanych, tę nieobecność liturgicznego święta ku Jego czci przypisuje się faktowi, że: „Ojciec nie jest znany, nie modli się do Niego, nie myśli się o Nim". Kto przeprowadzał badania, odkrył też ze zdziwieniem, że wielka liczba chrześcijan oddala się od Ojca, gdyż widzą w Nim groźnego Sędziego. Wolą zwracać się do ludzkiej natury Jezusa i wszyscy oni proszą Chrystusa, by osłaniał ich przed gniewem Ojca!

Pierwszym skutkiem specjalnego święta byłoby wniesienie porządku w pobożność wielu chrześcijan i przypomnienie im zalecenia Boskiego Zba­wiciela: „Wszystko to, o co prosić będziecie Ojca w Imię moje..." i następ­nie: „Wy zatem tak się módlcie: Ojcze nasz...". Jednocześnie liturgiczne święto ku czci Ojca pomogłoby im także podnieść wzrok ku temu, które­go św. Jakub Apostoł nazywał: „Ojcem świateł, od którego otrzymujemy każde dobro i wszelki dar doskonały..." Przyzwyczaiłoby dusze do zauwa­żania dobroci Bożej, dobrodziejstw Boga i Jego ojcowskiej Opatrzności i że ta Opatrzność jest właśnie Opatrznością Boga Trójjedynego; i to przez Swoją Boską naturę wspólną Trzem Osobom Bóg wylewa na świat niewy­powiedziane skarby Swego nieskończonego miłosierdzia.

Wydawałoby się przeto na pierwszy rzut oka, że nie ma żadnego spe­cjalnego powodu do czczenia Ojca w szczególności, jednak czy to nie Oj­ciec właśnie posłał Syna Swojego na świat? Jeżeli w najwyższym stopniu sprawiedliwe jest oddanie czci Synowi i Duchowi Świętemu za ich wido­czne przejawianie się, czy nie byłoby sprawiedliwe i słuszne składać dzięki Bogu Ojcu, jak wymagają tego prefacje mszalne, za dar, który On nam uczynił ze Swego Syna?

Przedmiot właściwy tego specjalnego święta rysuje się więc w sposób jasny: czcić Ojca, dziękować Mu, wielbić Go za to, że dat nam Swego Sy­na. Jednym słowem, jak dokładnie mówi orędzie: czcić Go, dziękować Mu i wielbić Go jak Twórcę Zbawienia. Składać dziękczynienie Temu, który tak bardzo umiłował świat, że dał Syna Swego Jednorodzonego, aby wszyscy ludzie, zjednoczeni w Mistycznym Ciele Chrystusa, w tym Synu stali się dziećmi w Nim.

Czy w chwili, w której świat skołowany doktrynami laicyzmu, ateizmu i współczesnymi filozofiami nie zna już Boga, prawdziwego Boga, święto to nie dałoby wielu ludziom poznać Ojca żyjącego, którego objawił nam Jezus, Ojca miłosierdzia i dobroci? Czy nie przyczyniłoby się do wzrostu liczby tych czcicieli Ojca „w duchu i prawdzie", których Jezus zapowie­dział? W chwili, w której świat wstrząsany morderczymi wojnami odczu­wa potrzebę poszukiwania trwałej podstawy jedności dla zbliżenia miedzy narodami, święto to przyniosłoby mocne światło pouczające ludzi, że wszyscy oni mają tego samego Ojca w Niebie: Tego, który dał im Jezusa, ku któremu ich przyciąga jako członków Jego Mistycznego Ciała w jedności tegoż Ducha Miłości!

W chwili, w której tak wiele dusz wycieńczonych lub zmęczonych do­świadczeniami wojny mogłoby gorąco pragnąć zwrócić się ku głębokiemu życiu wewnętrznemu, czy to święto nie byłoby zdolne poruszyć je „od wewnątrz", aby adorować Ojca, który jest ukryty, i aby ofiarować się w sy­nowskiej i szczodrej ofierze Ojcu, jedynemu źródłu życia Trójcy Świętej w nich? Czy takie święto nie porwałoby ku życiu nadprzyrodzonemu, logi­cznie pociągającemu dusze ku Ojcu w duchu dziecięctwa? W duchu wiary ludzie zdawaliby się wtedy na Wolę Ojca.

Z drugiej strony, odrębny od tego zagadnienia specjalnego święta i ja­kiejkolwiek decyzji Kościoła w tym względzie, jest tutaj problem doktryny. Wybitni teolodzy uważają, że teoria więzi duszy z Trójcą Świętą powinna być pogłębiona i że mogłaby być dla dusz źródłem światła o życiu w jed­ności z Ojcem i Synem, o którym mówi św. Jan - zaufany Jego Najświęt­szego Sercao uczestnictwie w życiu Jezusa, Syna Ojca, poprzez upodo­bnienie się do Niego, szczególnie w Jego synowskiej miłości do Ojca.

Cokolwiek wyniknie z tych teologicznych problemów, chcę tu podkre­ślić ten fakt: nie mająca wykształcenia teologicznego biedaczka oświadcza, że otrzymuje od Boga wiadomości, które mogłyby być doktrynalnie bar­dzo cenne. Wymyślone konstrukcje jakiejś wizjonerki są ubogie, jałowe, niespójne. Tymczasem orędzie, o którym Matka Eugenia mówi, że zostało jej powierzone przez Ojca, jest owocne, naznaczone harmonijnym połą­czeniem dwóch cech czyniącym je bardziej wiarygodnym. Z jednej strony mieści się w tradycji Kościoła, nie wnosi nowości. To mogłoby wzbudzać podejrzenia. Orędzie nieustannie powtarza, iż wszystko już zostało powie­dziane w objawieniu Chrystusa o Ojcu i że wszystko jest w Ewangelii. Z drugiej strony orędzie wyjaśnia, że ta doniosła prawda o poznaniu Ojca domaga się ponownego przemyślenia, pogłębienia, wcielenia w życie.

Widoczna jest dysproporcja między nieudolnością narzędzia - niezdol­nego do samodzielnego odkrycia tego rodzaju doktryny - a głębią przeka­zywanego przez Siostrę orędzia. Czyż nie pozwala to dostrzec, że inna wyższa przyczyna, nadprzyrodzona, Boska wdała się w powierzenie jej tego Orędzia? Nie widzę, jak można by po ludzku wytłumaczyć odkrycie przez Siostrę idei, której oryginalność i owocność dociekliwi teolodzy bardzo powoli dopiero dostrzegali.

Również inny jeszcze fakt wydaje mi się bardzo sugestywny: kiedy Siostra Eugenia oświadczyła, że miała objawienia Ojca, badający ją teolo­dzy odparli jej, że objawienia Ojca są same w sobie niemożliwe i że jeszcze nigdy w historii nie miały miejsca. Obiekcjom tym Siostra oparła się, wy­jaśniając po prostu: „Ojciec powiedział mi, żebym opisała to, co widzia­łam. On prosi Swoich synów teologów, żeby szukali". Siostra nigdy nicze­go nie zmieniła w swoich wyjaśnieniach, przez długie miesiące potwier­dzała swoje zapewnienia.

To dopiero w styczniu 1934 roku teologie odkryli u samego św. Toma­sza z Akwinu odpowiedź na zarzuty, które podnosili. Odpowiedź wielkie­go Doktora dotycząca rozróżnienia między objawianiem się a misją była jasna. Pokonała przeszkodę, która paraliżowała cały proces. Wbrew uczo­nym teologom rację miała niewykształcona ignorantka. Jak po ludzku wy­tłumaczyć, także w tym przypadku, światło, mądrość i wytrwałość Siost­ry? Fałszywa wizjonerka usiłowałaby dostosować się do wyjaśnień teolo­gów. Siostra nie ustępowała: oto nowe powody, dla których jej świadect­wo wydaje się być godne ufnej obrony.

W każdym razie to, co wydaje mi się zasługiwać na uwagę, to przybrana postawa rezerwy wobec cudowności. Fałszywe mistyczki wysuwają ją na pierwszy plan, widząc raczej tylko rzeczy niezwykle. W przypadku Sio­stry postawiona jest ona na drugim miejscu jako próba i sposób. Nie ma egzaltacji, jest harmonia wartości, która stwarza dobre wrażenie.

O badaniu przeprowadzonym przez teologów niewiele mogę powie­dzieć. Czcigodni ojcowie Alberto i Augusto Valencin są poważani dla swego autorytetu w dziedzinie filozofii i teologii i dla swej wiedzy także o życiu duchowym Musieli już wcześniej wdawać się w sprawy tego rodza­ju, które i teraz zostały poddane ich badaniu. Wiemy, że uczynili to z wiel­ką roztropnością. Dlatego nasz wybór padł na nich. Jesteśmy im wdzięczni za współpracę ofiarną i prawdziwie sumienną Ich świadectwo na korzyść Siostry i przychylenie się do nadprzyrodzonego wyjaśnienia całości wyda­rzeń ma wielką wartość, bo ociągali się przez długi czas, początkowo wro­dzy i sceptyczni, później wahający. Powoli przekonywali się, uprzednio podnosząc wszelkiego rodzaju zarzuty i poddając Siostrę ciężkim próbom.

 

Wnioski

 

Wedle mej duszy i sumienia, w najżywszym poczuciu odpowiedzialno­ści wobec Kościoła oświadczam: jedynie przyjmując interwencję nadprzy­rodzoną i Boską, można dać logiczne i zadowalające wyjaśnienie ogółu wydarzeń. To wyjątkowe wydarzenie, pozbawione wszystkiego, co je ota­cza, wydaje mi się pełne szlachetności, podniosłości i nadprzyrodzonej owocności.

Prosta zakonnica wezwała dusze do prawdziwego kultu Ojca, takiego jakiego uczył Jezus i jaki Kościół ustalił w liturgii. Nie ma w tym nic niepo­kojącego, nic innego tylko wielka prostota i zgodność z prawdziwą dokt­ryną. Nawet gdyby pominąć cudowne zdarzenia towarzyszące temu orę­dziu, zachowałoby ono i tak całą swoją wartość. Kościół - niezależnie od osobliwego zdarzenia związanego z Siostrą - wypowie się, czy idea spec­jalnego święta może być przyjęta ze względów doktrynalnych.

Wierzę, iż Siostra dostarcza nam wielkiego dowodu autentyczności mi­sji przez sposób, w jaki stosuje w realnym życiu piękną, przypominaną nam przez siebie doktrynę. Uważam za właściwe pozwolić jej kontynuo­wać to dzieło. Wierzę, że jest w nim palec Boży i - po 10 latach badania, rozważania i modlitwy - błogosławię Ojca, że zaszczycił wyborem moją diecezję, jako miejsce tak wzruszających objawień Jego miłości.

Aleksander Caillot

Biskup Grenoble w okresie, w którym zostało dane Orędzie

 

 

 

ZESZYT PIERWSZY

 

l lipca 1932, Święto Przenajdroższej Krwi

Pana naszego Jezusa Chrystusa

 

Oto na zawsze błogosławiony dzień obietnicy Ojca Niebieskiego! Dzi­siaj kończą się długie dni przygotowania i czuję, że bliski, bardzo bliski jest moment przyjścia Ojca mojego i Ojca wszystkich ludzi. Jeszcze kilka minut modlitwy i potem wszelkie duchowe radości! Ogarnia mnie prag­nienie zobaczenia i usłyszenia Go! Moje serce spalane miłością otwarło się z tak wielką ufnością, iż stwierdzam, że dotąd nigdy i wobec nikogo nie byłam tak ufna. Myśl o moim Ojcu doprowadziła mnie jakby do szaleństwa radości.

W końcu zaczynam słyszeć śpiewy. Przychodzą Aniołowie i zapowiada­ją to uszczęśliwiające przybycie! Ich śpiewy były tak piękne, że postano­wiłam sobie zapisać je, jak tylko będzie to możliwe. Harmonia ta ustała na moment i oto orszak wybranych, Cherubinów, Serafinów, z Bogiem na­szym. Stwórcą i Ojcem naszym! Padłam twarzą do ziemi, pogrążona w przepaści mojej nicości. Odmawiałam 'Magnificat'. Zaraz potem Ojciec powiedział mi, żebym usiadła z Nim i zapisała to, co postanowił przekazać ludziom. Cały Jego orszak, który Mu towarzyszył, zniknął. Pozostał ze mną jedynie Ojciec i zanim usiadł, rzekł do mnie:

Już ci powiedziałem i jeszcze raz mówię: Nie mogę już drugi raz ofiarować Mojego umiłowanego Syna, aby udowodnić Moją miłość do ludzi! Jednak przychodzę między nich, przyjmując podobieństwo do nich i ich ograniczoność, aby ich kochać i aby poznali tę Miłość. Popatrz, odkła­dam Moją koronę i całą Moją chwałę, aby przybrać postawę zwyczajnego człowieka!"

Po przyjęciu postawy zwyczajnego człowieka - złożywszy koronę i chwałę u Swych stóp -położył kulę ziemską na Swym Sercu, podtrzymując ją lewą ręką Następnie usiadł obok mnie.

O Jego przybyciu, postawie, którą zechciał przybrać, o Jego miłości mogę powiedzieć zaledwie kilka słów! W moim nieuctwie nie znajduję stów, aby wyrazić to, co Bóg dał mi do zrozumienia.

Pokój i Zbawienie - powiedział - temu domowi i całemu światu! Mech Moja Potęga, Moja Miłość i Mój Święty Duch poruszą serca ludzi aby cała ludzkość zwróciła się ku Zbawieniu i przyszła do swego Ojca. On bowiem szuka jej, aby okazać jej miłość i zbawić ją! Niech Mój namiestnik Pius Xl zrozumie, że to są dni zbawienia i błogosławieństwa. Oby nie zos­tała zmarnowana okazja zwrócenia uwagi dzieci na Ojca, który przy­chodzi, by czynić im dobro w tym życiu i przygotować im wiekuistą szczę­śliwość.

Wybrałem ten dzień na rozpoczęcie Mojego dzieła wśród ludzi, bo­wiem jest to święto Przenajdroższej Krwi Mojego Syna Jezusa. Zamierzam zanurzyć w tej Krwi dzieło, które zaczynam, aby przyniosło wielkie owoce w całej ludzkości.

 

Oto prawdziwy cel Mojego przyjścia:

 

1.    Przychodzę, aby wygnać przesadny lęk, który Moje stworzenia odczu­wają wobec Mnie. Pragnę dać im do zrozumienia, że Moja radość pole­ga na tym, abym był znany i kochany przez Moje dzieci, to znaczy przez całą ludzkość obecną i przyszłą.

2.    Przychodzę przynieść nadzieję ludziom i narodom. Iluż od dawna już ją utraciło! Ta nadzieja pozwoli im pracować dla swego zbawienia, żyjąc w pokoju i bezpieczeństwie.

3.    Przychodzę, aby Mnie poznano takim, jakim jestem; aby ufność ludzi wzrastała jednocześnie z miłością do Mnie, ich Ojca, mającego tylko je­dno pragnienie: czuwać nad wszystkimi ludźmi i kochać każdego z nich jak Swoje jedyne dziecko.

 

Malarz lubuje się w kontemplowaniu obrazu, który namalował. Podob­nie Ja znajduję upodobanie i radość w przychodzeniu do ludzi - arcydzieła Mego dzieła Stworzenia! Czas nagli. Chciałbym, żeby człowiek dowie­dział się jak najprędzej, że kocham go i doznaję największej radości, prze­bywając z nim i rozmawiając jak ojciec ze swymi dziećmi.

Jestem Wiekuisty i kiedy żyłem Jeden Jedyny, już wówczas postanowi­łem użyć całej Swej Potęgi do stworzenia istot na Mój Obraz. Najpierw je­dnak trzeba było stworzyć materię, aby istoty te mogły znaleźć środki ut­rzymania. Stworzyłem zatem świat. Napełniłem go tym wszystkim, co -jak wiedziałem - będzie ludziom potrzebne: powietrzem, słońcem, desz­czem i wieloma innymi rzeczami, o których wiedziałem, że będą im nie­zbędne do życia.

W końcu został stworzony człowiek! Cieszyłem się Moim dziełem! Człowiek jednak dopuszcza się grzechu, ale to właśnie wówczas objawia ię Moja nieskończona dobroć.

Aby żyć wśród ludzi przeze Mnie stworzonych, wybrałem w Starym Testamencie proroków. Pouczyłem ich o Moich pragnieniach, o Moich troskach i Moich radościach, żeby ukazali je wszystkim. Im bardziej sze­rzyło się zło, tym bardziej Moja dobroć pobudzała Mnie do porozumie­wania się z duszami sprawiedliwymi, aby przekazywały Moje polecenia tym, którzy powodowali nieład. Niekiedy musiałem posłużyć się surowoś­cią, aby ich odzyskać - a nie karać, gdyż to spowodowałoby jedynie zło - aby ich odwieść od zła i skierować ku ich Ojcu i Stworzycielowi, o którym zapomnieli i przestali Go znać w swej niewdzięczności. Później zło tak za­lało serca ludzi, że byłem zmuszony zesłać na świat nieszczęścia, aby oczy­ścić człowieka poprzez cierpienie, zniszczenie jego dóbr czy nawet utratę życia. Był potop, zniszczenie Sodomy i Gomory, wojny itp.

Zawsze jednak pragnąłem pozostawać na tym świecie, między ludźmi. I tak - podczas potopu - byłem blisko Noego, jedynego wówczas sprawied­liwego. Również w czasie innych nieszczęść zawsze znajdowałem jakiegoś sprawiedliwego, u którego przebywałem i poprzez którego mieszkałem pośród ludzi owego czasu. I tak było zawsze

Świat często doznawał oczyszczenia z zepsucia dzięki Mojej nieskoń­czonej dobroci względem ludzkości. Nadal zatem wybierałem niektóre du­sze, w których miałem upodobanie, aby móc poprzez nie radować się ra­zem z Moimi stworzeniami, ludźmi.

Obiecałem światu Mesjasza. Czego nie uczyniłem, aby przygotować Jego przyjście! Ukazywałem się w symbolach, które Go przedstawiały już tysiące lat przed Jego przyjściem!

A kim jest ten Mesjasz? Skąd przychodzi? Co uczyni na ziemi? Kogo przychodzi ukazać? Mesjasz jest Bogiem. A kim jest Bóg? Bóg jest Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Skąd przychodzi lub raczej kto Mu polecił przyjść między ludzi? Ja, Jego Ojciec, Bóg. Kogo ukazywać będzie na zie­mi? Swego Ojca, Boga. Co uczyni na ziemi? Sprawi, że Ojciec, Bóg, zos­tanie poznany i pokochany. Przecież powiedział:

Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do Mego Ojca?" - „Nesciebatis quia in his quae Patris Mei sunt oportet Me esse?" (Łk 2,49)

Przyszedłem pełnić jedynie wolę Ojca Mojego." (J 6,38)

Wszystko, o co poprosicie Ojca w Imię Moje, da wam." (J 15,16; 16,23)

Módlcie się tak: Ojcze nasz, który jesteś w Niebie." (Mt 6,9)

 

Następnie - ponieważ przyszedł otoczyć chwałą Ojca i dać Go poznać ludziom - mówi:

 

Kto Mnie widzi, widzi Ojca Mojego." (J 14,9)

Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie." (J 14,11)

Nikt nie przychodzi od Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie." (J 14,6)

Każdy kto jest ze Mną jest także z Ojcem Moim." (l J 1,3) itd...

 

Widzicie, o ludzie, że od całej wieczności miałem tylko jedno pragnie­nie: dać się poznać ludziom, pozwolić się umiłować. Pragnąłem nieustan­nie być przy nich. Czy chcecie mieć prawdziwy dowód tego pragnienia, które wyraziłem?

Po co kazałem zbudować Mojżeszowi Przybytek i Arkę Przymierza? Czy nie dlatego, że gorąco pragnąłem zamieszkać z Moimi stworzeniami, ludźmi, jako Ojciec, Brat, zaufany Przyjaciel?

Mimo to ludzie o Mnie zapomnieli, obrażali Mnie niezliczonymi grze­chami. Dlatego dałem Mojżeszowi Moje przykazania, żeby mimo wszyst­ko pamiętali o Bogu, ich Ojcu, i o Jego jedynym pragnieniu zbawienia ich. Chciałem, aby ludzie - przestrzegając przykazań - pamiętali o Ojcu nie­skończenie dobrym, całkowicie zatroskanym o ich zbawienie teraźniejsze i przyszłe.

Wszystko to znowu poszło w niepamięć i ludzie pogrążyli się w błędzie i strachu, uważając za męczące przestrzeganie przykazań, które dałem im przez Mojżesza. Ustanowili inne prawa, odpowiadające ich wadom, łat­wiejsze do przestrzegania. Stopniowo - w przesadnym lęku odczuwanym przede Mną - coraz bardziej o Mnie zapominali i znieważali obelgami. Mimo to Moja Miłość do ludzi, Moich dzieci, wcale nie ustała.

Kiedy stwierdziłem, że ani patriarchowie, ani prorocy nie potrafili spra­wić, by ludzie Mnie poznali i pokochali, postanowiłem przyjść Ja sam. Ale jak to zrobić, żeby znaleźć się między ludźmi? Nie było innego sposobu, jak tylko przyjść samemu w drugiej Osobie Mojego Bóstwa.

Czy jednak ludzie Mnie poznają? Czy Mnie posłuchają? Żadne przyszłe wydarzenia nie są przede Mną ukryte. Dlatego na te obydwa pytania odpo­wiedziałem sobie sam: „Nawet będąc blisko Mnie, zlekceważą Moją obec­ność. W Moim Synu źle się ze Mną obejdą pomimo całego dobra, jakie im wyświadczy. Znieważą Mnie w Moim Synu, ukrzyżują, aby Mnie zabić."

Czy to Mnie powstrzyma? Nie, Moja miłość do Moich dzieci, ludzi, jest zbyt wielka. Nic Mnie nie powstrzymało. Uznajcie więc słusznie, że was ukochałem, można by rzec, bardziej niż Mojego umiłowanego Syna lub -ściślej mówiąc - bardziej od Siebie samego.

Jakże prawdziwe jest to, co wam mówię. Gdyby bowiem życie i śmierć jednego z Moich stworzeń - podobna do śmierci Mojego Syna - wystar­czyła na zadośćuczynienie za grzechy innych ludzi, zawahałbym się. Dla­czego? Dlatego, że zdradziłbym Moją Miłość skazując na cierpienie inne dziecko, które kocham, zamiast cierpieć samemu w Moim Synu. Nie chciałbym nigdy sprawiać cierpienia Moim dzieciom.

Oto w skrócie opowieść o Mojej Miłości aż do Mojego przyjścia mię­dzy ludzi za pośrednictwem Mojego Syna. Większość ludzi zna te wszyst­kie wydarzenia, ale ignoruje istotę rzeczy, to że Miłość wszystkim kiero­wała!

Tak, to jest Miłość, Ona jest tym, na co pragnę wam zwrócić uwagę. Teraz jednak ta Miłość jest zapomniana. Pragnę ją wam przypomnieć, abyście nauczyli się poznawać Mnie takim, jaki jestem. Nie bądźcie więc bojaźliwi jak niewolnicy wobec Ojca, który tak bardzo was kocha.

W tej opowieści - jak widzicie jesteśmy dopiero w pierwszym dniu pierwszego wieku, a chciałbym doprowadzić ją aż do naszych dni: do XX wieku.

O, jakże Moja miłość, miłość Ojcowska została przez ludzi zapomnia­na! A przecież tak czule was kocham! Czegóż nie uczyniłem w Moim Sy­nu, to jest w Osobie Syna Mojego, który stał się człowiekiem! Bóstwo uk­ryło się w tej ludzkiej naturze: małej, biednej, upokorzonej. Prowadziłem z Moim Synem Jezusem życie pełne wyrzeczeń i pracy. Przyjmowałem Jego modlitwy, aby wytyczyć człowiekowi drogę, pozwalającą mu zawsze po­stępować sprawiedliwie, a w końcu bezpiecznie dojść do Mnie!

Oczywiście, dobrze rozumiem słabość Moich dzieci! Dlatego poleciłem Mojemu Synowi dać im środki, za pomocą których dźwigną się ze swoich upadków. Te środki pomogą im oczyścić się z grzechów, aby znów stali się dziećmi Mojej Miłości. To głównie siedem Sakramentów. Jednak naj­donioślejszym środkiem dla waszego zbawienia - pomimo waszych upad­ków - jest Krzyż, a na Nim Najdroższa Krew Mojego Syna, która - gdy tylko tego pragniecie - w każdej chwili wylewa się na was, czy to w Sak­ramencie Pokuty, czy podczas Najświętszej Ofiary Mszy. Moje drogie dzieci, już od dwudziestu wieków napełniam was tymi dobrodziejstwami i specjalnymi łaskami, a rezultat jest bardzo mizerny!

Ileż to Moich stworzeń - stawszy się przez Syna Mojego dziećmi Mojej Miłości - bardzo szybko rzuciło się w wieczystą otchłań. Zaprawdę, nie poznali Mojej nieskończonej Dobroci, a Ja tak bardzo was kocham! Przy­najmniej wy - którzy wiecie, iż Ja sam przychodzę, aby z wami rozma­wiać, aby dać wam poznać Moją Miłość - nie rzucajcie się w otchłań przez litość nad sobą. Jestem waszym Ojcem!

Gdybyście nazwali Mnie Ojcem i dalibyście Mi świadectwo waszej mi­łości, czyż moglibyście znaleźć we Mnie serce tak zatwardziałe i tak nie­czułe, że pozwoliłoby wam zginąć? Nie, nie! Nie wierzcie w to! Jestem najlepszym z ojców! Znam słabość Moich stworzeń! Przyjdźcie do Mnie, przyjdźcie z ufnością i miłością, a Ja po waszej skrusze przebaczę wam! Nawet gdyby wasze grzechy były tak odrażające jak bagno, wasza ufność i wasza miłość pozwoli Mi o nich zapomnieć do tego stopnia, że nie zosta­niecie osądzeni! Jestem sprawiedliwy, to prawda, ale Miłość odpłaca za wszystko!

Posłuchajcie, dzieci Moje. Przy pomocy pewnego porównania pragnę zapewnić was o Mojej Miłości Dla Mnie wasze grzechy są jak żelazo, a wasze akty miłości -jak złoto. Nawet gdybyście dali Mi tysiąc kilogramów żelaza, nie będzie ono znaczyć dla Mnie tyle, ile dziesięć kilogramów zło­ta, które Mi ofiarujecie! To znaczy, że odrobiną miłości można odpokuto­wać za ogromne niegodziwości.

To tylko bardzo nikłe podobieństwo do Mojego sądu nad Moimi dzieć­mi, ludźmi, wszystkimi bez wyjątku. Dlatego należy przychodzić do Mnie. Jestem tak blisko was! Dlatego trzeba kochać Mnie i czcić, abyście nie byli sądzeni albo co najwyżej - sądzeni z nieskończenie miłosierną Miłością. Nie wątpcie! Gdyby Moje Serce nie było takie, zgładziłbym świat już daw­no, gdy popełnił grzech! Tymczasem jesteście świadkami, że Moja opieka objawia się nieustannie poprzez łaski i różne dobrodziejstwa. Możecie z te­go wywnioskować, że istnieje Ojciec nad wszystkimi ojcami, który kocha i nigdy nie przestanie was kochać, byle tylko byście tego pragnęli.

Przychodzę do was dwoma drogami: poprzez Krzyż i Eucharystię!

KRZYŻ, jest Moją drogą zstępowania ku Moim dzieciom. Sprawiłem, że przez niego Mój Syn was odkupił. Dla was Krzyż jest drogą dojścia do Mego Syna, a przez Mojego Syna - do Mnie. Bez niego nigdy me mogli­byście przyjść do Mnie, człowiek bowiem ściągnął na siebie przez grzech karę rozłąki z Bogiem.

w EUCHARYSTII przebywam między wami jak ojciec w swojej rodzinie. Chciałem, żeby Mój Syn ustanowił Eucharystię, aby z każdego tabernakulum uczynić skarbiec Moich Łask, Moich Bogactw i Mojej Miłości, aby dać je ludziom, Moim dzieciom.

Sprawiam, że tymi dwiema drogami nieustannie zstępuje Moja Potęga oraz Moje niezmierzone Miłosierdzie.

Ukazałem wam, że Mój Syn Jezus reprezentuje Mnie przed ludźmi i że przez Niego stale przebywam miedzy nimi. Teraz pragnę wam pokazać, że przychodzę do was także przez Mojego Ducha Świętego, aby być wśród was.

Dzieło Trzeciej Osoby Mojego Bóstwa dokonuje się bez rozgłosu i człowiek często Go nie dostrzega. Dla Mnie jednak jest to bardzo odpo­wiedni sposób umożliwiający Mi przebywanie nie tylko w tabernakulum, ale również w duszach wszystkich, którzy znajdują się w stanie łaski. W nich ustawiam Mój Tron i tam zawsze przebywam jak prawdziwy Ojciec, który kocha, chroni i pomaga swemu dziecku. Nikt nie może pojąć rado­ści, jaką odczuwam, kiedy jestem sam na sam z duszą. Nikt jeszcze nie zrozumiał bezmiernych pragnień Mego Serca Boga Ojca: pragnę być zna­nym, kochanym i czczonym przez wszystkich ludzi, sprawiedliwych i grze­szników. Są to trzy wyrazy hołdu, którego pragnę doznawać od każdego człowieka, jestem bowiem zawsze miłosierny i dobry, nawet wobec naj­większych grzeszników.

Czego nie uczyniłem dla Mojego ludu od Adama do Józefa, przybra­nego ojca Jezusa, i od Józefa aż do dziś, aby człowiek mógł oddawać Mi szczególną cześć, która należy Mi się jako Ojcu, Stworzycielowi i Zba­wicielowi? Jednakże tej szczególnej czci - której tak bardzo pragnąłem i pragnę - dotąd Mi jeszcze nie okazano!

W Księdze Wyjścia czytacie, że Boga należy czcić w szczególny spo­sób. Również Psalmy Dawida zawierają to samo pouczenie.

W przykaza­niach, które Ja sam dałem Mojżeszowi, na pierwszym miejscu postawiłem: „Będziesz czcił i miłował doskonale tylko Boga samego."

Miłość i cześć to dwie rzeczy idące ze sobą w parze. Powinniście Mnie czcić w szczególny sposób, ponieważ napełniłem was tak wieloma dobro­dziejstwami!

Dając wam życie, chciałem was stworzyć na Moje podobieństwo! Wa­sze serce jest zatem wrażliwe tak jak Moje, a Moje -jak wasze!

Czego nie zrobilibyście, gdyby ktoś z waszych bliskich wyświadczył wam małą przysługę dla sprawienia wam przyjemności? Najbardziej nie­wrażliwy człowiek zachowałby dla tej osoby stałą wdzięczność. Każdy starałby się również o to, by zrobić jej jak największą przyjemność dla od­wdzięczenia się za oddaną przysługę. Otóż Ja będę wam o wiele bardziej wdzięczny i zapewnię wam życie wieczne, jeżeli wyświadczycie Mi małą przysługę czcząc Mnie tak, jak was o to proszę.

Przyznaję, że oddajecie Mi cześć w Moim Synu. Wiem, że są tacy, któ­rzy potrafią wznieść się całkowicie od Mego Syna do Mnie, ale jest ich bardzo niewielu. Nie sądźcie jednak, że oddając cześć Mojemu Synowi nie czcicie Mnie! Oczywiście że tak! Czcicie Mnie, ponieważ przebywam w Moim Synu! Wszystko zatem - co stanowi Jego chwałę - jest również Moją chwałą! Chciałbym jednak widzieć, że człowiek w szczególny spo­sób czci swego Ojca i Stworzyciela.

Im bardziej czcić będziecie Mnie, tym bardziej uczcicie Mego Syna, bo­wiem z Mojej woli stał się Słowem Wcielonym i przyszedł, aby być mię­dzy wami i dać wam poznać Tego, który Go posłał.

Jeśli Mnie poznacie, pokochacie bardziej niż dotychczas Mnie i Syna Mojego Umiłowanego. Popatrzcie, ile Moich stworzeń - od kiedy stały się Moimi dziećmi przez tajemnicę Odkupienia - nie żyje na pastwiskach, któ­re przygotowałem dla wszystkich ludzi przez Mojego Syna. Zobaczcie, ilu - o czym wiecie - nie zna jeszcze tych pastwisk. Jak wiele stworzeń ufor­mowanych Moimi rękami - o których istnieniu nic nie wiecie, lecz Ja je znam - nie zna nawet ręki, która je stworzyła!

O, jakże chciałbym sprawić, by Mnie poznano jako Ojca wszechmogą­cego. Jestem nim dla was i chciałbym nim być również dla nich, dzięki Moim dobrodziejstwom! Chciałbym spowodować, aby ich życie - dzięki Memu prawu - przebiegało bardziej harmonijnie. Chciałbym, żebyście po­szli do nich w Imię Moje i abyście im o Mnie mówili. Tak, mówcie im, że mają Ojca, który stworzył ich i pragnie im dać posiadane przez Siebie skar­by. Przede wszystkim mówcie im, że o nich myślę, że ich kocham i chcę im ofiarować wiekuiste szczęście.

Ach! Obiecuję wam, że ludzie bardzo szybko się nawrócą. Wierzcie, iż gdybyście zaczęli - począwszy od pierwotnego Kościoła - czcić Mnie i sprawiać, by Mnie wielbiono ze szczególną czcią, po dwudziestu wiekach pozostałoby niewielu ludzi żyjących w bałwochwalstwie, w pogaństwie czy w innych fałszywych i złych sektach, do których człowiek pędzi z zamkniętymi oczami, aby rzucić się w otchłań ognia wieczystego! Widzi­cie, ile jeszcze pracy pozostaje!

Moja godzina nadeszła! Trzeba, aby ludzie Mnie znali, kochali i czcili, abym stworzywszy ich mógł być ich Ojcem, potem Zbawicielem i w końcu przedmiotem ich wiekuistych rozkoszy.

Dotąd mówiłem wam o rzeczach, które już znaliście. Chciałem je jed­nak przypomnieć, byście jeszcze bardziej się upewnili, że jestem Ojcem najlepszym, a nie strasznym, jak sądzicie, i że jestem Ojcem wszystkich ludzi obecnie żyjących oraz tych, których stworzę aż do końca świata.

Wiedzcie, iż pragnę być znany, kochany i przede wszystkim czczony. Niech wszyscy przyjmą z wdzięcznością Moją nieskończoną Dobroć dla wszystkich, a szczególnie dla grzeszników, chorych, umierających i wszys­tkich cierpiących! Niech wiedzą, że mam tylko jedno pragnienie: kochać ich wszystkich, dawać im Moje łaski, przebaczać, gdy żałują. Przede wszy­stkim zaś pragnę nie sądzić ich według Mojej Sprawiedliwości, lecz wed­ług Mego Miłosierdzia, aby wszyscy zostali zbawieni i zaliczeni w poczet Moich wybranych.

Na zakończenie tego małego wykładu składam wam obietnicę, której skutki będą wieczne. Oto ona:

 

WZYWAJCIE MNIE IMIENIEM OJCA Z UFNOŚCIĄ I MIŁOŚCIĄ, A WSZY­STKO OTRZYMACIE OD TEGO OJCA, DOZNAJĄC RÓWNOCZEŚNIE MIŁOŚ­CI I MIŁOSIERDZIA.

 

Niech Mój syn, a twój ojciec duchowny, nauczy się zajmować Moją chwałą i przekaże słowo w słowo to, co poleciłem ci napisać, a także to co jeszcze każę ci pisać, aby ludzie uznali, że - bez dodawania czegokolwiek - łatwo i przyjemnie czyta się pouczenie o tym, co chcę, aby wiedzieli.

Będę ci mówił codziennie po trochu o Moich życzeniach w stosunku do ludzi, o Moich radościach, o Moich zmartwieniach, a przede wszystkim będę ukazywać ludziom Moją bezgraniczną Dobroć i Tkliwość Mej współczującej Miłości.

Chciałbym też, ażeby twoje przełożone pozwoliły ci spożytkować wol­ne chwile na spotkania ze Mną, byś mogła przez pół godziny dziennie po­cieszać Mnie, kochać Mnie. W ten sposób przyczynisz się do tego, że ser­ca ludzi, Moich dzieci, będą dobrze przysposobione do pracy nad szerze­niem kultu, którego formę właśnie wam przedstawiłem. Dzięki niemu dojdziecie do wielkiej zażyłości z Ojcem, który pragnie być kochany przez Swoje dzieci.

Proszę cię, byś spędzała dni w wielkim skupieniu, aby to dzieło, które­go pragnę dokonać wśród ludzi, mogło rozprzestrzeniać się we wszystkich narodach możliwie najszybciej i aby ci, którzy będą obarczeni rozpowszechnianiem go, nie popełnili najmniejszej nieostrożności. Będziesz szczę­śliwa niewiele rozmawiając ze stworzeniami. Nawet kiedy znajdziesz się wśród nich, będziesz rozmawiać ze Mną i Mnie słyszeć będziesz w taje­mnicy serca.

Oto druga część tego, co chcę, byś zrobiła: kiedy czasem będę mówił do ciebie, tylko dla ciebie, zapiszesz Moje poufne wyznania w specjalnym dzienniczku. Tu natomiast zamierzam mówić do ludzi.

Żyję z ludźmi w większej zażyłości niż matka ze swymi dziećmi. Od czasu stworzenia człowieka nigdy - ani przez chwilę - nie przestałem trwać przy nim. Jako Stwórca i Ojciec człowieka odczuwam potrzebę ko­chania go. Nie dlatego jednak, żebym go potrzebował. To Moja Miłość Ojca i Stworzyciela każe Mi odczuwać tę potrzebę kochania człowieka. Trwam wiec blisko człowieka. Wszędzie idę za nim, pomagam mu we wszystkim, zaradzam wszystkiemu Widzę jego potrzeby, jego zmęczenie, wszystkie jego pragnienia. Moim największym szczęściem jest przycho­dzenie mu z pomocą i ratowanie go.

Ludzie myślą, że jestem groźnym Bogiem i wtrącam całą ludzkość do piekła. Co za niespodzianka przy końcu czasów, kiedy ujrzą, że bardzo wiele dusz, które uważali za stracone, cieszy się wieczną szczęśliwością wśród wybranych!

Chciałbym, aby wszystkie Moje stworzenia były przekonane, że istnieje Ojciec, który czuwa nad nimi i który chciałby spowodować, aby już tu na ziemi, odczuwały przedsmak szczęścia wiecznego.

Matka nigdy nie zapomina o maleńkiej istocie, którą wydała na świat, Ja zaś pamiętam o wszystkich istotach, które wydałem na świat. Czyż to nie piękniejsze? Matka kocha istotkę, którą jej dałem. Ja również ją ko­cham, lecz jeszcze bardziej niż ona, bo to Ja ją stworzyłem.

Kiedy czasem zdarza się, że matka mniej kocha swoje dziecko z powo­du jakiejś posiadanej przez nie wady, Ja - przeciwnie - kocham je jeszcze bardziej. Matka może posunąć się do tego, że o nim zapomni albo jedynie rzadko o nim myśli, zwłaszcza gdy wyrośnie spod jej opieki. Ja jednak nig­dy o nim nie zapomnę, stale je kocham. Nawet jeśli nie pamięta już o Mnie, swoim Ojcu i Stworzycielu, Ja o nim pamiętam i ciągle je kocham.

Powiedziałem wam wcześniej, że chciałbym wam ofiarować, już tu na ziemi, wieczną szczęśliwość, ale nie zrozumieliście tych słów. Oto ich znaczenie. Jeżeli Mnie kochacie i wzywacie z ufnością słodkim imieniem Ojca, zaczynacie poznawać już na tym świecie miłość i ufność, które staną się przyczyną waszej szczęśliwości w wieczności. Będziecie ją opiewać wraz z wybranymi w Niebie. Czyż nie jest to zadatkiem szczęśliwości Nie­ba, która trwać będzie wiecznie?

Pragnę, by człowiek często przypominał sobie, iż Ja jestem tam, gdzie on się znajduje. Niech pamięta, że nie mógłby żyć, gdybym Ja nie był z nim, żyjący jak on. Pomimo jego niewiary nigdy nie przestaję być przy nim.

Ach, jakże pragnę ujrzeć spełnienie się Mojego pragnienia, które chcę wam przedstawić. Oto ono:

Do dziś człowiek wcale nie myślał o zrobieniu Bogu, Ojcu swojemu, przyjemności, o jakiej zamierzam powiedzieć. Otóż chciałbym zobaczyć, że powstaje wielkie zawierzenie między człowiekiem a jego Ojcem Nie­bieskim, prawdziwy duch zażyłości, ale i delikatności zarazem, ażeby nie nadużywano Mojej wielkiej Dobroci.

Znam wasze potrzeby, pragnienia i to wszystko, co jest w was, ale jak bardzo byłbym szczęśliwy i wdzięczny, gdybym zobaczył, że przychodzi­cie do Mnie i powierzacie Mi swoje potrzeby, jak to czyni pełne ufności dziecko wobec swego ojca. Jakże mógłbym odmówić wam jakiejkolwiek rzeczy - o małym czy dużym znaczeniu - gdy Mnie o nią prosicie?

Chociaż Mnie nie widzicie, czy nie czujecie, że jestem bardzo blisko was w wydarzeniach dziejących się w was i wokół was? Jakże zasługujący na nagrodę będzie dla was dzień, w którym uwierzycie we Mnie nie wi­dząc Mnie!

Nawet teraz kiedy jestem tutaj, we własnej Osobie, miedzy wami wszy­stkimi, nie widzicie Mnie, z wyjątkiem jednej osoby: tej, której oznajmiłem to orędzie -jednej jedynej pośród całej ludzkości! Mówię jednak do was, nieustannie powtarzam wam na wszelkie sposoby, że was kocham, że chcę być poznany, kochany i czczony w szczególny sposób. Kiedy mówię do was przez tę, która Mnie widzi, i do której mówię, patrzę na was wszyst­kich. Mówię do wszystkich i do każdego i kocham was tak, jakbyście Mnie widzieli!

Pragnę, aby ludzie Mnie poznali i odczuwali, że jestem blisko każdego z was. Pamiętajcie, o ludzie, że chciałbym być nadzieją całej ludzkości. Czy już nią nie jestem? Gdybym nie był nadzieją człowieka, człowiek by zginał. Jednak niezbędne jest, abym był znany, żeby Pokój, Ufność i Mi­łość wstąpiły w serca ludzi i doprowadziły do połączenia ich więzią z Oj­cem Nieba i ziemi!

Nie wierzcie, że jestem owym strasznym starcem, którego ludzie przed­stawiają na swoich obrazach i w swoich książkach! Nie, nie, nie jestem ani ‘młodszy’ ani ‘starszy’ od Mojego Syna i Mego Ducha Świętego! Dlatego też chciałbym, aby wszyscy - od dziecka do starca - wzywali Mnie poufa­łym imieniem Ojca i Przyjaciela. Jestem bowiem zawsze z wami, czynię się podobnym do was, żeby was upodobnić do Mnie. Jakże wielka byłaby Moja radość, gdybym zobaczył, że rodzice uczą dzieci wzywać Mnie częs­to imieniem Ojca, którym rzeczywiście jestem! Jak bardzo pragnąłbym wi­dzieć, że zakorzenia się w tych młodych duszach ufność i w pełni dziecię­ca miłość do Mnie! Ja wszystko zrobiłem dla was, a czy wy nie zrobicie te­go dla Mnie?

Chciałbym zamieszkać na stałe w każdej rodzinie jak w swoim królest­wie, aby każdy mógł powiedzieć z całą pewnością: „Mamy Ojca, który jest nieskończenie dobry, ogromnie bogaty i niezwykle miłosierny. Myśli o nas i jest blisko nas, patrzy na nas, sam nas wspiera i da nam wszystko, czego nam brak, jeżeli Go poprosimy. Wszystkie Jego bogactwa są nasze: bę­dziemy mieć wszystko, czego potrzebujemy." Jestem tu właśnie dlatego, byście Mnie prosili o to, czego potrzebujecie: „Proście, a otrzymacie". W Mojej Ojcowskiej dobroci dam wam wszystko, aby każdy mógł uważać Mnie za prawdziwego Ojca, żyjącego - jak jest naprawdę - wśród swoich.

Pragnę także, aby każda rodzina posiadała na widocznym dla wszyst­kich miejscu obraz, który później dam poznać Mojej córeczce. Chcę, aby w ten sposób każda rodzina oddała się pod Moją szczególną opiekę, by móc Mnie łatwiej obdarzać czcią. Tam codziennie rodzina pozwoli Mi uczestniczyć w swoich potrzebach, pracach, troskach, cierpieniach, pragnie­niach, a także w radościach, bowiem Ojciec musi wiedzieć o wszystkim, co dotyczy Jego dzieci. Ja o tym wiem oczywiście, ponieważ jestem tam, ale tak bardzo lubię prostotę. Umiem się do was dostosować. Czynię się małym z małymi, dorosłym z dorosłymi, wobec starców - czynię się do nich podobnym, aby wszyscy zrozumieli to, co pragnę im powiedzieć dla ich uświęcenia i Mojej chwały.

Czy nie mieliście dowodu na to, co wam mówię, w Moim Synu, który uczynił się małym i słabym jak wy? Czy nie macie tego dowodu również teraz, widząc Mnie tutaj mówiącego do was? Czyż nie wybrałem biednego stworzenia - takiego jak wy - aby mówić do was i abyście mogli zrozu­mieć to, co chcę wam powiedzieć?

Czy teraz nie staję się podobnym do was? Widzicie, położyłem Moją koronę u Mych stóp, a świat - na Moim Sercu. Zostawiłem Moją chwałę w Niebie i przyszedłem tutaj, czyniąc się wszystkim dla wszystkich: bied­nym z biednymi, bogatym z bogatymi.

Jak czuły Ojciec pragnę chronić młodzież. Jest tyle zła na świecie! Te biedne niedoświadczone dusze pozwalają się zwodzić przez pokusy nało­gu doprowadzającego je powoli do całkowitej ruiny. O wy, którzy szcze­gólnie potrzebujecie kogoś, kto by was strzegł w życiu dla uniknięcia zła, przyjdźcie do Mnie! Jestem Ojcem, który bardziej was kocha, niż może was kiedykolwiek pokochać jakiekolwiek inne stworzenie! Schrońcie się blisko, blisko Mnie! Powierzcie Mi wasze myśli i pragnienia. Będę was czule kochał. Dam wam łaski na chwilę obecną i pobłogosławię waszą przyszłość. Bądźcie pewni, że o was nie zapomnę po piętnastu, dwudzie­stu pięciu czy trzydziestu latach od chwili, kiedy was stworzyłem. Przyjdź­cie! Widzę, że bardzo potrzebujecie Ojca łagodnego i nieskończenie dob­rego - takiego jak Ja.

Nie będę się dłużej zatrzymywał nad wieloma innymi sprawami, które może byłoby dobrze tu poruszyć. Powiem o nich później. Teraz chcę w zupełnie szczególny sposób mówić do dusz, które sobie wybrałem, do ka­płanów i zakonników: do was, drogie dzieci Mojej Miłości. Mam wielkie plany wobec was!

Do Papieża

 

Przed wszystkimi innymi zwracam się do ciebie, synu Mój umiłowany, do ciebie, Mój Wikariuszu, aby w twoje ręce złożyć to dzieło. Powinno ono być pierwsze ze wszystkich, a tymczasem - z powodu lęku, jaki szatan podsunął człowiekowi - dopiero w tym czasie się dokona.

Ach, chciałbym, żebyś pojął zakres tego dzieła, jego wielkość, szero­kość, głębokość i wysokość. Chciałbym, żebyś pojął ogrom Moich prag­nień wobec obecnej i przyszłej ludzkości.

Gdybyś wiedział, jak pragnę być znany, kochany i otaczany szczególną czcią przez ludzi! To pragnienie jest we Mnie od całej wieczności i od stworzenia pierwszego człowieka. Wiele razy wyrażałem je przed ludźmi, zwłaszcza w Starym Testamencie, ale człowiek nigdy tego nie zrozumiał. Ono sprawia, że zapominam teraz o całej przeszłości, oby tylko spełniło się obecnie w odniesieniu do Moich stworzeń na całym świecie.

Zniżam się do najbiedniejszego z Moich stworzeń, do Mojej córki, abym mógł mówić z nią w jej niewiedzy i mówić do ludzi przez nią, nie­świadomą ogromu dzieła, którego chciałbym dokonać wśród nich! Nie mogę z nią rozmawiać o teologii, na pewno by Mi się to nie powiodło, nie zrozumiałaby. Pozwalam, aby tak było, żeby zrealizować Moje dzieło przy pomocy prostoty i niewinności. Teraz jednak kolej na ciebie, byś przestudiował to dzieło i jak najszybciej doprowadził do realizacji. Aby być znanym, kochanym i szczególnie czczonym nie proszę o nic nadzwy­czajnego.

 

Oto, czego jedynie chcę:

 

1.    Pragnę, żeby jeden dzień lub przynajmniej jedna niedziela była poświę­cona dla uczczenia Mnie w szczególny sposób pod imieniem Ojca całej ludzkości. Chciałbym, aby to święto miało własną Mszę i oficjum. Nie trudno znaleźć teksty w Piśmie Świętym. Jeżeli pragniecie oddać Mi tę szczególną cześć w niedzielę, wybieram pierwszą niedzielę sierpnia; je­żeli w dzień powszedni, chciałbym, aby to był zawsze siódmy dzień te­go miesiąca.

2.    Pragnę, żeby całe duchowieństwo zobowiązało się rozwijać ten kult, a przede wszystkim, by pomagało ludziom poznawać Mnie takim jaki je­stem i jaki zawsze będę blisko nich, to znaczy Ojcem najczulszym i naj­bardziej kochającym ze wszystkich ojców.

3.    Pragnę, aby wprowadzono Mnie do wszystkich rodzin, do szpitali, również do warsztatów i urzędów, do koszar, do sal - gdzie podejmują decyzje ministrowie państw - wreszcie wszędzie tam, gdzie znajdują się Moje stworzenia, choćby tylko jedno! Chcę, aby widzialnym znakiem Mojej niewidzialnej obecności był obraz: niech ukazuje, że tam jestem, rzeczywiście obecny. Tak ludzie wykonywać będą wszystkie czynności pod okiem swego Ojca. Ja będę czuwał nad istotami, które stworzyłem i zaadoptowałem jako własne dzieci. W ten sposób wszystkie Moje dzieci będą niejako pod okiem swego czułego Ojca. Niewątpliwie i te­raz jestem wszędzie, ale chciałbym być przedstawiany w zauważalny i konkretny sposób!

4.    Pragnę, żeby w ciągu roku duchowieństwo i wierni wykonywali na Mo­ją cześć pewne pobożne ćwiczenia, nie zaniedbując swoich zwykłych zajęć. Chcę, aby Moi kapłani bez lęku szli wszędzie, do wszystkich na­rodów i nieśli ludziom płomień Mojej ojcowskiej Miłości. Wówczas dusze zostaną oświecone. Pozyska się dusze niewiernych oraz wszyst­kich należących do sekt, które nie pochodzą od prawdziwego Kościoła. Tak, niech również i ci - którzy są także Moimi dziećmi - zobaczą, jak płonie przed nimi ten płomień, niech poznają prawdę, niech ją przyjmą i niech wprowadzą w życie wszystkie cnoty chrześcijańskie.

5.    Chciałbym w szczególny sposób być czczony w seminariach, w no­wicjatach, w szkołach i w internatach, aby wszyscy  od najmniejszego do największego  mogli Mnie poznać i kochać jako swego Ojca,  Stworzyciela i Zbawcę.

6.    Niech kapłani poczują się zobowiązani do szukania w Piśmie Świętym tego, co powiedziałem w innych czasach  co dotąd pozostało niezna­ne  a odnosi się do czci, którą pragnę odbierać od ludzi. Niech pracują też, by Moje pragnienia i Moja Wola dotarły do wszystkich wiernych i do wszystkich ludzi, określając to, co powiem do wszystkich ludzi ra­zem oraz do wszystkich kapłanów, zakonników i zakonnic w szczegól­ności. Są to dusze, które wybieram dla składania Mi wielkiego hołdu, większego niż od ludzi świeckich.

 

Oczywiście, osiągnięcie pełnej realizacji planów  które obmyśliłem dla ludzkości i które dałem im poznać  będzie wymagało czasu! Zadowoli Mnie jednak jeden dzień  tak, jeden dzień modlitw i wyrzeczeń dusz wspaniałomyślnych, które poświecą się dla tego dzieła Mojej Miłości. Bę­dę cię błogosławił, synu Mój umiłowany, i odpłacę ci stokrotnie za wszyst­ko, co uczynisz dla Mojej chwały. 

 

Do Biskupa

 

Pragnę powiedzieć słowo również do ciebie, synu Mój Aleksandrze, aby Moje pragnienia zrealizowały się na świecie. Jest rzeczą konieczną, abyś z ojcem duchownym tej ”małej roślinki” Mojego Syna Jezusa był pro­motorem tego dzieła szczególnej czci, jakiej oczekuję od ludzi. Wam, dzie­ci Moje, powierzam to dzieło i jego tak doniosłą przyszłość.

Mówcie, nalegajcie, dajcie poznać to, co powiem, abym był znany, ko­chany i czczony przez wszystkie stworzenia. Uczyńcie to, czego oczekuję od was to jest Moją wolą a spełnicie pragnienia, które od tak dawna okrywałem milczeniem. Za wszystko co zrobicie dla Mojej chwały Ja uczynię dwakroć więcej dla waszego zbawienia i uświęcenia. W Niebie i tyl­ko w Niebie ujrzycie nagrodę, jaką w sposób całkowicie szczególny dam wam wszystkim, którzy pracować będziecie dla tego celu.

Stworzyłem człowieka dla Siebie i słuszną jest rzeczą, abym był WSZY­STKIM dla człowieka. Człowiek nie zakosztuje prawdziwych radości poza swoim Ojcem i Stwórcą, bo jego serce jest uczynione jedynie dla Mnie.

Moja miłość do stworzeń jest tak wielka, że nie doznaję żadnej radości równej radości przebywania między ludźmi. Moja chwała w Niebie jest nieskończenie wielka, ale Moja chwała jest jeszcze większa, gdy znajduję się między Moimi dziećmi, ludźmi całego świata.

Wasze Niebo, Moje stworzenia, są w Raju wraz z Moimi wybranymi. Tam bowiem w górze, w Niebie, będziecie Mnie kontemplować widząc Mnie nieustannie. Tam cieszyć się będziecie wieczną chwałą.

Moje Niebo jest na ziemi, z wami wszystkimi, o ludzie! Tak, to na ziemi i w waszych duszach szukam Mego szczęścia i radości. Możecie dać Mi tę radość, co jest zresztą waszym obowiązkiem wobec waszego Stworzyciela i Ojca. On tego pragnie i oczekuje od was.

Moja radość przebywania wśród was nie jest mniejsza od tej, której doznawałem, kiedy byłem z Moim Synem Jezusem w czasie Jego życia doczesnego. To Ja posłałem Mojego Syna. Został poczęty z Mego Ducha Świętego, którym ciągle jestem Ja jednym słowem: On był zawsze Mną.

Do was, stworzenia Moje, kochając was jak Mojego Syna, którym Ja jestem, mówię jak do Niego: jesteście Moimi dziećmi umiłowanymi, w których mam upodobanie. Dlatego właśnie raduję się w waszym towarzys­twie i pragnę pozostawać z wami. Moja obecność wśród was jest jak słoń­ce nad ziemią. Jeśli jesteście dobrze przygotowani do przyjęcia Mnie, przychodzę bardzo blisko was, wchodzę w was, oświecam i ogrzewam Moją bezgraniczną Miłością.

Jeśli chodzi o was, dusze w stanie grzechu i nie obeznane z religijną pra­wdą, nie mogę w was wejść, ale mimo wszystko jestem blisko was. Nigdy bowiem nie przestaję was wzywać, zapraszać, abyście zapragnęli otrzymać dobrodziejstwa, które przynoszę, abyście zobaczyli Światło i wyleczyli się z grzechu.

Czasem patrzę na was ze współczuciem z powodu nieszczęsnego sta­nu, w którym się znajdujecie. Czasem patrzę na was z Miłością, aby skło­nić was do poddania się urokom łaski. Spędzam dni, a niekiedy nawet lata blisko niektórych dusz, aby zapewnić im szczęście wieczne. Nie wiedzą, że tam jestem, że na nich czekam, że przywołuję ich w każdej chwili dnia. Nie jestem jednak wcale zmęczony i pomimo to doznaję radości w pozo­stawaniu tuż przy was, zawsze z nadzieją, że pewnego dnia powrócicie do waszego Ojca i dacie Mi przed śmiercią przynajmniej kilka dowodów mi­łości.

Oto na przykład dusza, która umiera niespodziewanie.[1] Była ona dla Mnie zawsze niby syn marnotrawny. Napełniałem ją dobrodziejstwami, ona jednak odchodziła, trwoniąc wszystkie te dobrodziejstwa, te darmowe łaski swego najłaskawszego Ojca. Co więcej, jeszcze ciężko Mnie obraża­ła. Czekałem na nią, wszędzie za nią chodziłem. Dawałem jej nowe łaski, takie jak zdrowie. Sprawiałem też, że jej prace owocowały w nad obfitości dobrami, dzięki czemu miała ich nadmiar. Moja Opatrzność dostarczała jej czasem jeszcze nowych. Żyła więc w dostatku, jednak nie widziała w smu­tnym mroku swych nałogów, że całe jej życie było pasmem błędów, przez stały grzech śmiertelny. Moja Miłość jednak nigdy się nie znużyła. Szed­łem za nią, kochałem ją, a przede wszystkim - mimo odrzucania Mnie byłem zadowolony z cierpliwego życia blisko niej w nadziei, iż może pew­nego dnia dostrzeże Moją Miłość i powróci do Mnie, Ojca i Zbawiciela.

W końcu zbliża się jej ostatni dzień. Zsyłam jej chorobę, żeby mogła się zastanowić i wrócić do Mnie, swego Ojca. Czas dalej mija i oto mój biedny 74-letni syn przeżywa swoją ostatnią godzinę. Jestem ciągle tam, jak zaw­sze. Przemawiam do niego z większą niż kiedykolwiek dobrocią. Nale­gam, wzywam Moich wybranych, aby modlili się za niego, aby prosili o przebaczenie, które mu ofiarowuję... W tym momencie przed wydaniem ostatniego tchnienia otwiera oczy, uznaje swoje grzechy i to jak bardzo oddalał się od prawdziwej drogi prowadzącej do Mnie Następnie przy­chodzi do siebie i żałosnym głosem, którego nikt z obecnych wokół nie słyszy mówi Mi: „Boże mój! Teraz widzę, jak Twoja Miłość do mnie, o Panie, była wielka, a ja stale Cię obrażałem tak złym życiem. Nigdy nie myślałem o Tobie, Panie, mój Ojcze, mój Zbawicielu. Ty widzisz teraz wszystko. Proszę Cię, Panie, o wybaczenie mi całego tego zła, które wi­dzisz we Mnie i które wyznaję w zawstydzeniu. Kochani Cię, mój Ojcze i Zbawicielu".

Umarł w tej samej chwili. Oto jest przede Mną. Sądzę go z miłością Oj­ca, jak Mnie nazwał, i jest zbawiony. Przez pewien czas pozostanie w miejscu ekspiacji, potem będzie szczęśliwy na wieki. A Ja, jak za jego życia radowałem się w nadziei, że zbawię go przez jego skruchę, tak jeszcze bardziej raduję się z Moim dworem niebieskim, że zrealizowałem Moje pragnienie i że jestem jego Ojcem na całą wieczność.

Jeśli chodzi o dusze, które żyją w sprawiedliwości i w łasce uświęcają­cej, to zamieszkując w nich doznaję radości. Oddaję się im. Przekazuję im posługiwanie się Moją Potęgą i znajdują one wraz z Moją Miłością zadatek Raju we Mnie, swoim Ojcu i Zbawicielu."

 

Koniec pierwszego zeszytu Orędzia

 

 

 

 

ZESZYT DRUGI

 

Zeszyt drugi[2] zaczyna się od daty 12 sierpnia 1932 roku.

 

Właśnie otworzyłem źródło wody żywej, które nigdy me wyschnie, począwszy od dziś aż do końca czasów. Przychodzę do was, stworzenia Moje, aby otworzyć przed wami Ojcowskie serce płonące miłością do was, Moje dzieci. Chcę, byście były świadkami Mojej bezgranicznej i miło­siernej Miłości. Nie wystarcza Mi ukazywanie wam Mojej Miłości, chcę je­szcze otworzyć przed wami Moje Serce, z którego wytryśnie orzeźwiające źródło. Przy nim wszyscy ludzie ugaszą pragnienie. Zakosztują wówczas radości, których dotąd nie znali z powodu ogromnego lęku przede Mną, ich czułym Ojcem. Od kiedy obiecałem ludziom Zbawiciela, kazałem wy­trysnąć temu źródłu.[3] Sprawiłem, że przepływa ono przez Serce Mojego Syna, aby dotrzeć do was.

Moja ogromna Miłość do was pobudza Mnie, bym jeszcze więcej uczy­nił, otwierając Moje łono. Z niego wytryśnie woda zbawienia dla Moich dzieci i pozwolę im czerpać do woli wszystko, czego potrzebują teraz i w wieczności. Jeżeli chcecie poznać potęgę źródła, o którym mówię, musicie nauczyć się najpierw lepiej Mnie znać i kochać, aż do stopnia upragnio­nego przeze Mnie, czyli nie tylko jako Ojca, ale również jako waszego Przyjaciela i Powiernika.

Dlaczego dziwi was to, co wam mówię? Czy nie stworzyłem was na Mój obraz? Stworzyłem was na Moje podobieństwo, byście nie znajdowali niczego dziwnego w tym, że rozmawiacie i przyjaźnicie się z waszym Oj­cem, Stwórcą i Bogiem. Przecież dzięki Mojej miłosiernej Dobroci sta­liście się dziećmi Mojej Ojcowskiej i Boskiej Miłości.

Mój Syn Jezus jest we Mnie, a Ja jestem w Nim w naszej wzajemnej Miłości. Jest Nią Duch Święty, trzymający nas złączonych więzią Miłości, która sprawia, że stanowimy JEDNO. Mój Syn jest zbiornikiem tego źród­ła. Ludzie mogą przychodzić i czerpać z Jego Serca, stale pełnego wody zbawienia, aż do przelania! Trzeba wam jednak przekonać się co do tego źródła, które Mój Syn wam otwiera, byście mogli doświadczyć, iż jest orzeźwiające i przyjemne! Wtedy przyjdziecie do Mnie za pośrednictwem Mojego Syna. Kiedy będziecie blisko Mnie, powierzycie Mi wasze pragnienia. Pokażę wam to źródło, dając się poznać takim, jaki jestem. Kiedy Mnie poznacie, będziecie orzeźwieni, odnowieni, wasze choroby zostaną wyleczone, wasze lęki rozwieją się. Wasza radość będzie ogromna, a wa­sza miłość znajdzie bezpieczeństwo, jakiego dotychczas nie doświadczyła.

Ale w jaki sposób powiecie Mi  możemy przyjść do Ciebie? Ach, przyjdźcie drogą zawierzenia! Nazywajcie Mnie Ojcem waszym, kochajcie Mnie w Duchu i Prawdzie, a to wystarczy, by ta orzeźwiająca i przepotęż­na Woda ugasiła wasze pragnienie. Jeżeli naprawdę chcecie, żeby dała wam wszystko, czego wam brak do poznania Mnie i umiłowania, i jeżeli czujecie się zimni i obojętni, wezwijcie Mnie tylko słodkim imieniem Ojca, a przyjdę do was. Moje źródło ofiarowuje wam miłość, ufność i to wszyst­ko, czego wam brak, aby być zawsze kochanymi przez waszego Ojca i Stworzyciela.

Ponieważ przede wszystkim pragnę dać się poznać wszystkim - aby wszyscy mogli radować się, już tu na ziemi, Moją dobrocią i czułością - stańcie się apostołami dla tych, którzy Mnie nie znają, którzy jeszcze Mnie nie znają! Ja pobłogosławię wasze trudy i wysiłki i przygotuję wam wielką chwałę blisko Mnie, w wieczności.

Jestem Oceanem Miłości Miłosiernej, dzieci Moje. Oto inny dowód Mi­łości ojcowskiej, którą mam dla was wszystkich bez wyjątku, bez względu na wasz wiek, stan, kraj. Nie wykluczam nawet różnych zrzeszeń i sekt, wiernych i niewiernych. Zamykam w tej miłości wszystkie istoty rozumne, których całość tworzy ludzkość.

Oto dowód. Jestem Oceanem Miłości. Dałem was poznać źródło, które wypływa z Mego łona, aby ugasić wasze pragnienie. Teraz - kiedy doś­wiadczacie, jak jestem dobry dla wszystkich - zamierzam pokazać wam ocean Mojej powszechnej Miłości Miłosiernej, byście rzucili się weń z zam­kniętymi oczami. Dlaczego? Dlatego że zanurzając się w mym oceanie, w tej kąpieli Miłości miłosiernej, dusze podobne do kropli gorzkich z po­wodu wad i grzechów pozbywają się nadmiaru goryczy. Wychodzą z tej kąpieli lepsze, szczęśliwsze, bo nauczyły się być dobrymi i pełnymi miłości. Jeżeli z powodu niewiedzy lub słabości stajecie się ponownie gorzkimi kroplami, Ja nadal jestem oceanem Miłości miłosiernej, gotowym przyjąć tę kroplę goryczy, aby przemienić ją w miłość, w dobroć, aby uczynić was świętymi, jak jestem nim Ja, wasz Ojciec.

Czy chcecie, dzieci Moje, spędzić tu na ziemi życie w pokoju i radości? Przyjdźcie więc i rzućcie się w ten ogromny ocean, i pozostańcie w nim zawsze, spędzając jednak życie pracowicie. Takie życie będzie uświęcone przez miłosierną Miłość.

Jeśli chodzi o Moje dzieci, które nie żyją w Prawdzie, to tym bardziej pragnę obsypać je Moimi najbardziej ojcowskimi uczuciami, by otworzyły oczy na światło, które w tym czasie świeci bardziej zauważalnie niż kiedy­kolwiek. Teraz jest czas łaski, przewidziany i oczekiwany od wieczności! Jestem tu we własnej osobie, aby z wami rozmawiać. Przychodzę jak naj­czulszy i najbardziej kochający z ojców. Zniżam się, zapominam o Sobie, by podnieść was ku Sobie i zapewnić wam zbawienie.

Wy wszyscy, którzy żyjecie dziś, a także wy, którzy żyć będziecie przez stulecia aż do końca świata, pomyślcie, że nie żyjecie sami. Ojciec, który jest ponad wszystkimi ojcami, żyje blisko was. Żyje nawet w was, myśli o was i ofiarowuje wam uczestnictwo w niepojętych przywilejach Swej Mi­łości. Zbliżajcie się do źródła, które stale wypływać będzie z Mego ojcow­skiego łona. Skosztujcie słodyczy tej zbawiennej wody. Doświadczcie jej zachwycającej mocy nad waszymi duszami, zdolnej zaspokoić wszystkie wasze potrzeby. Przyjdźcie i rzućcie się w ocean Mojej Miłości Miłosier­nej, aby żyć jedynie we Mnie i umierać dla samych siebie; aby żyć wiecznie we Mnie."

 

Przypisek Matki Eugenii. Ojciec nasz powiedział mi w wewnętrznej rozmowie; «Źródło jest symbolem Poznania Mnie, a ocean symbolizuje Moją Miłość i wasze zaufanie do Mnie. Jeśli chcecie pić z tego źródła, zbadajcie Moje głębiny, ucząc się Mnie poznawać. Poznawszy Mnie, rzućcie się bez zwlekania w Ocean Mojej miłosiernej Miłości, powie­rzając Mi siebie z ufnością tak wielką, że ona was przemieni, a Ja nie będę się mógł jej oprzeć. Przebaczę wam wtedy grzechy i napełnię Mymi największymi łaskami.»

 

Dalszy ciąg Orędzia:

Jestem między wami. Szczęśliwi ci, którzy wierzą w tę prawdę i ko­rzystają z czasu, o którym Pisma mówiły, iż nadejdzie czas, w którym Bóg będzie musiał być czczony i kochany przez ludzi tak jak tego pragnie. Pis­ma stawiają też pytanie: Dlaczego? i odpowiadają: ‘Dlatego, że jedynie On godzien jest czci, miłości i chwały na wieki.’ Jako pierwsze z dziesięciu przykazań Mojżesz otrzymał ode Mnie samego takie polecenie dla ludzi: ‘Kochajcie, uwielbiajcie Boga!’

Ludzie, którzy już są chrześcijanami, mogą Mi powiedzieć: My kocha­my od naszego przyjścia na świat lub od naszego nawrócenia, bo często mówimy w modlitwie niedzielnej: ‘Ojcze nasz, który jesteś w Niebie!’ Tak, to prawda, dzieci Moje, kochacie Mnie i czcicie, gdy wypowiadacie pier­wsze wezwanie Ojcze nasz. Mówcie jednak dalsze prośby, a zobaczycie: 'Święć się Imię Twoje!' - Czy Moje Imię jest świecone?

Dalej mówicie: 'Przyjdź Królestwo Twoje.' - Czy Moje Królestwo przyszło?

Czcicie, to prawda, z całą żarliwością królewską godność Syna Mojego Jezusa, a w Nim czcicie Mnie. Czy odmówicie waszemu Ojcu tej wielkiej chwały ogłaszając Mnie 'Królem' albo przynajmniej pozwalając Mi królo­wać, aby wszyscy mogli Mnie poznać i umiłować?

Pragnę, abyście obchodzili uroczyście święto Królewskiej godności Me­go Syna Jezusa, aby wynagrodzić za obelgi, którymi obrzucano Go przed Piłatem, za zniewagi doznane od żołnierzy, którzy biczowali Jego święte i niewinne ciało człowiecze.

Nie proszę o usuniecie tego święta. Przeciwnie, proszę, byście obcho­dzili je uroczyście z zapałem i żarliwością. Jednak aby wszyscy mogli rze­czywiście poznać tego Króla, trzeba także poznać Jego Królestwo. Otóż ażeby dojść w sposób doskonały do tego podwójnego poznania, trzeba jeszcze poznać Ojca tego Króla, Stwórcę tego Królestwa.

Naprawdę, dzieci Moje, Kościół - społeczność, dla założenia której wysłałem Mego Syna - dopełni Mego Dzieła sprawiając, że zostanie ucz­czony Ten, który jest jego Twórcą: wasz Ojciec i Stworzyciel.

Dzieci Moje! Niektórzy z was mogą Mi powiedzieć: 'Kościół wzrastał nieustannie, chrześcijanie są coraz liczniejsi. Jest to wystarczającym do­wodem, że nasz Kościół jest doskonały!' Wiedzcie, dzieci Moje, że wasz Ojciec stale czuwał nad Kościołem, od chwili jego powstania. Wraz z Mo­im Synem i Duchem Świętym chciałem, aby był nieomylny poprzez Mo­jego Namiestnika, Ojca Świętego.

Czy nie jest jednak prawdą, że gdyby chrześcijanie poznali Mnie takim jakim jestem - to znaczy Ojcem tkliwym i miłosiernym, dobrym i hojnym - praktykowaliby z większym zaangażowaniem i szczerością tę świętą reli­gie?

Dzieci Moje, czyż nie jest prawdą, że gdybyście wiedzieli, że macie Oj­ca, który myśli o was i kocha was z bezgraniczną Miłością, staralibyście się, tytułem wzajemności, o większą wierność waszym chrześcijańskim a także obywatelskim powinnościom, o sprawiedliwość i o oddawanie spra­wiedliwości Bogu i ludziom?

Czy nie jest prawdą, że gdybyście znali tego Ojca, który kocha was wszystkich bez wyróżniania, nazywa was wszystkich pięknym imieniem dzieci, kochalibyście Mnie czule jak dzieci? Czyż miłość, którą byście Mnie obdarowywali, nie stałaby się - z Mojego impulsu - miłością aktyw­ną, rozprzestrzeniającą się na resztę ludzkości nie znającej jeszcze spo­łeczności chrześcijan, a jeszcze mniej Tego, który ich stworzył i jest ich Oj­cem?

Gdyby ktoś przyszedł przemówić do tych dusz oddających się przesą­dom albo do tylu innych, które nazywają Mnie Bogiem, bo wiedzą, że ist­nieję, lecz nie wiedzą, że jestem blisko nich, gdyby ktoś powiedział im, że ich Stwórca jest także ich Ojcem, który o nich myśli, zajmuje się nimi, ota­cza ich głębokim uczuciem w tak licznych cierpieniach i zniechęceniach, wtedy nawet najbardziej uparci nawróciliby się. Nawrócenia te byłby licz­niejsze i mocniejsze, to znaczy trwalsze.

Niektórzy - badając dzieło Miłości, którego przychodzę dokonać wśród ludzi - znajdą tu powód do krytyki i powiedzą tak: 'Przecież od kiedy misjonarze przybyli do dalekich krajów, mówili niewiernym tylko o Bogu, o Jego Dobroci, o Jego Miłosierdziu. Co więcej mogliby powie­dzieć o Bogu, skoro stale o Nim mówią?'

Misjonarze mówili i mówią jeszcze o Bogu w takim wymiarze, w jakim sami Mnie znają. Zapewniam was jednak, że nie znacie Mnie takim, jaki jestem. Przychodzę więc ogłosić się Ojcem wszystkich, najczulszym z oj­ców. Przychodzę, aby skorygować miłość, którą Mi ofiarowujecie: miłość zafałszowaną z powodu lęku.

Przychodzę, upodobniwszy się do Moich stworzeń, by skorygować pojęcie, jakie macie o Bogu straszliwie sprawiedliwym. Widzę bowiem, że ludzie żyją, lecz nie wszyscy powierzają się swemu jedynemu Ojcu. On chciałby dać im poznać Swoje jedyne pragnienie: ułatwić im przejście przez życie ziemskie, by potem dać im w Niebie życie całkowicie Boże.

Posiadam dowód, że dusze Mnie nie znają ani wy Mnie nie znacie. Nie wykraczacie poza pojęcie, jakie macie o Mnie. Teraz jednak, kiedy daję wam to Światło, pozostańcie w Świetle i nieście Światło wszystkim. Bę­dzie ono potężnym sposobem prowadzącym do nawróceń, a także do za­mknięcia, jeśli to możliwe, bram piekła.

Odnawiam tu Moją obietnicę, która zawsze będzie spełniana. Oto ona:

 

WSZYSCY CI, KTÓRZY WEZWĄ MNIE IMIENIEM OJCA - CHOĆBY TYL­KO JEDEN RAZ - NIE ZGINĄ, ALE PEWNI BĘDĄ ŻYCIA WIECZNEGO RA­ZEM Z WYBRANYMI.

 

Was - którzy pracować będziecie dla Mojej chwały i podejmiecie się zadania polegającego na tym, żeby Mnie poznano, czczono i kochano - zapewniam, że wasza nagroda będzie wielka. Policzę bowiem wszystko, nawet najmniejszy wysiłek, jaki podejmiecie, i odpłacę wam za wszystko stokrotnie w wieczności.

To wam powiedziałem: w świętym Kościele trzeba uzupełnić kult, od­dając w szczególny sposób cześć Twórcy tej społeczności, Temu który przyszedł, aby Kościół założyć, Temu, który jest jego duszą - Bogu w trzech Osobach: Ojcu, Synowi i Duchowi Świętemu.

Dopóki Trzy Osoby nie będą czczone indywidualnie i w sposób szcze­gólny w Kościele i w całej ludzkości, czegoś będzie brakować tej Społecz­ności. Dałem już odczuć ten brak niektórym duszom, ale większość z nich - zbyt nieśmiała - nie odpowiedziała na Moje wezwanie. Inni odważyli się mówić o tym komu trzeba, lecz wobec napotykanego uporu nie nalegali.

Teraz nadeszła Moja godzina. Ja sam przychodzę, aby dać poznać lu­dziom, Moim dzieciom, to czego do dnia dzisiejszego zupełnie nie rozu­mieli. Ja sam przychodzę przynieść płonący ogień prawa Miłości, aby mo­żna było w ten sposób stopić i zniszczyć potężną warstwę lodu, otaczającą ludzkość.

O, droga ludzkości! O, ludzie, dzieci Moje, wyrwijcie się z więzów, którymi do dziś krępował was szatan poprzez lęk przed Ojcem, który jest samą Miłością! Przyjdźcie, zbliżcie się! Macie wszelkie prawo zbliżyć się do waszego Ojca. Otwórzcie serca, proście Mojego Syna, aby coraz lepiej dawał wam poznać Moją łaskawość wobec was.

O, wy, którzy jesteście niewolnikami zabobonów i praw szatańskich, wyrwijcie się z tej tyrańskiej niewoli i przyjdźcie do Prawdy prawd. Roz­poznajcie Tego, który was stworzył i jest waszym Ojcem. Nie utrzymujcie, że posługujecie się waszymi prawami, darząc uwielbieniem i hołdami tych, którzy zmuszali was aż dotąd do prowadzenia bezużytecznego życia, lecz przyjdźcie do Mnie! Czekam na was wszystkich, bo wszyscy jesteście Moi­mi dziećmi.

A wy, którzy żyjecie w prawdziwym Świetle, powiedzcie im, jak słod­ko żyje się w Prawdzie! Powiedzcie jeszcze tym chrześcijanom, tym dro­gim stworzeniom, Moim dzieciom, jak słodko jest myśleć, że istnieje Oj­ciec, który wszystko widzi, wie o wszystkim, o wszystko się troszczy, któ­ry jest nieskończenie dobry i potrafiący łatwo przebaczać, który zwleka z karą i karze niechętnie. Powiedzcie im też, że nie chcę zostawiać ich sa­mych i bez zasług w niedolach życia. Niech przyjdą do Mnie. Ja im po­mogę, zmniejszę ich brzemię, osłodzę ich bardzo ciężkie życie. Upoję ich Moją ojcowską Miłością, aby uczynić ich szczęśliwymi teraz i w wiecz­ności.

A wy, dzieci Moje, które - straciwszy wiarę - żyjecie w ciemności, podnieście oczy, a zobaczycie jasne promienie nadchodzące, aby was oś­wiecić. Ja jestem Słońcem, które oświetla, ogrzewa i rozpala. Patrzcie i poznajcie, że jestem waszym Stworzycielem, waszym Ojcem, waszym jed­nym i jedynym Bogiem. Właśnie dlatego, że was kocham, przychodzę dać się umiłować, abyście wszyscy byli zbawieni.

Zwracam się do wszystkich ludzi całego świata, każąc rozbrzmiewać temu wezwaniu Mojej ojcowskiej Miłości. Nieskończona Miłość, którą pragnę dać wam poznać, jest stale trwającą rzeczywistością. Kochajcie, kochajcie, zawsze kochajcie! Sprawcie, aby kochany był też Ojciec, abym mógł od dziś ukazać się wszystkim jako Ojciec najbardziej gorejący Miłoś­cią do was.

Was, Moi umiłowani synowie, kapłani i zakonnicy, zachęcam, byście dawali poznać tę ojcowską Miłość, którą żywię do wszystkich ludzi, a do was szczególnie Jesteście zobowiązani tak pracować, aby Moja Wola spe­łniała się w ludziach i w was Wolą tą jest, abym był znany, czczony i ko­chanyNie pozwólcie, by Moja Miłość tak długo była nieaktywna, bo­wiem spala Mnie pragnienie bycia kochanym! Oto jest wiek bardziej uprzywilejowany od wszystkich. Z obawy, by ten przywilej nie został wam odebrany, nie pozwólcie, by minął! Dusze potrzebują pewnych dotknięć Bożych, a czas nagli. Nie lękajcie się niczego, jestem waszym Ojcem, po­mogę wam w wysiłkach i w pracy. Będę was zawsze podtrzymywał i dam wam zakosztować, nawet już na tym świecie, Pokoju i Radości duszy. Sprawię, że zaowocuje wasza posługa i wasze dzieła pełne gorliwości. Udzielę daru nieocenionego, ponieważ dusza, która trwa w Pokoju i Radoś­ci, już zaczyna kosztować Nieba, oczekując wiekuistej nagrody.

Mojemu Wikariuszowi, Najwyższemu Kapłanowi, Memu Namiestniko­wi na ziemi przekazałem szczególne upodobanie w apostolacie misji w da­lekich krajach, a zwłaszcza ogromny zapał potrzebny do rozszerzenia na cały świat nabożeństwa do Najświętszego Serca Mego Syna Jezusa. Teraz powierzam mu dzieło, które ten sam Jezus przyszedł spełnić na ziemi: uwielbić Mnie, dając Mnie poznać takim, jaki jestem, jak i Ja właśnie to po­wiedziałem do wszystkich ludzi, Moich dzieci, Moich stworzeń.

Gdyby ludzie mogli przeniknąć Serce Jezusa z wszystkimi Jego prag­nieniami i Jego chwałą, poznaliby, że Jego najgorętszym pragnieniem jest uwielbienie Ojca, Tego który Go posłał i przede wszystkim niedawanie Mu chwały uszczuplonej, jak to czyniono do dziś, lecz chwały pełnej, jaką człowiek może i powinien Mi oddawać jako Ojcu, Stworzycielowi, a jeszcze bardziej jako Twórcy jego odkupienia! Domagam się od człowieka tego, co może Mi ofiarować: zaufania, miłości i wdzięczności. Pragnę być znany, czczony i miłowany nie dlatego, że potrzebuję Mojego stworzenia lub jego adoracji. Zniżam się do niego jedynie dlatego, aby je zbawić i uczynić uczestnikiem Mojej chwały. Również dlatego, że Moja Dobroć i Miłość spostrzega, że istoty - które wyciągnąłem z nicości i przybrałem za prawdziwe dzieci - wpadają w wielkiej ilości w wiekuiste nieszczęście z demonami, nie dochodząc do celu swego stworzenia, tracąc swój czas i swoją wieczność!

Jeżeli czegoś pragnę, zwłaszcza obecnie, to po prostu większej żarliwo­ści ze strony sprawiedliwych, wielkiej łatwości nawrócenia grzeszników. Pragnę nawrócenia szczerego i trwałego, powrotu synów marnotrawnych do domu ojcowskiego, w szczególności Żydów i wszystkich innych, któ­rzy też są Moimi stworzeniami i Moimi dziećmi: schizmatyków, herety­ków, masonów, nieszczęsnych niewiernych, świętokradców i członków różnych tajnych sekt. Pragnę, aby - chcąc czy nie chcąc - cały świat wie­dział, że istnieje Bóg i Stworzyciel. Ten Bóg, który przemówi podwójnie do ich niewiedzy i do ich nieznajomości. Nie wiedzą, że Ja jestem ich Oj­cem.

Wierzcie Mi, wy którzy Mnie słuchacie czytając te słowa! Gdyby wszyscy ludzie znajdujący się z dala od naszego Kościoła katolickiego us­łyszeli o tym Ojcu, który ich kocha, który jest ich Stworzycielem i Bogiem, o Ojcu, który pragnie im dać życie wieczne, duża część z nich, także spoś­ród najbardziej upartych, przyszłaby do tego Ojca, o którym mówilibyście im.

Jeżeli nie możecie iść osobiście, aby do nich przemawiać, szukajcie in­nych sposobów. Są tysiące sposobów bezpośrednich i pośrednich. Posłu­gujcie się nimi w pracy, w prawdziwym duchu uczniów i z wielkim zapa­łem. Obiecuję wam, że wasze wysiłki będą prędko - dzięki łasce - ukoro­nowane wielkimi sukcesami. Stańcie się apostołami Mojej ojcowskiej Dob­roci, a przez gorliwość, jaką dam wam wszystkim, będziecie mieć siłę i moc nad duszami.

Będę zawsze przy was i w was. Jeżeli dwóch będzie przemawiać, Ja bę­dę miedzy tymi dwoma, jeżeli będzie was więcej, będę miedzy wami. W ten sposób będziecie mówić to, czym Ja was natchnę, i wprowadzę wa­szych słuchaczy w pożądane nastawienie. I tak ludzie zostaną podbici mi­łością i zbawieni na całą wieczność.

Jeśli chodzi o sposoby uwielbienia Mnie - tak jak tego pragnę - nie proszę was o nic innego jak tylko o wielkie zawierzenie. Nie sądźcie, że oczekuję od was surowości obyczajów, umartwień, że chcę, byście chodzili boso lub padali twarzą w proch, posypywali się popiołem itp. ...Nie, nie! Chcę - i to jest Mi drogie - byście zachowywali wobec Mnie postawę dziecięcą, pełną prostoty i zaufania Mi!

Z waszą pomocą stanę się wszystkim dla wszystkich, jak najczulszy i najbardziej kochający Ojciec. Będę w zażyłości z wami wszystkimi, odda­jąc się wam wszystkim, czyniąc się małym, aby was uczynić wielkimi na wieczność.

Większa część niewierzących, ateistów, bezbożników i różnych wspól­not trwa w niegodziwości i niewierze, sądzą bowiem, że Ja będę wymagał od nich rzeczy niemożliwych. Sądzą, że będą musieli poddać się Moim rozkazom niby niewolnicy tyranowi, który - spowity w swą potęgę i py­szny - pozostaje daleko od swych poddanych, aby zmusić ich do szacunku i pobożności. Nie, me, dzieci Moje! Umiem uczynić się małym tysiąc razy bardziej niż przypuszczacie.

Wymagam natomiast wiernego przestrzegania przykazań, które dałem Mojemu Kościołowi, byście byli stworzeniami rozumnymi i nie przypomi­nali zwierząt przez nieposłuszeństwo i złe skłonności; byście mogli zacho­wać ten skarb, którym jest wasza dusza, ofiarowana wam przeze Mnie w pełni boskiej piękności, w jaką ją przyoblekłem.

Następnie - tak jak o to proszę - zróbcie to, o czym was już powiado­miłem dla otoczenia Mnie specjalnym kultem. Dzięki temu sprawicie, że zostanie zrozumiana Moja wola obdarowania was obficie i dania wam sze­rokiego udziału w Mojej Potędze i Chwale, jedynie po to, by was uszczęś­liwić i zbawić, ujawnić wam Moje jedyne pragnienie kochania was i bycia przez was kochanym. Jeżeli będziecie Mnie kochać miłością dziecięcą i ufną, to będziecie również żywić szacunek pełen miłości i uległości wobec Mojego Kościoła i Moich przedstawicieli.

Nie chodzi o taki szacunek, jaki macie teraz. On bowiem nie dopuszcza do was myśli o zażyłości ze Mną, bo przerażam was. Ten fałszywy szacu­nek, który Mi teraz okazujecie, jest niesprawiedliwością wyrządzaną Spra­wiedliwości, jest raną zadawaną najbardziej wrażliwej części Mego Serca, jest zapomnieniem, lekceważeniem Mojej ojcowskiej Miłości do was.

Źle pojęty szacunek wobec Mnie jest tym, co Mnie najbardziej smuciło w Moim izraelskim narodzie i co Mnie wciąż smuci w dzisiejszej ludzkoś­ci. Nieprzyjaciel ludzi rzeczywiście posłużył się nim, aby wtrącić ich w bał­wochwalstwo i spowodować schizmy. Posługuje się nim nadal i zawsze będzie się mm posługiwać przeciw wam, aby oddalić was od Prawdy, od Mojego Kościoła i ode Mnie. Ach, nie dajcie się już wlec nieprzyjacielowi, wierzcie w Prawdę, która się wam objawia, i kroczcie w Świetle tej Praw­dy.

Wy, dzieci Moje, znajdujące się poza Kościołem katolickim, wiedzcie, że nie jesteście wyłączone z Mojej Miłości ojcowskiej. Kieruję do was ser­deczne wezwanie, bo wy także jesteście Moimi dziećmi. Jeżeli dotąd żyliś­cie w sidłach, które zastawiał na was demon, to poznajcie teraz, że was oszukał Przyjdźcie do Mnie, waszego Ojca, a Ja was przyjmę z Radością i Miłością!

Również wy, którzy nie znacie żadnej innej religii pozą tą, w której się urodziliście - a religia ta nie jest prawdziwa - otwórzcie oczy! Oto Ojciec wasz, oto Ten, który was stworzył i pragnie was zbawić! Przychodzę do was, aby przynieść wam Prawdę, a z nią Zbawienie. Widzę, że Mnie nie znacie, że nie wiecie, iż niczego innego nie pragnę od was jak tylko tego, byście Mnie poznali jako Ojca i Stworzyciela a także jako Zbawiciela. I to właśnie z powodu tej niewiedzy nie możecie Mnie kochać. Wiedzcie więc, że nie jestem tak bardzo daleko od was, jak sądzicie.

Jakże mógłbym zostawić was samych po stworzeniu was i przybraniu - przez Moją Miłość - za Moje dzieci? Idę za wami wszędzie, strzegę was we wszystkim, aby wszystko stało się potwierdzeniem Mojej wielkiej hoj­ności wobec was. Mimo to zapominacie o Moich nieskończonych dobro­dziejstwach i mówicie: 'To natura dostarcza nam wszystkiego, sprawia, że żyjemy i umieramy'. Oto czas Łaski i Światła! Uznajcie więc, że Ja jestem jedynym prawdziwym Bogiem!

Aby dać wam prawdziwe szczęście w tym i przyszłym życiu, pragnę, byście czynili to, co wam proponuję w tym Świetle. Czas jest sprzyjający, nie pozwólcie więc umknąć miłości ofiarowującej się waszemu sercu w sposób tak namacalny!

Jako środek zalecam wszystkim uczestniczenie w liturgii Mszy świętej. Jest to dla Mnie bardzo miłe. Z czasem podam wam inne małe modlitwy, jednak nie chcę was przeciążać! Istotne będzie uczczenie Mnie tak, jak wam powiedziałem, przez ustanowienie Święta ku Mej czci i służenie Mi z prostotą prawdziwych dzieci Boga, waszego Ojca, Stworzyciela i Zbawi­ciela rodzaju ludzkiego.

Oto inne świadectwo Mojej Miłości do ludzi: dzieci Moje, nie będę mó­wił o całej wielkości Mojej nieskończonej Miłości. Wystarczy otworzyć Księgi święte, popatrzeć na Krucyfiks, Tabernakulum i Najświętszy Sakra­ment, by zrozumieć, do jakiego stopnia was umiłowałem! Pragnę wam jednak zasygnalizować przed zakończeniem tych niewielu słów, które są jedynie fundamentem Mego Dzieła Miłości wśród ludzi, kilka z niezliczo­nych dowodów Mojej Miłości do was. Robię to dla ukazania wam potrze­by wypełniania się na was Mojej woli i po to, abym był coraz lepiej znany i coraz bardziej kochany!

Dopóki człowiek nie żyje w Prawdzie, dopóty nie doświadcza w ogóle prawdziwej Wolności. Sądzicie, że żyjecie w radości i pokoju wy, Moje dzieci, będące poza prawdziwym Prawem, dla posłuszeństwa któremu was stworzyłem. Jednak w głębi serca czujecie, że nie ma w was ani prawdzi­wego Pokoju, ani prawdziwej Radości i że nie żyjecie w prawdziwej Wol­ności Tego, który was stworzył i który jest waszym Bogiem, waszym Oj­cem!

Nałóg doprowadził was do zła, was, którzy żyjecie w prawdziwym Prawie lub raczej, którzy obiecaliście przestrzegać tego Prawa danego wam dla zapewnienia waszego zbawienia. Oddaliliście się od Prawa przez wasze niegodziwe postępowanie. Myślicie, że jesteście szczęśliwi? Nie. Czujecie, że wasze serce nie jest spokojne. Może myślicie, że szukając własnej przyjemności i różnych ludzkich radości wasze serce poczuje się w końcu zaspokojone? Nie. Pozwólcie Mi powiedzieć wam, że jeśli nie uz­nacie Mnie za waszego Ojca i nie przyjmiecie Mojego jarzma, by stać się prawdziwymi dziećmi Boga, waszego Ojca, nie będziecie żyli w prawdzi­wej wolności ani w prawdziwym szczęściu! Dlaczego? Dlatego, że stwo­rzyłem was w jedynym celu, którym jest poznanie i kochanie Mnie oraz służenie Mi, na wzór prostego i ufnego dziecka służącego swemu ojcu!

Dawniej, w Starym Testamencie, ludzie postępowali jak zwierzęta, nie dbali o żaden znak, który wskazywałby na ich godność dzieci Boga, ich Ojca. Tak więc, aby dać im poznać, iż chciałem ich podnieść do wielkiej godności dzieci Bożych, musiałem niekiedy okazać się przeraźliwie suro­wy. Później - kiedy zobaczyłem, że niektórzy z nich są dostatecznie rozu­mni, aby w końcu pojąć, że trzeba ustanowić jakieś różnice między nimi a zwierzętami - zacząłem ich napełniać Moimi dobrodziejstwami i zezwala­łem, by odnosili zwycięstwa nad tymi, którzy nie potrafili jeszcze poznać i zachować swojej godności. Ponieważ ich liczba wzrastała, posłałem do nich Mojego Syna ozdobionego wszystkimi Boskimi doskonałościami - był bowiem Synem Boga doskonałego. I to On wytyczył im drogi dosko­nałości. Przez Niego zaadoptowałem was w Mojej nieskończonej Miłości jako prawdziwe dzieci i później nie nazywałem was już zwykłym imieniem 'stworzenia', ale imieniem 'dzieci'.

Przyoblekłem was prawdziwym Duchem Nowego Prawa, który nie tyl­ko - jak ludzi dawnego prawa - odróżnia was od zwierząt, lecz wynosi was ponad ludzi Starego Testamentu. Podniosłem was wszystkich do god­ności dzieci Bożych. Tak, jesteście Moimi dziećmi i musicie mówić Mi, że jestem waszym Ojcem. Ufajcie Mi jednak jak dzieci, gdyż bez ufności ni­gdy nie będziecie mieli prawdziwej wolności.

Wszystko to powiedziałem wam, abyście poznali, że Ja przychodzę przez to Dzieło Miłości, by pomóc wam skutecznie zrzucić tyrańską nie­wolę, która więzi wasze dusze. Powiedziałem to także po to, aby dać wam zakosztować prawdziwej wolności. Z niej wypływa prawdziwe szczęście, wobec którego wszystkie ziemskie radości są niczym. Podnieście się wszy­scy ku tej godności dzieci Bożych i nauczcie się szanować waszą wielkość, a Ja będę bardziej niż kiedykolwiek waszym Ojcem, najbardziej kochają­cym i najmiłosierniejszym.

Przyszedłem przynieść Pokój przez to Dzieło Miłości temu, kto czci Mnie i ufa Mi. Zwłaszcza gdy Mnie wzywa i kocha jak swego Ojca spra­wię, że zstąpi na niego promień Pokoju we wszystkich jego przeciwnościach, niepokojach, we wszelkiego rodzaju udrękach. Jeżeli rodziny będą czcić Mnie i kochać jak Ojca, obdaruję je Moim pokojem, a z nim - Moją Opatrznością. Jeżeli robotnicy, przemysłowcy i różni rzemieślnicy będą Mnie wzywać i czcić, ofiaruję im Mój Pokój, Moją Siłę, ukażę się im jako Ojciec dobry i miłosierny. Jeżeli w każdej chrześcijańskiej społeczności bę­dzie się Mnie wzywać i czcić, ofiaruję Mój Pokój, okażę się najczulszym Ojcem i Moją Potęgą zapewnię zbawienie wieczne dusz.

Jeżeli cała ludzkość wezwie Mnie i uczci, sprawię, że zstąpi na nią, niby
dobroczynna rosa, Duch Pokoju. Jeżeli wszystkie narody będą Mnie wzywać i czcić, nigdy nie będzie już niezgody ani wojen, gdyż Ja jestem Bo­giem Pokoju i tam gdzie jestem nie będzie wojny.

Chcecie osiągnąć zwycięstwo nad waszym nieprzyjacielem? Wzywajcie Mnie, a zatriumfujecie nad nim zwycięsko. Przecież wiecie, że wszystko mogę Moją Potęgą. Zatem ofiarowuję wszystkim tę Potęgę, abyście się nią posługiwali teraz i w wieczności. Ja zawsze okażę się waszym Ojcem, oby­ście tylko wy dawali się poznać jako Moje dzieci. Czego mógłbym prag­nąć przez to Dzieło Miłości, jeśli nie znalezienia serc mogących Mnie zro­zumieć?

Jestem Świętością, którą posiadam w doskonałości i pełni. Ofiarowuję wam tę Świętość, której jestem Twórcą, przez Mego Ducha Świętego, i przywracam ją waszym duszom przez zasługi Syna. To właśnie przez Me­go Syna i Ducha Świętego przychodzę ku wam, do was i w was szukam Mojego wypoczynku. Słowa: 'przychodzę do was', wydadzą się niektó­rym duszom tajemnicze, jednak nie ma w nich żadnej tajemnicy. Po tym bowiem jak zleciłem Mojemu Synowi ustanowienie Najświętszej Euchary­stii, postanowiłem wchodzić w was za każdym razem, gdy przyjmujecie Świętą Hostię. Oczywiście, nic Mi nie przeszkadzało przychodzić do was także przed ustanowieniem Eucharystii, bo nie ma dla Mnie nic niemożli­wego! Jednak przyjmowanie tego Sakramentu jest działaniem łatwym do zrozumienia i wyjaśnia wam ono, w jaki sposób przychodzę do was.

Kiedy jestem w was łatwiej wam daję to, co posiadam, pod warunkiem że Mnie o to prosicie. Przez ten Sakrament łączycie się ze Mną ściśle i to w tej bliskości wylanie Mojej Miłości sprawia, że w duszy waszej rozlewa się Świętość, którą Ja posiadam. Zalewam was Moją Miłością, zatem po­winniście Mnie prosić o cnoty i doskonałość, których potrzebujecie, a mo­żecie być pewni, że w tych chwilach odpoczynku Boga w sercu Jego stworzenia nic nie będzie wam odmówione. Ponieważ posiadacie miejsce Mojego odpoczynku, czy więc nie zechcielibyście Mi go dać? Jestem wa­szym Ojcem i waszym Bogiem, czy ośmielicie się odmówić Mi tego? Ach, nie sprawiajcie Mi cierpienia waszym okrucieństwem wobec Ojca, który prosi was o tę jedyną łaskę dla Siebie.

Zanim skończę to Orędzie, pragnę wyrazić życzenie wobec pewnej li­czby dusz poświeconych Mojej służbie. Tymi duszami jesteście wy, kapła­ni, zakonnicy i zakonnice. Jesteście poświęceni Mojej służbie bądź w kon­templacji, bądź w dziełach miłosierdzia i apostolatu. Z Mojej strony jest to przywilej Mojej Dobroci, z waszej - wierność powołaniu dzięki waszej do­brej woli.

Oto i to życzenie: wy, którzy łatwiej pojmujecie to, czego oczekuję od ludzkości, proście Mnie, abym mógł spełniać Dzieło Mojej Miłości we wszystkich duszach. Wy znacie wszystkie trudności, które trzeba przezwy­ciężyć, aby zdobyć jedną duszę. Oto więc skuteczny środek, który sprawi, że łatwo wam będzie pozyskać dla Mnie ogromne mnóstwo dusz: środek ten polega właśnie na doprowadzeniu do tego, że będę znany, kochany i czczony przez ludzi. Przede wszystkim pragnę, abyście właśnie wy zaczęli jako pierwsi. Co za radość dla Mnie zająć pierwsze miejsce w domach ka­płanów, zakonników i zakonnic!

Co za radość dla Mnie znaleźć się jako Ojciec wśród dzieci Mojej Miło­ści!     Z wami, Moi bliscy, rozmawiać będę jak z przyjaciółmi! Będę dla was najdyskretniejszym z powierników! Będę dla was wszystkim, tym, Kto wy­starczy wam za wszystko. Będę przede wszystkim Ojcem, który przyjmuje wasze pragnienia, napełniając was Swoją Miłością, Swoimi dobrodziejst­wami, Swoją wszechobejmującą czułością.

Nie odmawiajcie Mi tej radości, której pragnę zażywać wśród was! Od­dam wam ją stokrotnie i, skoro będziecie Mnie czcić, Ja też uczczę was, przygotowując wam wielką chwałę w Moim Królestwie! Jestem Światłoś­cią światłości. Tam gdzie Ona wniknie, będzie życie, chleb i szczęście. Ta Światłość oświeci pielgrzyma, sceptyka, ignoranta. Oświeci was wszyst­kich, o ludzie, żyjący na tym świecie pełnym ciemności i nałogów. Gdyby­ście nie mieli Mojej Światłości, wpadalibyście w otchłań śmierci wiecznej!

Ta Światłość wreszcie oświecać będzie drogi - prowadzące do praw­dziwego Kościoła katolickiego - biednym dzieciom będącym jeszcze ofia­rami zabobonów. Okażę się Ojcem tych, którzy najbardziej cierpią na tej ziemi, dla nieszczęsnych trędowatych. Okażę się Ojcem tych wszystkich ludzi, którzy są opuszczeni, wyłączeni z każdej ludzkiej społeczności. Okażę się Ojcem strapionych, Ojcem chorych, a przede wszystkim konają­cych. Okażę się Ojcem wszystkich rodzin, sierot, wdów, więźniów, robot­ników, młodzieży. Okażę się Ojcem we wszystkich potrzebach. W końcu okażę się Ojcem królów, Ojcem ich narodu. Wszyscy odczujecie Moją Dobroć, wszyscy odczujecie Moją Opiekę i wszyscy ujrzycie Moją Potęgę!

Dla wszystkich Moje Ojcowskie i Boskie Błogosławieństwo. Amen!

Szczególnie dla Mojego syna i Przedstawiciela. Amen! Szczególnie dla Mojego syna Biskupa. Amen! Szczególnie dla Mojego syna, twojego Ojca duchownego. Amen! Szczególnie dla Moich córek, twoich Matek. Amen! Dla całej Kongregacji Mojej Miłości. Amen! Dla całego Kościoła i dla ca­łego Kleru. Amen! Szczególne błogosławieństwo dla Kościoła w Czyśćcu. Amen! Amen!

 

Oddano do druku w 65 rocznicę przekazania Orędzia, w pierwszym tygodniu sierpnia,

wybranym przez Boga Ojca dla uczczenia Jego Osoby.

 

Przedruk z Orędzia rozpowszechnianego przez

Wydawnictwa „Vox Domini" 43-190 Mikołów skr. poczt. 72

 


Modlitwa Matki Eugenii

       O, mój Ojcze niebieski, jak jest słodko i miło wiedzieć, że Ty jesteś moim Ojcem, a ja - Twoim dzieckiem! Przede wszystkim wtedy, gdy niebo mojej duszy jest czarne, a mój krzyż zbyt ciężki, odczuwam potrzebę, aby Ci powiedzieć: "Ojcze, wierzę w Twoją miłość do mnie!" Tak, wierzę, że Ty jesteś moim Ojcem, a ja -Twoim dzieckiem! Wierzę, że czuwasz w dzień i w nocy nade mną i że nawet jeden włos nie spadnie z mojej głowy bez Twojego pozwolenia! Wierzę, że jako nieskończenie Mądry wiesz lepiej niż ja, co jest dla mnie korzystne! Wierzę, że jako nieskończenie Mocny wyprowadzasz dobro ze zła! Wierzę, że jako nieskończenie Dobry, sprawiasz, iż wszystko służy dobru tych, którzy Cię kochają i pomimo rąk, które mnie ranią, całuję Twoją dłoń, która leczy!

       Wierzę, lecz pomnóż moją wiarę, a zwłaszcza moją nadzieję i moją miłość! Naucz mnie dobrze widzieć Twoją miłość, która kieruje wszystkimi wydarzeniami mojego życia. Naucz mnie zdawać się na Twoje prowadzenie jak dziecko w ramionach swej matki.

       Ojcze, Ty wiesz wszystko. Ty widzisz wszystko. Ty znasz mnie lepiej, niż ja znam samą siebie. Wszystko możesz i kochasz mnie! O, mój Ojcze, ponieważ chcesz, abyśmy prosili Cię o wszystko, przychodzę z ufnością prosić Cię z Jezusem i Maryją o.... (należy wymienić laskę, o którą się prosi). W tej intencji ofiaruję Ci - w jedności z ich Najświętszymi Sercami - wszystkie moje modlitwy, ofiary i umartwienia oraz największą wierność moim obowiązkom. * Udziel mi światła, siły i łaski Twojego Ducha! Umocnij mnie w tymże Duchu tak, żebym nigdy go nie straciła, nie zasmuciła ani nie osłabiła we mnie. Mój Ojcze, proszę Cię o to w Imię Jezusa Chrystusa, Twego Syna. A Ty, o Jezu, otwórz Swe Serce i włóż w nie moje serce, a potem razem z Sercem Maryi ofiaruj je naszemu Boskiemu Ojcu! W zamian za to wyproś mi łaskę, której tak potrzebuję!

       Mój Boski Ojcze, spraw, by Cię poznali wszyscy ludzie. Niech cały świat ogłasza Twoją dobroć i Twoje miłosierdzie! Bądź moim czułym Ojcem i chroń mnie wszędzie jak źrenicy Twoich oczu. Niech na zawsze zachowam godność Twojego dziecka. Zmiłuj się nade mną!

       Boski Ojcze, słodka Nadziejo naszych dusz, bądź znany, czczony i kochany przez ludzi! Boski Ojcze, nieskończona Dobroci objawiająca się wszystkim narodom, bądź znany, czczony i kochany przez ludzi! Boski Ojcze, dobroczynna Roso dla ludzkości, bądź znany, czczony i kochany przez ludzi!

 

* Jeśli modlitwę tę odmawia się jako nowennę, można dorzucić: "Przyrzekam Ci wierność szczególnie przez te 9 dni w sytuacjach.... w spotkaniach...".

                                                                                         

 Drugi Sygnał Od Boga Ojca,  Zwrócenia Uwagi  Ludzi na podniesienie jego kultu w Kościele Katolickim  . Obraz z Kaplicy Sióstr Sług Jezusa w Kielcach

Obraz Boga Ojca

ŁASKAMI SŁYNĄCY OBRAZ BOGA OJCA

 Imprimatur
Kuria Diecezjalna w Kielcach
dn. 3 VII 2006 r.
Nr OJ-67/06
Ks. Inf. Jan Szarek
Wikariusz Diecezjalny

HISTORIA OBRAZU


W kaplicy Zgromadzenia Sióstr Sług Jezusa w Kielcach ulica Wesoła 45, znajduje się łaskami słynący obraz Boga Ojca.
Cudowną historię tego obrazu, przedstawił na piśmie w 1959 roku Anastazy Rogowski. Rodzice Anastazego, mieszkali w Pawtoczy na Kijowszczyźnie. Pewnego razu, jego ojcie Antoni miał sen: zjawił mu się starzec i uporczywie zaczął prosić go, by ten wykupił jego portret od pewnego żyda. Ten sam sen, powtórzył się następnego dnia, a za trzecim razem, gdy mu się to samośniło, za namową żony zapytał, od jakiego żyda ma go wykupić. Starzec, podając nazwisko żyda odpowiedział, że siedzi u niego z całą rodziną w podwale. Zaraz rano Antoni pzez pośrednictwo innego żyda zaczął poszukiwać i dotarł pod właściwy adres wskazany przez starca. Tak jak słyszał we śnie, żyd miał podwał. Była to piwnica na dwa metry głęboka, służąca za wyszynk z wódką, a za kryjówkę w dawnych czasach najazdów tatarskich. W tj to piwnicy Antoni znalazł trzy obrazy pokryte grubą pleśnią: Boga Ojca, Jezusa w Ogrójcu i Matkę Boską karmiącą. Żyd nic o tych obrazach nie wiedział, a gdy to zobaczył przeraził się i chciał, by Antoni zabrał je bez płacenia. Antoni się jednak nie zgodził na to i dał mu pewną kwotę dukatów. Następnie przywiózł obrazy do domu, oczyścił i zawiesił na ściany. Obrazy te były w wielkiej czci u wszystkich domowników. Jeden z jego synów zostal księdzem. W latach 1880-82 po przeprowadzeniu się do Stępku (też na Kijowszczyźnie) Antoni bardzo zachorował. Dwaj dobrzy lekarze nie mieli żadnej nadzei i spodziewali się, że umrze, ponieważ był już w agoni. Zapłakana żona, która wciąż czuwała przy łóżku, na chwilę odeszła. Gdy wróciła bardzo się zdziwiła, ponieważ umierający mąż otworzył oczy i zapytał:

- Malwino! Kto tu był?

- Nikogo nie było - odpwiedziała zdumiona.

Chory jednak uparcie mówił:

- Tu siedział i zemną rozmawiałem, przecież wiesz, on tak u nas często bywa  Idź, zapytaj sługi, kto tu był. 

Służba jednak nikogo nie widziała. Antoni poprosił więc o jedzenie. Przejęta wszystkim żona dopatrzyła się w tym cudu i dała mu jedzenie. Następnego dnia przybyli lekarz i orzekli, że to jest cud, bo człowiek w takim stanie nie mógłby żyć aż do rana. Po trzech dniach z pomocą żony wstał z łóżka. Gdy tak szedł nagle padł na kolana i rzekł: 

- Nie trzeba Malwino. To jest ten starzec, z którym rozmawiałem - i wskazał na obraz Boga Ojca, który wisiał na wprost drzwi. 

Od tego czasu Antoni był głęboko zamyślony i nie rozmawiał. Po pewnym czasie jednak wyzdrowiał i powiedział, że w czasie choroby przyszedł do niego ten sam Starzec, o wyglądzie podobnym do wizerunku z obrazu Boga Ojca i zwrócił się doń słowami:

- Antoni, przyszedłem po ciebie!

Antoni czuł, że był to ktoś, kto maił prawo tak mówi, więc w myślach, bo mówić nie mógł , prosił Go, aby go jeszcze zostawił, gdyżma małe dzieci. Na to Starzec oparłszy się o drewnianą laskę powiedział:

- Za to, żeś Mnie wykupił odchodzę. Przyjdę drugi raz. 

Dla wszystkich od tego czasu obraz Boga Ojca był uważany za cudowny. Antoni żył jeszcze ponad 20 lat.

Ludzie dowiedziawszy się o tym cudownym obrazie, gdy byli w bardzo trudnej sytuacji, czy to w biedzie, czy w chorobie, prosili Księdza, syna Antoniego, o odprawienie Mszy świętej przed tym obrazem i byli wysłuchani.


MODLITWA

Boże, Ojcze Wszechmogący!
Szczerym sercem dziękujemy Ci, za wszelkie 
dobra naturalne i nadprzyrodzone, wyproszone
przed tym świętym Wizerunkiem.
Ojcze nasz, który jesteś tak szczodry
i łaskawy, obdarz nas, niegodnych zwać się Twymi
dziećmi, tym dobrem, które jest pragnieniem naszego
serca. Prosimy Cię,
ale Twoja niech stanie się wola,
bo Ty najlepiej wiesz, co dla nas jest dobre.
Tobie chwała na wieki. Amen.

AKT MIŁOŚCI, KTÓRY BÓG SOBIE ŻYCZY
(mów mi ciągle, że Mnie kochasz)


Ojciec niebieski powiedział:
"Kto Mi te akty ofiaruje, kto w dodatku czyni
wszystko, by Mi je rozpowszechniać,
będzie w szczególny sposób dzieckiem,
a Ja mu będę kochającym Ojcem.
Jakże tęsknie za tym, żeby i o Mnie możliwie
często i serdecznie myślano. Duch święty jest
mało czczony, ale Mnie się czci jeszcze mniej.
Nabożeństwo do Mnie wynagradzam
w całkiem wybitny sposób.
Ofiarujcie Mi często akty miłości,
które tak radują Moje Serce."

AKTY MIŁOŚCI KU CZCI BOGA OJCA
(można je odmawia na różańcu,
dziesiątkami na małych paciorkach)


Ojcze, kocham Cię serdecznie, ratuj dusze!
Ojcze, kocham Cię czule, ratuj dusze!
Ojcze, kocham Cię delikatnie, ratuj dusze!
Ojcze, kocham Cie jak Twoje dziecko, ratuj dusze!
Ojcze, kocham Cię żarliwie, ratuj dusze!
Ojcze, kocham Cię płomiennie, ratuj dusze!
Ojcze, kocham Cię niewypowiedzianie, ratuj dusze!
Ojcze, kocham Cię bezgranicznie, ratuj dusze!
Ojcze, kocham Cię nade wszystko, ratuj dusze!
Ojcze, kocham Cię bez miary, ratuj dusze!
Ojcze, kocham Cię niewymownie, ratuj dusze!
Ojcze, kocham Cię ponad miarę, ratuj dusze!
Ojcze, kocham Cię bez końca, Ratuj dusze!
Ojcze, chciałbym Cię kochać jak Cię kochają
wszyscy Aniołowie i święci, ratuj dusze!
Ojcze, chciałbym Cię kochać jak kochał Cię na ziemi
św. Józef i jak Cie teraz kocha w Niebie, ratuj dusze!
Ojcze, chciałbym Cię kochać jak kochała Cię na ziemi 
Maryja i jak Cię kocha teraz w Niebie, ratuj dusze!
Ojcze, chciałbym Cię kochać jka Cię kocha Twój Syn i
Duch święty, ratuj dusze!

Módlmy się:

Ojcze, przez Niepokalane Serce Maryi,
dla ratowania tych wszystkich dusz,
które są w niebezpieczeństwie
wiecznego potępienia,
ofiaruję Ci ostatnie krople Krwi,
które Twój Boski Syn ostatkiem sił
Swj Miłości wylał
i pragnie Ci Je ofiarować tak często,
jak Twoja wszechmoc zliczyć może.
Niech nas błogosławi
Bóg Ojciec i Syn i Duch Święty.
Amen.
Ze Swoim Ukochanym dziecięciem,
niech nas błogosławi Dziewica Maryja. Amen.



Imprimatur
Kuria Diecezjalna w Kielcach
dn. 3 VII 2006 r.
Nr OJ-67/06
Ks. Inf. Jan Szarek
Wikariusz Diecezjalny

LITANIA DO BOGA OJCA

Kyrie, eleison - Chryste, eleison - Kyrie, eleison.

Chryste, usłysz nas, Chryste, wysłuchał nas.

Ojcze z nieba, Boże - zmiłuj się nad nami.

Duchu Święty, Boże - zmiłuj się nad nami.

Święta Trójco, Jedyny Boże - zmiłuj się nad nami.



Boże, Ojcze nasz, któryś jest w niebie - przyjm uwielbienie nasze.

Boże, Ojcze nasz, wieczny i nieskończony,

Boże, Ojcze nasz, którego chwała przewyższa nasze pojęcie,

Boże, Ojcze nasz, doskonały i niezmienny,

Boże, Ojcze nasz, któryś jest początkiem i celem wszystkich stworzeń,

Boże, Ojcze nasz, który od wieków rodzisz umiłowanego Syna Swego - Słowo Swoje,

Boże, Ojcze nasz, któryś tak umiłował ludzi, żeś Syna Swego wydał na śmierć dla zbawienia naszego,

Boże, Ojcze nasz, którego najłaskawsza Opatrzność, czuwa i zachowuje,

Boże, Ojcze nasz, którego niepojętą świętość wysławiają aniołowie i święci w niebie,

Boże, Ojcze nasz, przez Ducha Świętego rządzący Kościołem Chrystusowym na ziemi,

Boże, Ojcze nasz, któryś nas stworzył na obraz i podobieństwo Swoje,

Boże, Ojcze nasz, godny najwyższej czci i najgłębszej miłości,



Boże, Ojcze nasz, przez miłość Twoją ku Jezusowi Chrystusowi Synowi Twojemu - Ciebie błagamy, zmiłuj się nad nami.

Boże, Ojcze nasz, przez Wcielenie Syna Twojego Jezusa Chrystusa,

Boże, Ojcze nasz, przez Mękę i Śmierć Syna Twojego Jezusa Chrystusa,

Boże, Ojcze nasz, przez Zmartwychwstanie i Wniebowstąpienie Syna Twojego Jezusa Chrystusa,

Boże, Ojcze nasz, przez niezliczone niekrwawe ofiary, jakie składa Ci za nas Twój Syn Jezus Chrystus,



Boże, Ojcze, usłysz nas,

Boże, Ojcze, wysłuchaj nas,



Od pychy umysłu - zachowaj nas, Boże, Ojcze.

Od niewdzięczności i oziębłości względem Twojego Ojcowskiego serca,

Od niewierności wobec Twojego Syna Jezusa Chrystusa,

Od lekceważenia natchnień Ducha Twojego Świętego,

Od zwątpienia w najmiłosierniejszą miłość Twoją,

Od oschłości serca i zamknięcia się w sobie,

Pod płaszczem Swej najłaskawszej Opatrzności



Umysł otwarty na prawdę Twoją - racz nam dać, Boże, Ojcze.

Wolę zjednoczoną z Twoją wolą,

Zjednoczenie z Tobą coraz doskonalsze,

Wytrwanie do końca przy Tobie,

Gorliwość o zbawienie innych dusz,

Pokorę prawdziwej mądrości,

Umiłowanie czystości,

Prawdziwą radość serca zjednoczonego z Tobą,.

Najdoskonalsze podobieństwo do Twego Syna Jedynego Jezusa Chrystusa.



Boże, Ojcze, usłysz nas,

Boże, Ojcze, wysłuchaj nas,

Boże, Ojcze, zmiłuj się nad nami.

.......................................................................................................................................................

2

THE FATHER SPEAKS TO HIS CHILDREN

 

Associazione “Dio è Padre Casa Pater” c.p.135 L’Aquila 67100 ITALIA

Imprimatur: t Petrus Canisius van Lierde, Vie. Generalis Vie. Civitatis Vaticanae, Roma die 13 Martii 1989.

 “THE FATHER SPEAKS TO HIS CHILDREN” © Associazione “Dio è Padre Casa Pater” c.p.135 L’Aquila 67100 ITALIA

PREFACE

God is my Father!” This cry is being heard ever more frequently in today’s world: people are coming to recognize that God is indeed their Father.

Consequently, we feel it our duty to publish a message, given to the world by God the Father through one of His creatures who loved Him so much, Sister Eugenia Elisabetta Ravasio, and recognized as valid by the Church.

We consider it appropriate to introduce this work by quo­ting the testimony of a former Bishop of Grenoble , the Right Reverend Alexandre Caillot. In 1935 he set up a board of experts, drawn from various parts of France , to conduct a diocesan enquiry, which lasted ten years.

Its members included the Bishop of Grenoble’s Vicar General, Mgr Guerry, theologian; the Jesuit brothers, Fathers Albert and Auguste Valencin-Amons, who ranked among the foremost authorities in the field of philosophy and theology and were expert in evaluating such cases; and two doctors of medicine, one of whom was a psychiatrist.

We are sure that this message will help people to under­stand the deep tenderness the Father has for each one of us, and we hope that it will receive the widest possible circula­tion.

 Father Andrea D’Ascanio OFM Cap.

Who is Mother Eugenia, whom God the Father called “My beloved daughter”, “My littie plant”?

 In our opinion, Mother Eugeniais one of the greatest lights of our tirnes, the littie prophet of a new Church, in which the Father is the centre and apex of all mankind, and in which unity is the highest ideal of spirituality. She is a light given by the Father to the world at this time of chaos and darkness, so that we may see the road that has to be followed.

 She was born in San Gervasio d’Adda (now Capriato San Gervasio), a smali town in the province of Bergamo , Italy 011 September 1907 , in a family of peasant back­ground.

 She received only an elementary education. After a few years working in a factory, she entered the Congregation of Our Lady of the Aposties at the age of 20 years. It was here that her great charìsmatic personality developed, leading to her election as Mother Generai of the Congregation at the age of only 25.

 Quite apart from her spiritual qualities, her work in the social field alone would suffice to ensure her a piace in history. In twelve years of missionary activity she opened over 70 centres each with infirmary, school and church ­in the remotest spots of Africa , Asia and Europe .

 It was she who discovered the first medicine for the cure of leprosy, extracting it from the seed of a tropical plant. This medicine was later studied and developed further at the Pasteur Institute in Paris .

 She encouraged the apostolate of Raoul Follereau, who, foliowing in her footsteps and building on the foundations laid by her, is regarded as the apostie of the lepers.

 During the period 1939-41 she conceived, planned and brought to fruition the project for a “Lepers’​ City” at Azopte (Ivory Coast). This was a vast centre, covering an area of 200,000 sq.m., for the care of leprosy sufferers. It remains even today one of Africa ’s and the world’s leading centres ofits kind.

 In recognition of this achievement, France conferred the highest national honour for social work on the Congregation of Missionary Sisters of Our Lady of the Aposties, of which Mother Eugenia was Superior Generai from 1935 to 1947. Mother Eugenia returned to the Father 011 10 August 1990 .

 Her most important legacy to us is the Message of the Father (“The Father speaks to His children”), the only pri­vate revelation made personaily by God the Father and recognized as authentic by the Church after ten years of the most rigorous examination. We reproduce at the beginning of the text the statement issued by Mgr Alexandre Caillot, Bishop of Grenoble, foliowing the investigation.

 It is noteworthy that the Father (in 1932) dictated the Message to Mother Eugenia in Latin, a language totaily unknown to her.

 In 1981 this Message carne to our notice, and in 1982, its fiftieth anniversary, we published it in Italian.

 The many miracles of grace worked by the Message bave led us to disseminate it gratis, especially in prisons, barracks and hospitals. In addition to English, it is avai­lable in French, Italian, Spanish, German and other lan­guages.

 

TESTIMONY OF THE RIGHT REVEREND A. CAILLOI, BISHOP OF GRENOBLE , FOLLOWING THE REPORT PREPARED DURING THE CANONICAL ENQUIRY INTO THE CASE OF MOTHER EUGENIA

   Ten years have passed since, as Bishop of Grenoble, 1, decided to open an enquiry into Mother Eugenia’s case.

I now have enough information to bring my testimony Bishop before the Church.

 1) The first thing to emerge with certainty from the enquiry is that Mother Eugenia’s considerable virtues are well estab­lished. .

From the beginning of her religious life, the sister had attracted her superiors’ attention because of her piety, her obe­dience and her humility.

Her superiors, perplexed by the extraordinary nature of the events which occurred during her novitiate, had not wantedto let her stay on in the convent. After some hesitation, they had to abandon their plan when faced with the nun’s exemplary con-, duct.

During the enquiry, Sister Eugenia showed great patiencé and the utmost docility in submitting without complaint to all the medical tests, answering the theological and medical commis­sions’ often long and distressing questioning, and accepting con­tradictions and trials. Her simplicity, in particular, was praised by all the investigators.

A number of circumstances also showed the nun to be capà bie of practising virtue to a heroic degree. According to the theo­logians, an especially striking feature was her obedience during Father Auguste Valencin’s enquiry in June 1934, and her humi­lity on the sad day of 20 December 1934 .

I can attest that, while she was Superior Generai, I found her very devoted to her duty, dedicating herself to her task -which must have seemed all the more difficult to her as she was not prepared for it withgreat love for souls, her Congregation and the Church. Those dose to her are struck, as I myself am, by her strength of spirit in facing difficulties.

I am impressed not only by her virtues but also by the quali­ties she displays in exercising her authority. Also striking is the fact that a relatively uneducated nun should come to fili her Congregation’s highest office. Inthis there is already something extraordinary and, from this point of view, the enquiry conducted by my Vicar Generai, Mgr Guerry, on the day of her election, is very significant. The answers given by the Chapter members and by the superiors and delegates of the various missions showed that they were choosing Mother Eugenia as their Superior Generai in spite of her youth and the canonical obstacies which would normally have caused the idea of her nomination to be rejected because of her qualities ofjudgement, balanced tempe­rament, energy and firmness. Reality wouid seem to have far surpassed the hopes that her electors placed in her.

What I especially noticed in her was her lucid, lively and penetrating intelligence. I said that her education had been ma­dequate, but this was for external reasons over which she had no control: her mother’s iong illness had compeiied her, at a very early age, to look after the house and be absent from school very often. Then, before she entered the convent, there were the hard years she worked in industry as a weaver. Notwithstanding these basic gaps, the consequences of which are evidenced in her style and speliing, Mother Eugenia gives many lectures in her commu­nity. It is worth noting that she herself compiles her Congregation’s circulars and the contracts with municipai autho­rities or administrative councils regarding the hospital institutes of Our Lady of the Aposties. She has also compiled a long direc­tory.

She sees every situation clearly and correctly, as if it were a matter of conscience. Her instructions are straightforward, pre­cise and very practical. She knows each of her 1400 daughters personaily, and also their attitudes and their virtues; hence she is able to seiect those who are most qualified to perform various tasks. She also has an accurate personal knowledge of her Congregation’s needs and resources. She knows the situation in every house and has visited all her missions.

We wish to emphasize also her spirit of far-sightedness. She has taken all the necessary measures for every hospital or school to have qualified nuns and whatever they need to live and deve­lop. I find it particularly interesting to note that Mother Eugenia seems to possess a spirit of decisiveness, a sense of reality and a creative will. In six years she has founded 67 institutes and has been able to introduce very useful improvements in her Congregation.

If I singie out her qualities of intelligence, judgement and will, and her powers of administration, it is because they seem to me to rule out definitively all the hypotheses about hallucina­tions, illusions, spiritism, hysteria or delirium. These were exa­mined during the enquiry but proved incapable of giving a satis­factory explanation of the facts.

Mother Eugenia’s life is a constant demonstration of her men­tal and generai equilibrium, which, to the observer, seems to be the dominant feature of her personality. Other hypotheses, about suggestibility and manageability, led the investigators to wonder whether they might be dealing with a very impressionable tempe­rament, like a multi-faceted mirror which reflects all influences and suggestions. These hypotheses were also rejected for reasons of everyday reality. Although Mother Eugenia is gifted with a sen­sitive nature and an emotional disposition, she has shown that she has never favoured anyone and, far from letting herself be influenced by human considerations, she has always been able to determine her own projects and activities and to gain the accep­tance of others through her personal insight.

 2) The object of the mission which would appear to have been entrusted to Mother Eugenia is precise and, from the doctrinal point ofview, I see it as legitimate and timely.

Its precise object is to make God the Father known and honoured, mainly by the institution of a special feast which has been requested of the Church. The enquiry established that a liturgical feast in honour of the Father would be quite in keeping with Catholic practice as a whole. It would accord with the tradi­tional thrust of Catholic prayer, which ascends to the Father, through the Son, in the Spirit, as shown by the prayers of the Mass and the liturgical oblation to the Father during the Holy Sacrifice. However, it is strange that there is no special feast in honour of the Father. The Trinity is honoured as such, the Word and the Holy Spirit are honoured by their mission and external manifestatjons. Only the Father has no feast of His own which would draw the attention of the Christian people to His Person. This is the reason why a fairly extensive survey of the faithful has shown that, in the various social classes and even among many priests and religious, “the Father is unknown, no one prays to Him, no one thinks of Him”. The survey reveals, rather surpri­singly, that a large number of Christians remain distant from the Father because they see Him as a terrifying judge. They prefer to turn to Christ’s humanity. And how many ask Jesus to protect them from the Father’s anger!

A special feast would thus have the effect firstly of re-establi­shing order in the spirituality of many Christians and, secondly, of ieading them back to the Divine Saviour’s instruction:

Everything you ask the Father in My name...” and again “You will pray like this: ‘Our Father...”

A liturgical feast dedicated to God the Father would also bave the effect of raising our eyes towards the One Whom the apostle St. James called “the Father of light, from Whom every gift comes...” It would accustom souls to consider God’s goodness and His fatherly providence. They would realize that thìs provi­dence is truly that of God the Holy Trinity, and that it is because of His divine nature, common to ali three Persons, that God spreads through the world the ineffable treasures of His infinite mercy.

It wouid seem, at flrst sight, as if there were no special rea­son to honour the Father in particular. But was it not the Father

Who sent His Son into the world? If it is supremely right to show devotion to the Son and the Holy Spirit because of their external manifestations, would it not be right and proper to give thanks to God the Father, as the Prefaces of the Mass require, for the gift He sent us, His Son?

The real object of this special feast thus becomes plain: to honour the Father, to thank Him, to praise Him for having given us His Son; in a word, as the message states, as the Author of our Redemption; to thank Him Who loved the world so much that He gave His only-begotten Son, so that all men might be brought together in the Mystical Body of Christ and, together with this Son, become His children.

At a time when the world is troubled by secular doctrines, atheism and modem philosophies and no longer recognizes God, the true God, would not this feast make known to many the living Father, the Father of mercy and goodness, Whom Jesus has revealed to us? Would it not contribute to an increase in the number of those who worship the Father “in spirit and in truth”, to whom Jesus referred? Now, when the world is being torn apart by deadly wars, when it feels the need to seek a solid principle of union to bring the peoples closer together, this feast would bring a great light. It would teach men that they all have the same Father in heaven: the One Who gave them Jesus, towards Whom He draws them as members of His Mystical Body in the unity of the same Spirit of Love! When so many souls are weary and tired of the tribulations of war, they may well be hungering for a deep spiritual life. Might not such a feast cail them, then, “from within”, to worship the Father Who hides Himself, and to offer themselves in a filial and generous oblation to the Father, the only source of the life of the Holy Trinity in them? Would it not preserve that fine movement of supernatural life which naturally draws souls towards spiritual childhood and through confidence

towards filial life with the Father, towards abandonment to the divine will, towards the spirit of faith?

On the other hand, a problem of doctrine arises, quite apart from the question of a special feast and regardless of what the

Church may decide on this matter. Some eminent theologians believe that the doctrine of the soul’s relationship with the Trinity needs to be examined more deeply, and that it could be for souls a source of enlightenment on the life of union with the Father and the Son, about which St. John speaks, and on the sharing in the life of Jesus, Son of the Father, especially in His filial love for the Father.

But, apart from these theological reasons, what I wish to underline here is this: a poor young woman, unversed in theology, declares that she is receiving messages from God, and these may be very rich in doctrine.

The works of an imaginary visionary are poor, barren and inconsistent. However, the message that Mother Eugenia says the Father entrusted to her is fertile. There is a harmonious inter­action of two different characters which tends to confirm its authenticity. On the one hand, it is presented as something tradi­tionaily held by the Church, without any suspicious innovations, for it incessantly repeats that everything has already been said in Christ’s revelation about His Father, and that everything is in the Gospel. But on the other hand, it declares that this great truth, concerning knowledge of the Father, needs to be reconsidered, studied deeply and experienced.

Does not the disproportion between the weakness of the instrument, incapable of discovering a doctrine of this nature by itself, and the depth of the message being conveyed, reveal that a superior, supernatural, divine cause has intervened to entrust the sister with this message?

I cannot see how, humanly speaking, one could explain the nun’s discovery of an idea, the originality and fecundity of which the theologians conducting the enquiry were able to perceive only gradually.

Another fact seems to me equally significant: when Sister Eugenia made it known that she had been receiving apparitions of the Father, the investigating theologians replied that appari­tions of the Father were in themselves impossible and that they had never occurred before in history. The sister held out against

these objections, declaring simply: “The Father told me to de­scribe what I saw. He asks His sons, the theologians, to search.” The nun never changed her testimony in any way. She main­tained her statements over many months. It was not unti! January 1934 that the theologians discovered in St. Thomas Aquinas himself the answer to their objection.

The answer given by the great doctor of the Church about the distinction between apparition and mission was enlightening. It removed the obstacle which was paralysing the whole enquiry. Challenged by wise theologians, the uneducated littie nun proved to be right. How, humanly speaking, could we explain, in this case too, the nun’s insight, wisdom and perseverance? A false visionary would have tried to adapt herself to the theologians explanations. The nun, however, held her ground. These are the additional reasons why her testimony seems trustworthy to us.

In any case, what I find worthy of note is her reserved atti­tude towards the miraculous aspects of the case. While false visionaries give pride of piace to extraordinary phenomena and even see nothing but these, Mother Eugenia, on the contrary, puts them second, as proofs, as means. There is no state of exaltation, but there is a balance of values which makes a favourable impres­sion.

I will refer only briefly to the theologians’ enquiry.

The Reverend Fathers Aibert and Auguste Valencin are highly esteemed for their philosophical and theologicai authority, and for their deep knowledge of the spiritual life. Their intervention was required in other, similar enquiries. We know that they acted with great circumspection, and that is why we selected them for this work.

We are grateful for their devoted and conscientious collabora­tion. Their testimony in favour of the sister and of a supernatural explanation of the facts as a whoie is all the more remarkable as they delayed their judgement for a long time, being at flrst hostile and sceptical, and then hesitant. Little by little, they became con­vinced, after raising ali kinds of objections and imposing hard tests on the nun.

Foliowing the dictates of my soui and my conscience, and with the keenest sense of my responsibility to the Church, I declare that supernatural and divine intervention seems to me the only logical and satisfactory expianation of the facts.

 Isolated from ali the surrounding features of the case, this essential fact seems to me to be noble, lofty and superna­turally rich: that a humble nun has called souls to true devo­tion to the Father, such as Jesus taught and the Church has enshrined in its liturgy. There is nothing alarming in this, only something that is very simple and in accordance with solid doctrine.

 The miraculous facts which accompany this message could be separated from the main event and its vaiue would still be preserved in its entirety. For doctrinal reasons, the Church will deciare whether the idea of a special feast can be considered separately from this particular case involving the sister.

 I believe that the fundamental proof of the authenticity of the nun’s mission is shown by the way in which she puts into practice in her life the beautifui doctrine which she was apparently destined to remind us of.

 I deem it proper to iet her continue her work. I believe that the hand of God is in all this. After ten years of research, reflection and prayer, I bless the Father for having deigned to choose my diocese as the piace for such touching manifesta­tions of His love.

 Alexandre Caillot Bishop of Grenoble

THE FATHER’S MESSAGE

Part I

July 1, 1932 
Feast of the Precious Blood of Our Lord Jesus Christ

Here, finally, is the day, blessed for ever, the day the celestial Father promised!
Today the long days of preparation are over, and I feel close, so close, to the coming of my Father and the Father of all men.
A few minutes of prayer, and then what spiritual joys! I was overwhelmed by the desire to see Him and hear Him!
My heart, burning with love, opened up with such great confidence that I realized that, until then, I had never been so trusting with anyone.
The thought of my Father made me, as it were, madly happy.
Finally I began to hear singing. Angels came to announce this glad arrival! Their songs were so beautiful that I decided to note them down as soon as possible.
This harmony ceased and then came a procession of the elect, the cherubim and seraphim, with God, our Creator and our Father.
Prostrate, with my face to the ground, sunk in my own nothingness, I said the Magnificat. Immediately afterwards, the Father told me to sit close to Him and write what He had decided to say to men.
The entire heavenly court who had accompanied Him vanished. Only the Father remained with me and, before sitting, He said:

"I have already told you and now I say it again: I cannot give My beloved Son another time to prove My love for men! I am now coming among them in order to love them and to make them know this love, assuming their image, their poverty. Look, now I am putting aside My crown and all My glory to take on the appearance of an ordinary man!"

Having assumed the appearance of an ordinary man by placing His crown and His glory at His Feet, He took the globe of the world and held it to His Heart, supporting it with His left Hand. He then sat next to me. I can say but a few words about His arrival and about the appearance He deigned to assume, and about His love! In my ignorance I do not have words to express what He revealed to me.

'Peace and salvation," He said, "to this house and to the whole world! May My power, My love and My Holy Spirit touch men's hearts, so that all mankind may turn to salvation and come to its Father, Who seeks it, to love and to save it! Let My Vicar Pius XI understand that these are days of salvation and blessing. Let him not fail to take this opportunity to call the attention of the children to their Father, Who is coming to help them in this life and to prepare their everlasting happiness.

I have chosen this day to begin My work among men because today is the feast of the Precious Blood of My Son Jesus. I intend to bathe in this Blood the work I am beginning, so that it may bear great fruit among all mankind.

This is the real purpose of My coming:

1. I am coming to banish the excessive fear that My creatures have of Me, and to show them that My joy lies in being known and loved by My children, that is, by all mankind, present and future.

2. I am coming to bring hope to men and nations.
How many have long since lost it! This hope will make them live in peace and security, working for their salvation.

3. I am coming to make Myself known just as I am, so that men's trust may increase together with their love for Me, their Father. I have but one concern: to watch over all men and love them as My children.
The painter delights in contemplating the picture he has painted. ln the same way, it is My pleasure and delight to come among men, the masterpiece of My creation!

Time presses. I wish men to know as soon as possible that I love them and that I feel the greatest happiness in being with them and talking with them, like a father with his children.
I am the Eternal One, and when I was alone, I had already thought of using all My power to create beings in My image. But material creation had to come first, so that these beings could find their means of sustenance; it was then that I created the world. I filled it with all the things I knew would be necessary to men: air, sun and rain, and many other things that I knew to be necessary for their life.

In the end, man was created! I was pleased with My handiwork. Man sins, but it is precisely then that My infinite generosity shows itself.
In the Old Testament, I created and chose prophets to live among men. To them I told My desires, My sorrows and My joys, so that they could communicate them to everyone.
The more evil grew, the more My goodness urged Me to communicate with just souls so that they could transmit MY commands to those who were creating disorder. Thus, I was sometimes obliged to be strict in order to reprove them; not to punish them - that would only have done harm - but to take them away from vice and lead them to their Father and their Creator, Whom they had forgotten and ignored in their ingratitude. Later, evil overwhelmed men's hearts to such an extent that I was compelled to send calamities upon the world to purify men through suffering, the destruction of their possessions, or even their death. These were the Flood, the destruction of Sodom andGomorrah , man's wars against man, etc.
I have always wished to remain in this world among men. So, during the Flood, I was close to Noah, the only just man then. In the other calamities, also, I always found a just man with whom I could stay and, through him, I lived among the men of that time, and it has always been thus.
The world has often been purified of its corruption because of My infinite goodness towards humanity. I continued to choose certain souls in whom I was pleased, because through them I could be happy with My creatures, men.
I promised the world a Messiah. I did all I could to prepare His coming, showing Myself in the figures that represented Him, even thousands of years before His coming!
For who is this Messiah? Whence does He come? What will He do on earth? Whom does He represent?
The Messiah is God.
Who is God? God is the Father, the Son and the Holy Spirit.
Whence does He come? Or rather, who ordered Him to come among men? It was I, His Father, God.
Whom is He to represent on earth? His Father, God.
What is He to do on earth? He will make the Father, God, known and loved.
Did He not say: "Do you not know that I must be about My Father's business?" ("Nesciebatis quia in his quae Patris mei sunt oportet me esse?" St. Luke, ch. 2, v. 49).
"I have come only to do the will of My Father."
'Whatever you ask the Father in My name, He will give you."
"You will pray to Him like this: 'Our Father, Who art in heaven...', and elsewhere, since He came to glorify the Father and to make Him known to men, He says:
"Whoever sees Me, sees the Father."
"I am in the Father and the Father is in Me."
"No one comes to the Father except through Me' ("Nemo venit ad Patrem nisi per me" St. John, ch. 14, v. 6)
"Whoever is with Me is also with My Father", etc.?

Realize then, 0 men, that for all eternity I have had but one desire, to make Myself known to men and be loved by them. I wish to stay for ever with them.
Do you want an authentic proof of this desire that I have just expressed?
Why did I command Moses to build a tabernacle and the ark of the covenant, if not to come and dwell, as a Father, a brother, a close friend, with My creatures, men? This was My ardent desire. In spite of this, they have forgotten Me and offended Me with countless sins. I gave Moses My commandments to remind them, in spite of everything, of God, their Father, and of His sole wish, to save them. They were supposed to observe the commandments and thereby remember their infinitely good Father, always intent upon their present and eternal salvation.

All this was forgotten and men sank into error and fear, considering that the observance of the commandments as I had transmitted them to Moses was too taxing. They made up other laws in accordance with their. whims, in order to observe them more easily. Little by little, in the exaggerated fear they had of Me, they forgot Me more and more and heaped outrages upon Me.

Yet My love for these men, My children, never quite ceased. When I realized that neither the patriarchs nor the prophets had been able to make Me known and loved by men, I decided to come Myself.

But how could I come among them? There was no other way than to come Myself, in the second Person of My divinity.

Would men know Me? Would they listen to Me?

Nothing in the future was hidden from Me; I Myself answered these two questions:

"They will ignore My presence, even though they will be near Me. In My Son they will treat Me cruelly, notwithstanding all the good He will do for them. In My Son they will speak ill of Me, they will crucify Me to bring about My death."

Shall I stop because of this? No, My love for My children, men, is too great.

I did not stop there. Understand well that I loved you, as it were, more than My beloved Son, or rather, more than Myself.

What I am telling you is so true that, if one of My creatures had been enough to atone for the sins of other men through a life and death similar to those of My Son, I would have hesitated. Why? Because I would have betrayed My love by making a beloved creature suffer, rather than suffering Myself, in My Son. I would never have wished MY children to suffer.

This, then, in brief, is the story of My love until My coming among men through My Son.

Most men know of all these events, but they fail to grasp the essential thing: that love was the guiding principle in it all!

Yes, it is love. This is what I want to impress upon you. Now this love has been forgotten. I want to remind you of it, so that you can learn to know Me as I am, so that you will not be, like slaves, afraid of a Father Who loves you so much.

You see, in this story we are only at the first day of the first century, and I would like to bring it up to the present time, the twentieth century.

Oh, how My paternal love has been forgotten by Men! Yet I love you so tenderly! In My Son, that is to say, in the Person of My Son made man, what have I not done! Divinity is veiled in this humanity, it is shrunk, impoverished, humiliated. With My Son Jesus I led a life of sacrifice and work. I received His prayers, that man might have a clearly indicated path along which to walk always in justice, so as to reach Me safely!

Of course, I can understand My children's weaknesses! Because of this, I asked My Son to give them the means to get up again after they have fallen. These means will help them to purify themselves from their sins, so that they may still be the children of My love. They are, chiefly, the seven Sacraments. And the greatest means of securing your salvation, despite your falls, is the the Cross, My Son's Blood poured out upon you every moment, if you so wish, both in the Sacrament of Penance and in the Holy Sacrifice of the Mass.
My dear children, I have lavished these gifts upon you with special graces for twenty centuries, but with what miserable results!
How many of My creatures, who become children of My love through My Son, have quickly thrown themselves into the eternal abyss! Truly, they have not known My infinite goodness; I love you so very much!
You, at least, who know that I Myself am coming to talk to you, to make you aware of My love, for your own ,sake, do not throw yourselves over the precipice. I am your Father!
Is it possible that, having called Me your Father and having shown your love for Me, you could find in Me such a hard and insensitive heart as to let you perish? No, no, do not believe it! I am the best of Fathers! I know My creatures' weaknesses! Come to Me, come with confidence and love! I will forgive you after you have repented. Even if your sins were as repulsive as mud, your confidence and your love will make Me forget them, so you will not be judged! I am just, it is true, but love pays for everything!
Listen, My children, let us make a comparison, and you will be assured of My love. For Me, your sins are like iron, and your acts of love like gold. If you gave Me a thousand pounds of iron, it would not be like giving Me just ten pounds of gold! In other words, with just a little love, great iniquities can be expiated.

This, then, is one very light-hearted way of looking at My judgement of My children, men, all of them, without exception. You must come to Me. I am so close to you! You must love Me and honour Me so that you will not be judged, or rather, that you will be judged with infinitely merciful love.
Have no doubt! If My Heart were not like this, I would have already destroyed the world every time it committed sin! But as you have seen, at every moment My protection manifests itself through graces and benefits. You can conclude from this that there is a Father Who is above all fathers, Who loves you and will never cease to love you, if you so desire.
I come among you in two ways: the Cross and the Eucharist!
The Cross is My way of coming down among My children, since it is through it that I caused My Son to redeem you. And for you, the Cross is the way to ascend to My Son, and from My Son to Me. Without it you could never come to Me, because man, by sinning, brought on himself the punishment of separation from God.
In the Eucharist I live among you as a Father with His family. I wished My Son to institute the Eucharist so as to make every tabernacle the vessel of My favours, My riches and My love, to give them to men, My children.
It is always by these two means that I cause both My power and My infinite mercy to come down ceaselessly.
... Now that I have shown you that My Son Jesus represents Me among men, and that, through Him, I live constantly among them, I also want to show you that I come among you through My Holy Spirit.
The work of this third Person of My divinity is carried out silently and often man is not aware of it. But for Me it is a very fitting way of living, not just in the tabernacle, but also in the souls of all those in a state of grace, to establish My throne in them and to live there always, like the true Father Who loves, protects and helps His children. No one has yet understood the infinite desire of My divine, paternal Heart to be known, loved and honoured by all men, the just and the sinful. These are the three gifts that I wish to receive in homage from man, so that I may always be merciful and good even towards the most hardened sinners.
What have I not done for My people, from Adam to Joseph, the adoptive father of Jesus, and from the time of Joseph up to the present day, so that man should give Me the special honour due to Me as his Father, Creator and Saviour! However, I have not yet received this special veneration which I have so much hoped for and which I desire so much!
In the book of Exodus you read that God must be held in special veneration. The psalms of David, especially, contain this teaching. In the commandments which I Myself gave to Moses, I emphasized: "You will worship and love perfectly only one God."
Well then, loving and honouring are two things that go together. As I have lavished so many benefits on you, I must be honoured by you in a very special way!
Giving you life, I wished to create you in My image! Your heart is therefore as sensitive as Mine, and Mine as yours!
What would you not do if one of your neighbours did you a small favour to please you? The most insensitive man would be grateful to such a person for ever. Anyone would try to find something that would give the greatest pleasure, in recompense for the service performed. Well, I will be much more grateful to you, assuring you of eternal life, if you will do Me the small favour of honouring Me as I request.
I recognize that you honour Me in My Son and that there are those who are able to offer everything to Me through My Son, but they are few indeed! Do not believe, though, that in honouring My Son you are not honouring Me! You do, certainly, honour Me, as I live in My Son! Thus, everything that is to His glory is also to My glory!
But I would like to see man honouring his Father and Creator with a special devotion. The more you honour Me, the more you will honour My Son, since, according to My will, He became the Word Incarnate and came among you to make known to you the One Who sent Him.
If you come to know Me, you will love Me and My beloved Son more than you do now. See how many of My creatures, who became My children through the mystery of the Redemption, are not in the pastures which I have prepared for all men through My Son. And how many others, and you know it, are still unaware of the existence of these pastures. And how many creatures of My Hands, whose existence I know of but of which you are ignorant, do not even know the Hand Which shaped them!
Oh, how I would like to let you know what an almighty Father I am for you and would also be for those creatures, through My benefits! I would like their lives to be made sweeter through My law. I would like you to go to them in My name and speak to them of Me. Yes, tell them that they have a Father who, having created them, wants to give them the treasures He possesses. Above all, tell them that I think of them, I love them and want to give them eternal happiness. Oh, I promise you, men's conversion will come sooner.
Believe Me, if you had begun to honour Me with a special devotion from the times of the early Church, after twenty centuries few men would remain living in idolatry, in paganism and in so many false and evil sects, in which man is running blindly towards the abyss of eternal fire! And see how much work remains to be done!

My hour has come! I must be known, loved and honoured by men, so that, having created them, I can be their Father, then their Saviour and finally the object of their eternal delight.

Until now I have talked about things that you already knew. I wished to remind you of them so that you would be more and more convinced that I am a very good Father, not a fearsome one, as you believe; and also that I am the Father of all those living now and of those whom I shall create until the end of the world.
Know, also, that I wish to be known, loved and, above all, honoured. May everyone recognize My infinite goodness towards all men, and especially towards sinners, the sick, the dying, and all those who suffer. Let them know that I want only one thing: to love them all, to give them MY grace, to forgive them when they repent and, most of all, to judge them not with My justice but with My mercy, so that all may be saved and numbered among My elect.
To conclude this brief account, I make you a promise which will have an eternal effect. It is this: call Me by the name of Father, with confidence and love, and you will receive everything from this Father, with love and mercy.
I wish My son, your spiritual father, to be able to work for My glory and to set down, sentence by sentence, what I have dictated to you, so that men may find it pleasing and easy to read an account of what I wish them to know, without any additions.
Day by day I will talk to you about My wishes for men, about My joys, My sorrows, and most of all, I will show men My infinite goodness and My tender and compassionate love.
I would also like your superiors to allow you to spend your free time with Me, so that you can console Me and love Me for half an hour each day. You will thereby ensure that men's hearts, My children's hearts, are well disposed to work for the spread of this devotion which I have just revealed to you, so that you may achieve great confidence in this Father who wants to be loved by His children.
So as to permit this work to be extended among all nations as quickly as possible, without allowing those entrusted with its propagation to commit the slightest imprudent act, I ask you to spend your days in a spirit of recollection. You will be happy not to talk much to others. In your heart, even when you are among them, you will talk to Me and listen to Me. 
This is what I want you to do also: when sometimes I talk to you, you will write My confidences in a special little diary. But through it I intend to talk to everyone: I live with them more intimately than a mother with her children.
Since man's creation, I have never for one moment stopped living beside him. As his Creator and Father, I feel the need to love him. It is not that I need him, but My love, as Father and Creator, makes Me feel this need to love man. Thus I live close to man, I follow him everywhere, I help him in all things, I supply everything.
I can see his needs, his toils, all his desires, and My greatest happiness lies in helping him and saving him.
Men believe Me to be a terrifying God Who is going to cast all mankind into hell. What a great surprise it will be when, at the end of time, they see so many souls they believed lost, enjoying eternal bliss among the elect!
I wish all My creatures to be convinced that there is a Father Who watches over them and Who would like them to enjoy, on earth, a foretaste of eternal happiness.
A mother never forgets the little creature she has brought into the world. Is it not even more wonderful that I remember all MY creatures?
So if a mother loves the little being I gave her, I love him more than she does, because I created him. Even if it happens that a mother loves her child less because of some defect, I, on the contrary, will love him still more. She may later on forget him or think of him rarely, especially when because of his age he is no longer in her care, but I will never forget him. I will always love him, and even if he no longer remembers Me, His Father and Creator, I will still remember him and love him.
I have already told you that I want you to enjoy eternal happiness even here, on earth, but you still have not understood the real meaning of what I said. It is this.
If you love Me and call Me by the sweet name of Father, you will begin to live, here and now, in the love and the trust which will make you happy in eternity and which you will sing in heaven in the company of the elect. Is this not a foretaste of the happiness of heaven, which will last for ever?
I therefore desire man to remember often that I am right there, where he is, that he could not live if I were not with him, living just as he is. In spite of his unbelief, I always remain close to him.
Oh, how I wish to see this plan of mine realized! Until now man has never thought of giving God, his Father, the pleasure I am about to speak of. I would like to see great trust established between man and his heavenly Father, a true spirit of familiarity and delicacy at the same time, so as not to take advantage of My great goodness.

I know your needs, your desires, and everything in your hearts. But how happy and grateful I would be if I saw you coming to Me and confiding in Me your needs, like a son who has total trust in his father. How could I refuse you the smallest or biggest thing if you asked Me? Even if you do not see Me, do you not feel Me very close to you in the things that happen to you and around you? How you will he rewarded, one day, for having believed in Me, even without having seen Me!
Even now that I am here, in person, among you all, talking to you, repeating ceaselessly, in every way, that I love you and want to be known, loved and honoured with a special devotion, you cannot see Me, apart from a single person, the one to whom I am dictating this message! Only one among all of humanity! Yet I am talking to you, and in her whom I see and to whom I am talking I see you all and am speaking to each and every one of you, and I love you as if you could see Me!
I want men to be able to know Me and to feel that I am close to each one of them. Remember, 0 men, that I wish to be the hope of humanity. Am I not already? Man would be lost if I were not his hope. But it is necessary for Me to be recognized as such, so that peace, confidence and love may enter men's hearts and put them in contact with their Father in heaven and on earth!
Do not think of Me as that frightening old man whom men depict in their pictures and books!.No, no, I am neither younger nor older than MY Son and My Holy Spirit. Because of this I would like everybody, from the youngest to the oldest, to call Me by the familiar name of Father and Friend. For I am always with you, I am making Myself similar to you so as to make you similar to Me. How great would be My joy to see parents teaching their children to address Me often by the name of Father, as indeed I am! How I would like to see infused into these young souls a trust and a filial love for Me! I have done everything for you; will you not do this for Me?
I would like to make My home in every family, as in My domain, so that all can say with absolute assurance: "We have a Father Who is infinitely good, infinitely rich and greatly merciful. He thinks about us and is close to us. He looks after us, supports us. He will give us everything we need if we ask Him. All his riches are ours, we will have everything we need." I am there precisely in order that you should ask Me for what you need. "Ask and you will receive." In My fatherly goodness I will give you everything, provided that all regard Me as a true Father, living among His family, as I indeed do.
I also desire that every family prominently display the picture I will later show to My "little daughter". I wish every family to be able to place itself under My special protection in this way, so that they can honour Me more easily. There, every day, the family will share with Me its needs, its work, its sorrows, its sufferings, its desires, and also its joys, because a Father must know everything that concerns His children. I do know it of course, because I am there, but I love simplicity. I know how to adapt Myself to your condition. I make Myself little with the little ones, I make Myself an adult with adults, and the same with the elderly, so that all may comprehend what I wish to tell them for their sanctification and My glory.
Do you not have the proof of what I am saying in My Son, Who made Himself small and weak like you? Do you not still have it now, seeing Me talking to you here? And have I not chosen a poor creature, like you yourselves, so that I can talk to you and make you understand what I wish to tell you? And now, am I not making Myself like you?
See, I have laid My crown at My Feet and held the world to My Heart. I have left My glory in heaven and come here, becoming all things to all men, becoming poor with the poor and rich with the rich. I want to protect the young people as a tender Father. There is so much evil in the world! These poor, inexperienced souls are letting themselves be seduced by the attraction of vice which, little by little, leads to total ruin. You who especially need someone to take care of you in life, so that you can avoid evil, come to Me! I am the Father Who loves you more than any other creature will ever be able to do! Take refuge close, very close to Me, confide in Me your thoughts and your desires. I will love you tenderly. I will give you graces for the present and bless your future. You can be sure I will not forget you after fifteen or twenty-five or thirty years, having created you. Come! I see that you greatly need a sweet and infinitely good Father like Me.
Without going into many other relevant matters which I can speak about later on, I wish to talk now particularly to those souls whom I have chosen, priests and religious, to you, dear children of My love. I have great plans for you!


TO THE POPE

I turn to you, My beloved son, My Vicar, before all others, to place this work in your hands. It should rank first among all your tasks and, because of the fear inspired in men by the devil, it will be accomplished only at this time. Oh, how I would like you to know the range of this enterprise, its greatness, its breadth, its depth, its height. I would like you to understand the immense wishes that I have for mankind, now and in the future!
If only you knew how much I desire to be known, loved and honoured by men with a special devotion! I have had this desire for all eternity and since the creation of the first man. I have expressed this desire to men at various times, especially in the Old Testament. But man has never understood it. Now this desire makes Me forget all the past, if only it can become a reality now, in My creatures all over the world.
I am stooping down to the poorest of My creatures to talk to her, and through her, to all men, even though she cannot realize the grandeur of the work I wish to accomplish among them.
I cannot talk of theology with her, I would be sure to fail, for she would not understand Me. I am doing this in order to realize My plan through simplicity and innocence. But now it is your turn to examine this work and bring it to a speedy fulfilment.
To be known, loved and honoured with a special devotion, I do not ask for anything extraordinary.
I desire only this:
1. I desire that one day, or at least a Sunday, be dedicated to honouring Me in a special way under the title of Father of all Mankind.
For this feast, I would like a special Mass and Office. It is not difficult to find the texts in the Holy Scriptures.
If you prefer to offer Me this special devotion on a Sunday, I choose the first Sunday of August. If you prefer a weekday, I would like it to be always the seventh day of that same month.
2. I desire that all the clergy should undertake to promote this devotion and, most of all, to make Me known to men as I am and as I will always be for them, that is to say, the most tender and the most lovable of all fathers.
3. I desire them to bring Me into all families, hospitals, laboratories, workshops, barracks, conference halls of the ministers of nations - in short, wherever My creatures are, even if there were only one of them!
I desire that the tangible sign of My invisible presence be a picture to show that I am really present. Thus, all men will carry out all their actions under their Father's gaze and I Myself will have before Me the creature that I have not only created but adopted. In this way, My children will be, as it were, under their tender Father's gaze. Even now I am everywhere, certainly, but I would like to be represented in a tangible way!
4. I desire that during the year the clergy and the faithful should perform some acts of piety in My honour, without detriment to their usual occupations.
Let My priests go fearlessly everywhere, among all nations, to bring the flame of My fatherly love to men. Then souls will be enlightened and conquered, not only among unbelievers, but in all those sects which are not of the true Church.
Yes, I want these men also, who are My children, to see this flame shining before them, to know the truth, to embrace it and to put all the Christian virtues into practice.
5. I would like to be honoured in a very special way in seminaries, in novitiates, in schools and homes for the elderly. May everyone, from the youngest to the oldest, be able to know and love Me as their Father, Creator and Saviour.
6. Let priests set about seeking in the Holy Scriptures what I said in former times and what has remained unknown up to now concerning the worship I wish to receive from men. May they work to make My desires and My will known to all men, specifying what I wish to say to people in general and to priests, monks and nuns in particular. Those souls are the ones I choose, more than others in the world, to pay Me great homage.
Of course, it will take time to realize completely these desires that I have for mankind and which I have revealed to you! But one day, through the prayers and sacrifices of generous souls who will give themselves for this work of My love, yes, one day I will be satisfied. I will bless you, My beloved son, and I will reward you a hundredfold for all that you will do for My glory.

TO THE BISHOP

I also want to say a word to you, My son Alexander, so that My desires may be realized in the world.
You must join with the father confessor of this "little plant" of My Son Jesus, in promoting this work, that is, the special devotion I expect from men. To you, My sons, I entrust this work and its future, which is so important.
Talk, persist, make My words known, so that I may be known, loved and honoured by all My creatures. If you do this, you will have done what I expect of you, that is, My will, and you will have fulfilled the wishes that I have so long cherished in silence.

For everything that you do for My glory, I will do twice as much for your salvation and sanctification. In the end, in heaven, and only in heaven, you will see the great reward that I will give you in a very special way, together with all those who have worked to this end.
I created man for Myself and it is right that I should be ALL for him. Man will not enjoy true happiness except with his Father and Creator, because his heart is made for Me alone.
For My part, My love for My creatures is so great that I have no greater joy than that of being among them.
My glory in heaven is infinitely great, but My glory is still greater when I am among My children, men all over the world. Your heaven, My creatures, is in paradise, together with My chosen ones, because it is there that you will contemplate Me in an everlasting vision and will enjoy eternal glory. My heaven is on earth with you all, 0 men! Yes, it is on earth and in your souls that I look for My happiness and My joy. You can provide Me with this joy and it is also your duty towards your Creator and Father, Who desires and expects this of you.
The joy I feel in being with you is no less great than that which I felt when I was with My Son Jesus during His mortal life. My Son - it was I Who sent Him. He was conceived by My Holy Spirit, Who I Myself am; in a word, I was always I.
Loving you as I loved My Son, Who am I Myself, I say to you, My creatures, as I said to Him: you are My beloved children and in you I am well pleased. Because of this I rejoice in your company and I desire to stay with you. My presence among you is like the sun on the earth. If you are well disposed to receive Me, I will come very close to you, enter into you, light you up and warm you with My infinite love.
As for you, souls in a state of sin, or who are ignorant of religious truth, I will not be able to enter you; however, I will be close to you, because I never stop calling you, inviting you to desire to receive the benefits I bring you, so that you may see the light and be healed of sin.
Sometimes I look at you and feel compassion for your unhappy state. I sometimes look at you with love, to dispose you to yield to the charms of grace. I spend days, sometimes years, close to some souls to be able to ensure their eternal happiness. They do not know that I am there waiting for them, calling them every moment of the day. However, I never become weary and I still feel joy in remaining close to you, always hoping that you will return to your Father some day and that you will at least offer Me some act of love before you die.
I will give you an example of a soul who is facing sudden death; this soul has always been for me like the Prodigal Son. (Note by Mother Eugenia: "I saw this example as fact, exactly as our Father dictates it and I write it".)
I lavished benefits on this soul, but he wasted all these benefits, all these gifts that his most loving Father provided for him. More than this, he offended Me gravely. I waited for him, I followed him everywhere, I gave him more favours: health and wealth, that I caused to result from his work, to the point of superfluity. At times My providence granted him further gifts. He therefore had plenty of everything, but he saw it all in the sad light of his vices, and his whole life was a fabric of errors because of habitual mortal sin. But My love never tired. I followed him all the same. I loved him and, most of all, in spite of his rebuffs, I was happy to live patiently close to him, in the hope that maybe one day he would respond to My love and return to Me, His Father and Saviour.
At last his final day is approaching: I have sent him an illness in order to make him come to his senses and return to Me, his Father. Time passes and My poor son - he is 74 - is at his last hour. I am still there, as always: I talk to him with even more kindness than usual. I persevere, I call My chosen ones and ask them to pray for him, so that he may ask for the forgiveness I am offering him... And now, before breathing his last, he opens his eyes, admits his errors and understands how far he has strayed from the true path that leads to Me. He recovers his senses and in a weak voice, which none of those around him can hear, he says: "My God, I can now see how great Your love for me has been and I have offended You continually with such a bad life. I never thought about You, my Father and Saviour. Now You see everything and I beg forgiveness for all this evil which You see in me and which I now discern in my confusion. I love You, my Father and my Saviour!"
He died at that very moment and now here he is, before Me. I judge him with a paternal love: he called Me Father and he is saved. He will spend a period of time in the place of expiation, and after this he will be happy for all eternity. Having taken pleasure during his life in the hope of saving him when he repented, I now rejoice even more, together with My celestial court, at having realized My desire to be his Father for ever.
As for the souls who live in justice and sanctifying grace, I show My happiness by living in them. I give them Myself. I transmit to them the use of My power and through My love they find a foretaste of heaven in Me, their Father and their Saviour!"
Thus ends the first part of the Message.

 

The Father's message part II

The second part begins on 12 August 1932 . One day the devil took it and slashed its cover with a pair of scissors.

I have just opened up a fountain of living water which will never dry up from now until the end of time. I am coming to you, My creatures, to open My paternal Breast, filled with love for you, My children. I want you to be witnesses of My infinite and merciful love. It is not enough for Me to have shown you My love; I also want to open up My Heart to you, whence a refreshing spring will issue and where all men will quench their thirst. They will then experience joys they have never known until now through being so weighed down by the exaggerated fear they had of Me, their tender Fatter
Since the time when I promised men a Saviour, I have let this spring gush forth. (Mother Eugenia's note: "I have been able to see this spring every day since He first talked about it.") I made it pass through My Son's Heart to reach you. But My immense love for you makes Me do even more, opening My Breast from Which this water of salvation will gush for My children, and I permit them to draw freely whatever they need for time and for eternity.
If you wish to test the power of this spring about which I am talking, first learn to know Me better and to love Me to the extent that I desire, that is, not only as a Father, but as your Friend and Confidant.

Why are you so surprised by what I am saying? Did I not create you in My image? I did this so that you should find nothing strange when you talk on familiar terms with your Father, your Creator and your God. For you have become the children of My fatherly and divine love through My merciful goodness.
My Son Jesus is in Me and I am in Him, in our interchanging love which is the Holy Spirit, Who keeps us united in this bond of love so as to make us ONE.
My Son is the vessel of this fountain, that men may go and draw from His Heart, Which is always full to overflowing with the water of salvation! But you have to assure yourselves of the existence of this fountain which My Son opens up for you, so that you can convince yourselves that it is fresh and pleasing! So come to Me through My Son and, once you are close to Me, confide your desires to Me. I will show you this fountain, making Myself known to you as I really am. When you know Me, your thirst will be quenched, you will be revived, your ills will be cured, your fears will vanish. Your joy will be great and your love will feel securer than it has ever been before.
But, you will say to Me, how can we come to You? Oh, come by the path of confidence, call Me your Father, love Me in spirit and truth, and this will be enough to make this refreshing and powerful water quench your thirst.
But if you really want this water to give you all you need to know and love Me, and if you feel cold and indifferent, call Me by the sweet name of Father and I will come to you. My spring will give you love, confidence and everything you need to be loved for ever by your Father and Creator.
As I desire most to be known by all of you, so that you can all enjoy, even here on earth, My goodness and My tenderness, make yourselves apostles to those who still do not know Me and I will bless your toil and efforts, preparing great glory for you with Me in eternity!
I am the ocean of charity, My children, and this is another proof of the paternal love I feel for all of you, without exception, regardless of your age, your status or your country. Nor do I exclude different societies, sects, believers, unbelievers, the indifferent. I enfold in this love all the rational creatures who make up humanity.
Here is the proof of this: I am the ocean of charity. I showed you the spring which pours from My Breast to quench your thirst, and now, in order to let you see My goodness towards everyone, I am going to show you the ocean of My universal charity, that you may dive into it blindly. Why? So that, diving into this ocean, souls rendered bitter by faults and sins may lose that bitterness in this bath of love. They will emerge from this ocean better, happy at having learned how to be good and charitable. If, because of ignorance or weakness, you yourselves happen to fall again into this state of bitterness, I shall still be an ocean of charity, ready to receive this bitter drop, transform it into charity and goodness and make you holy as I, your Father, am.
MY children, do you want to live your life on earth peacefully and joyfully? Come and cast yourselves into this immense ocean and remain in it for ever. As you work and live your normal life, this life will be sanctified through charity.
As for My children who do not follow the truth, I wish all the more to enfold them in My fatherly predilection, so that they may open their eyes to the light which now shines more clearly than ever.

This is the time of graces, foreseen and awaited since the beginning of time! I am here personally to talk to you. I come as the most tender and loving of fathers. I stoop down, forgetful of Myself, to raise you up to Me and ensure your salvation. All of you who are now living and you, too, who are in the void, but who will live century after century until the end of the world, remember that you are not alone: a Father thinks of you and offers you a share in the unfathomable privileges of His love. Approach the spring which will gush for ever from MY fatherly Breast. Taste the sweetness of this health-giving water, and when you have felt all its delicious power in your souls satisfying all your needs, come and cast yourselves into the ocean of My charity, so as to live only in Me, to die to yourselves and to live eternally in Me.

(Mother Eugenia's note: "Our Father told me in an intimate dialogue: 'The spring is the symbol of My knowledge; the ocean is that of My charity and of your trust. When you wish to drink from this spring, study Me in order to know Me and, when you know Me, dive into the ocean of My charity, trusting in Me with a confidence so deep as to transform yourselves: this I shall be unable to resist. I shall then forgive your errors and lavish the greatest favours upon you.' ")

I am among you. Happy are those who believe this truth and who take advantage of this time about which the Scriptures have spoken thus: "There will come a time when God must be honoured and loved by men as He desires."
The Scriptures then go on to ask: "Why?" and answer: "Because He alone is worthy of honour, love and praise for ever!"

Moses received from Me as the first of the ten commandments, this command to be communicated to men: "Love and worship God!"
Those who are already Christians may say: "We have loved you since we were born or since our conversion, as we often say in the Lord's Prayer: 'Our Father, Who art in heaven!... Yes, My children, it is true, you do love Me and honour Me when you say the first part of the 'Our Father', but continue with the other requests and you will see:
"Hallowed be Thy name!" Is My name being blessed?
Continue:
"Thy kingdom come!" Has My kingdom come?
You honour very fervently the Kingship of My Son Jesus, it is true, and in Him you are honouring Me! But will you deny your Father this great glory of proclaiming Him 'King', or at least, of letting Me reign until all men can know and love Me?
I desire you to celebrate this feast of the Kingship of My Son in reparation for the insults He received before Pilate and from the soldiers who scourged His holy and innocent humanity. I ask you not to suspend this feast, but, on the contrary, to celebrate it enthusiastically and fervently; but in order that everyone may really know this King, they must know His kingdom as well. Now, to achieve this dual knowledge perfectly, it is also necessary to know the Father of this King, the Maker of this kingdom.
Truly, My children, the Church - this society I entrusted My Son to found - will complete its work by honouring Him Who is its Author: your Father and Creator.

Some of you, My children, may reply: "The Church has grown continuously. Christians are more and more numerous: this is sufficient proof that our Church is complete!" Know, My children, that your Father has always kept watch over the Church since its birth and that, along with My Son and the Holy Spirit, I wanted it to be infallible through My Vicar, the Holy Father. However, is it not true that if Christians knew Me as I am, the tender and merciful, good and liberal Father, they would practise this holy religion more fervently and sincerely?
My children, is it not perhaps true that, if you knew you had a Father Who thinks of you and loves you infinitely, you would in your turn make an effort to be more faithful to your Christian duties, as well as to your duties as citizens, to be just and to render justice to God and to men?
Is it not true that, if you knew this Father Who loves you all without distinction and Who, without distinction, calls you all by the sweet name of children, you would love Me as affectionate children, and that this love, under My impulse, would become an active love, extending itself to the rest of humanity who still do not know this Christian society and who know even less Him Who created them and is their Father?
If somebody went and talked to these souls, abandoned to their superstitions, or to so many others who call Me God because they know I exist but not that I am close to them; if somebody said to them that their Maker is their Father as well, and that He thinks of them and is concerned with them, that He surrounds them with intimate affection in their sorrows and dejection, this would obtain the conversion of the most stubborn ones, and these conversions would be more numerous and firm, that is, more persevering. 

Some of you, examining this work of love I am carrying out among men, will find cause for criticism and will say: "But don't the missionaries, after arriving in those distant countries, talk to the non-believers about God, His goodness and His mercy? What more could they say about God, since they speak of Him all the time?"
The missionaries have spoken and still speak of God as far as they know Him, but I assure you, you do not know Me as I am, because I am coming to proclaim Myself the Father of all and the most tender of fathers, in order to transform your love, which has become distorted by fear.
I come to make Myself similar to My creatures, to correct the idea you have of a terrifyingly just God, as I see men spending their whole lives without confiding in their only Father, Whose only wish is to make their earthly life easier and then give them a divine life, in heaven.
This is a proof that souls do not know Me any more than you do, not having overcome the idea you have about Me. But now I am giving you this light. Remain in the light and bring it to everybody, and it will be a powerful means both to obtain conversions and to shut, if possible, the gates of hell, for I now repeat My promise, which will last for ever:

ALL THOSE WHO CALL ME BY THE NAME OF FATHER, EVEN IF ONLY ONCE, WILL NOT PERISH, BUT WILL BE SURE OF THEIR ETERNAL LIFE AMONG THE CHOSEN ONES.

And to you who will work for My glory and commit yourselves to making Me known, honoured and loved, I give the assurance that your reward will be great, because I will count everything, even the smallest effort you make, and I will reward you a hundredfold in eternity.

As I have told you, it is necessary to bring to fulfilment in the holy Church the devotion which honours in a very special way this society's Author, the One Who came to found it, and the One Who is its soul, God in three Persons: Father, Son and Holy Spirit.
Until the three Persons are honoured by a special devotion in the Church and the whole of mankind, there will be something lacking in this society. I have already made some souls aware of this lack, but most of them, too timid, have not responded to My call. Others have had the courage to speak about it to the appropriate people, but, in the face of their failure, they have not persisted.
Now My hour has come. I Myself am coming to make men, My children, know what, until today, they have not understood completely. I Myself am coming to bring the flame of the law of love so that, by this means, the enormous layer of ice that surrounds mankind can be melted and destroyed.
Oh, beloved humanity, oh, men who are My children, set yourselves free from the bonds in which the devil has chained you until now, inspiring in you fear of a Father Who is pure love! Come, come closer to Me, you have every right to approach your Father; open up your hearts, pray to My Son that He may help you to know even better My goodness towards you.
You who are prisoners of superstition and the laws of the devil, leave this tyrannical slavery and come to the truth of truths. Recognize the One Who made you and is your Father. Do not try to claim your rights, paying worship and homage to those who have led you to spend your life uselessly until now, but come to Me, I am waiting for you all because you are all My children.
And you who are in the true light, tell them how sweet it is to live in the truth! Say also to those Christians, to those dear creatures, My children, how sweet it is to think that there is a Father Who sees everything, knows everything, provides for everything, Who is infinitely good, Who forgives easily and Who punishes only reluctantly and slowly. Tell them to come to Me: I will help them, I will lighten their burden and sweeten their hard life. I will inebriate them with My fatherly love, to make them happy in time and eternity.
And you, My children, who have lost the faith and live in the darkness, raise your eyes, you will see shining rays coming to illuminate you. I am the sun that shines, warms and re-warms. Look, and recognize that I am your Creator, your Father, your one and only God. It is because I love you that I come to make you love Me, so that you may all be saved.
I am speaking to all men, the world over, making this appeal of My fatherly love ring out, this infinite love that I want you to know is a permanent reality.
Love, love, love always, but also show others how to love the Father, so that from today on I will be able to show you all the Father Who loves you so passionately.
And you, My beloved sons, priests and monks, I exhort you to make known this fatherly love that I have for men, and for you in particular. You must work so that My will may be accomplished in all men and in you. It is that I should be known, honoured and loved. Do not leave My love inactive for a long time, because I am thirsty in My desire to be loved!
This century is privileged above all others. Do not let this privilege pass, for fear that it might be withdrawn! Souls need a certain divine touch, and time presses; do not be afraid of anything, I am your Father; I will help you in your efforts and your work. I will sustain you always and make you enjoy, already here below, peace and joy of soul, making your ministry and your zealous works bear fruit. This is an inestimable gift, since the soul which is peaceful and joyful already has a foretaste of heaven while awaiting its eternal reward.
I communicated to My Vicar, the Supreme Pontiff, My Representative on earth, a very special predilection for the missionary apostolate in distant countries and, most of all, a great zeal to spread throughout the world the devotion to the Sacred Heart of My Son Jesus. Now I am entrusting him with the work that this same Jesus came on earth to accomplish: to glorify Me by making Me known as I am, just as I am telling all men, My creatures and children.

If men could penetrate the Heart of Jesus in all Its desires and Its glory, they would realize that Its most ardent desire is to glorify the Father, the One Who sent Him, and, most of all, not to let His glory be diminished as it has been until now. He desires the complete glory that men can and must give Me, as their Father and Maker, and still more as the Author of their Redemption!
I am asking of man what he is able to give Me: his confidence, his love and his gratitude. It is not because I need My creature and his adoration that I desire to be known, honoured and loved; the only reason why I am stooping down to him is to save him and give him a share in My glory. Further, in My goodness and My love I realize that the beings I have drawn from nothing and adopted as My true children are falling in great numbers into eternal unhappiness with the devils. They are thus failing to fulfil the purpose of their creation and are losing their time and their eternity!
If there is something that I desire, above all now, it is simply to see more fervour on the part of the just, a smooth path for the conversion of sinners, sincere and persevering conversion, and the return of the prodigal sons to their Father's house. I am referring in particular to the Jews and to all others who are My creatures and children, such as the schismatics, the heretics, the freemasons, the poor infidels, the sacrilegious, and the various secret sects. I want this whole world to know that there is a God and a Creator. This God, Who will address their ignorance twice over, is unknown to them; they do not know that I am their Father.
Believe Me, you who are listening to Me as you read these words: if all men who are far from our Catholic Church heard people talking about this Father Who loves them, Who is their Creator and their God, about this Father Who desires to give them eternal life, then many of these men, even the most obstinate ones, would come to this Father of Whom you had spoken to them.
If you cannot go to them and talk to them directly, look for other means: thousands of direct and indirect ways. Put them into effect with the true spirit of disciples and with great fervour. I promise you that your efforts will soon be crowned with success by a special grace. Make yourselves apostles of My fatherly goodness and, because of the zeal I will give you all, you will be strong and powerful in your work among souls.
I will always be close to you and in you: if there are two of you talking, I will be with you; if there are more, I will be among you; thus you will say what I inspire you to say and I will put your listeners in the right frame of mind to hear you. In this way, men will be conquered by love and saved for all eternity.
With regard to the means of honouring Me as I desire, all I ask of you is great confidence. Do not think I want austerities or mortifications; I do not want you to walk barefoot or to lay your faces in the dust, or to cover yourselves with ashes. No, no! My dearest wish is that you behave as My children, simply and trusting in Me!
With you I will become everything for everyone, the most tender and loving Father. I will be on intimate terms with you, giving Myself to you all, making Myself small so as to make you great for eternity.
Most of the unbelievers, the impious and various communities remain in their iniquity and unbelief because they think that I am asking the impossible of them, that they have to submit to My commands like slaves of a tyrannical lord, whose power and pride keep him distant from his subjects, to oblige them to show Him respect and devotion. No, no, My children! I know how to make Myself small, far smaller than you can imagine.
However, what I do require is the faithful observance of the commandments I gave the Church, so that you will be rational creatures and will not be like animals because of your lack of discipline and your evil inclinations, so that you will preserve the treasure which is the soul I gave you, clothed in the fullness of its divine beauty!
Then, according to My desire, do what I have already instructed you to do: honour Me with a special devotion. May this make you know My will to give you many benefits and to let you share in large measure in My power and My glory, simply in order to make you happy and save you, and to show My sole desire: to love you and be loved in return by you.
If you love Me as faithful children, you will also have loving and obedient respect for My Church and My representatives. Not a respect such as you show now, which keeps you distant from Me because you are afraid of Me. This false respect that you have now is an injustice to justice, it is a wound you cause to the most sensitive part of My Heart; you are forgetting, scorning, My fatherly love for you.
What most grieved Me about My people, Israel , and what most afflicts Me still about present-day humanity, is this ill-conceived respect you have of Me. Man's enemy has, in fact, used it to lead him to fall into idolatry and schisms. He is still using it and will continue to use it against you to keep you distant from the truth, from My Church and from Me. Oh, do not allow yourselves to be led any longer by the enemy; believe in the truth that is being revealed to you and walk in the light of this truth.
You, My children, who are outside the Catholic Church, should realize that you are not excluded from My fatherly love. I am making this tender appeal to you because you too are My children. If you have lived up to now in the devil's snares, acknowledge that he has cheated you. Come to Me, your Father, and I will receive you with joy and love!
And you, who only know the religion in which you have grown up, and that religion is not the true one, open your eyes. Here is your Father, He Who created you and Who wants to save you. I come to you to bring you the truth and salvation. I can see that you do not know Me and do not realize that all I want is for you to know Me as your Father, Creator and Saviour. It is because of this ignorance that you cannot love Me. Understand, there- fore, that I am not as far from you as you think.
How could I leave you alone after having created you and adopted you through My love? I follow you everywhere, I protect you always, so that everything may become a confirmation of My great liberality towards you, in spite of your forgetfulness about My infinite goodness. This forgetfulness makes you say: "Nature provides us with everything, it makes us live and die." This is the time of grace and light. Recognize, then, that I am the only true God!
In order to give you real happiness in this life and in the next, I want you to do what I am suggesting to you in this light. The time is propitious, do not lose this love which is being offered to your hearts so tangibly. I ask everyone to take part in the Holy Mass according to the liturgy; this pleases Me greatly! Later on I will suggest some short prayers to you, but I do not want to overburden you! The most important thing will be to honour Me as I told you, by establishing a feast in My honour and serving Me with the simplicity of true children of your God, Father, Creator and Saviour of the human race.
Here is another proof of My fatherly love for men. My children, I will not speak to you about the whole greatness of My infinite love, because you have only to open the holy books, to look at the crucifix, the tabernacle and the Blessed Sacrament, to realize the extent to which I have loved you!
Nevertheless, in order to show you that you need to satisfy My will for you and to make Me better known and loved, I wish, before ending these words, which only set out the basis of My work of love among men, to point out to you some of the innumerable proofs of My love for you!
As long as man does not live in the truth, he cannot taste real freedom. You, My children, think you have joy and peace, you who are outside the true law, for obedience to which I created you. But deep in your hearts you feel that you have neither true peace nor true joy and that you do not enjoy the true freedom of the One Who created you and is your God and Father!
But you, who abide in the true law, or rather, who have promised to follow the law that I gave you to ensure your salvation, have let vice lead you into evil. You have strayed from the law by behaving badly. Do you think you are happy? No. You feel that your hearts are not at ease. Do you suppose that, looking for pleasure and other human joys, your hearts will finally be satisfied? No. Let Me tell you, you will never feel truly free nor truly happy until you recognize Me as your Father and submit to My yoke, to be true children of God, your Father.
Why? Because I created you for a single purpose, to know Me, love Me and serve Me, as a simple and trusting child serves its father!
Once, in the Old Testament, men behaved like animals, they did not preserve any sign of their dignity as children of God, their Father. So to make them realize that I wanted to raise them to the great dignity of God's children, I sometimes had to show Myself as dreadfully severe. Later, when I saw some of them were endowed with sufficient reason to understand, eventually, that it was necessary to distance themselves from the animals, I then began to lavish benefits on them, to give them victory over those who were still unable to recognize and preserve their own dignity.
And as they were increasing in number, I sent My Son to them. He was adorned with all the divine perfections because He was the Son of a perfect God. It was He Who showed them the ways to perfection. Through Him I adopted you in My infinite love, as real children. Since then I have never called you simply "creatures", but children".
I clothed you in the true spirit of the new law which not only distinguishes you from animals, like the men of the old law, but raises you above those men of the Old Testament. I raised you all to the dignity of children of God. Yes, you are My children and you must tell Me that I am your Father. But trust in Me as children do, because without this trust you will never be truly free.
Everything I am saying to you is intended to make you realize that I come to carry out this work of love, to give you powerful help to cast off the tyrannical slavery which imprisons your souls, and to let you enjoy real freedom, whence real happiness comes. Compared with this freedom, all earthly joys are as nothing. Raise yourselves to the dignity of children of God and learn how to respect your own greatness. I will then be your Father more than ever, the most lovable and merciful of fathers.
I have come to bring peace with this work of love. I will let a ray of peace fall upon anyone who honours Me and trusts in Me, so that he will be relieved in all his troubles, all his worries, sufferings and afflictions, especially if he calls Me and loves Me as his Father. If families honour Me and love Me as their Father, I will give them My peace together with My providence. If workers,businessmen and artisans invoke and honour Me, I will give them My peace and My strength, I will show Myself to be the good and merciful Father. If each Christian community invokes and honours Me, I will give it My peace, I will show Myself to be a most loving Father, and through My power I will ensure the eternal salvation of souls.
If all mankind invokes and honours Me, I will bring down upon it the spirit of peace like a benevolent dew.
If all nations, as such, invoke and honour Me, there will be no more discord, nor wars, because I am the God of peace and where I am, there no war can be.
Do you wish to gain victory over your enemy? Call upon Me and you will triumph over him.
Finally, you know that I can do everything because of My power. Well, I am offering this power to all of you, to use now and for eternity. I will always show Myself to be your Father, provided that you show yourselves to be My children.
What do I desire to achieve with this work of love, if not to find hearts able to understand Me?
I am the holiness of which I possess the perfect and full expression; I offer you this holiness, of which I am the Author, through My Holy Spirit, and I instill it in your souls through My Son's merits. It is through My Son and the Holy Spirit that I am coming to you and into you, and it is in you that I seek My repose.
To some souls, the words "I am coming into you" will seem a mystery, but it is not a mystery! Because, having instructed My Son to institute the Holy Eucharist, I intended to come to you every time you receive the Sacred Host!
Of course, nothing prevented Me from coming to you even before the eucharist, as nothing is impossible to Me! But receiving this Sacrament is an action that is easy to understand and it shows how I come to you!
When I am in you, I can more easily give you what I possess, provided that you ask Me for it. Through this Sacrament you are intimately united with Me. It is in this intimacy that the outpouring of My love makes My holiness spread into your souls.
I fill you with My love, then you have only to ask Me for the virtues and perfection you need and you can be sure that in those moments when God is reposing in His creatures, nothing will be refused you.
Since you know My favourite place of rest, are you not going to offer Me it? I am your Father and your God; will you dare refuse Me this? Oh, do not let Me suffer because of your cruelty towards a Father Who is asking you for this one favour for Himself.
Before ending this message, I want to express a wish to numerous souls who are consecrated to My service. You, priests and religious, are those souls. You are dedicated to My service, whether in the contemplative life or in charitable and apostolic works. For My part, this is a privilege granted through My goodness; for your part, it is faithfulness to your vocation, together with your good will.
This is My desire: you who find it easier to understand what I expect of mankind, pray to Me, so that I will be able to accomplish My work of love in all souls. You know all the difficulties that have to be overcome to win a soul! Well, this is the effective means of helping you to bring a great number of them to Me: this means is that of making Me known, loved and honoured by men.
I want you to be the first ones to start doing this. What joy for Me to enter first the houses of priests and religious! What joy to find Myself, as Father, amid the children of My love! With you I will converse as with intimate friends! I will be for you the most discreet of confidants! I will be everything to you, I will satisfy all your needs! Most of all, I will be the Father Who receives your requests, Who lavishes His love, His benefits and His universal tenderness upon you.
Do not refuse Me this joy which I desire to enjoy with you! I will give it back to you a hundredfold and, since you will honour Me, I will honour you too, by preparing great glory for you in My kingdom!
I am the light of lights: where it penetrates there will be life, bread and happiness. This light will illumine the pilgrim, the sceptic, the ignorant. It will illumine you all; 0 men who live in this world of darkness and vice. If you did not have My light, you would fall into the abyss of eternal death!
Finally, this light will lighten the ways which lead to the true Catholic Church for its poor children who are still victims of superstition. I will show Myself as a Father to those who suffer most on earth, the poor lepers.
I will show Myself to be the Father of all those who are abandoned, the outcasts of every human society. I will show Myself as a Father to the afflicted, the sick, and above all, to those who are in agony. I will show Myself as a Father to all families, to orphans, widows, prisoners, workers and the young. I will show Myself as the Father of kings, the Father of their nations. You will all feel My goodness and My protection, you will all see My power!
        My fatherly and divine blessing on everyone. Amen!
        Especially to My Son and Representative. Amen!
        Especially to My son, the bishop. Amen!
        Especially to My son, your spiritual father. Amen!
        Especially to My daughters, your mothers. Amen!
        To all the congregation of My love. Amen!
        To all the Church and to all the clergy. Amen!
        A very special blessing to the Church in purgatory.
        Amen! Amen!  

 

Through Him, with Him and in Him”

 

 

 

God is my Father

 

My Father in Heaven, how sweet it is to know that You are my Father and that I am Your child!

 Especially when the skies of my soul are cloudy and my cross weighs more heavily, I feel the need to repeat to You:

Father, I believe in Your love for me!

 Yes, I believe that You are a Father to me at every moment of my life, and that I am Your child!

 I believe that You love me with an infinite love!

 I believe that You are watching over me night and day and that not a hair falis from my head without Your permissioii!

 I believe that, in Your infinite Wisdom, You know better than I what is good for me.

 I believe that, in Your infinite power, You can bring good even out of evil.

 I believe that, in Your infinite goodness, You make everything to the advantage of those who love You; even under the hands ofthose who strike me I kiss Your hand which heals!

 I believe, but increase in me faith, hope and love!

Teach me always to see Your love as my guide in every event ofmy life.

 Teach me to surrender myself to You like a baby in its mother’s arms.

 Father, You know everything, You see everything, you know me better than I know myself You can do everything, and You love me!

My Father, since it is Your wish that we should always turn to You, I come with confidence to ask You, together with Jesus and Mary... (here request the favour that you desire).

For this intention, and uniting myself to their Most Sacred Hearts, I offer You ali my prayers, my sacrifices and mortifica­tions, all my actions, and greater faithfulness to my duties (1).

Give me the Iight, the grace and the power of the Holy Spirit!

Strengthen me in this Spirit, that I may never lose Him, never sadden Him and never allow Him to become weaker in me.

 My Father, I ask this in the name of Jesus, Your Son! And You, Jesus, open Your Heart and piace in it my own, and, together with Mary’s, offer it to our divine Father! Obtain for me the grace that I need!

 Divine Father, cali all men to Yourself. Let all the world proclaim Your fatherly goodness and Your divine mercy!

 Be a tender Father to me and protect me wherever I am, iike the apple ofYour eye. Make me aiways a worthy son daughter; have mercy on me!

Divine Father, sweet hope of our souls, may You be known, honoured and loved by ali men!

Divine Father, infinite goodness poured out on all peoples, may You be known, honoured and loved by all men!

Divine Father, beneficent dew of humanity, may You be known, honoured and Ioved by all men!

 (Mother EUGENIA)

 Partial indulgence

+    GIRARD, Vicar Apostolic of Cairo 9 October 1935 +  JEAN, Cardinal VERDIER Archbishop of Paris 8 May 1936

 

(Ifthis prayer it to be recited as a novena, add: I promise to be more generous, especially during these fine days, in a given circumstance, to such and such a person....”)

 

...........................................................................................................................................................................

3

EL PADRE LE HABLA A SUS HIJOS

© EDIZIONI PATER

 EDIZIONI “I NIDI DI PREGHIERA”  Casella Postale 135 67100 L’AQUILA

Imprimatur: + Petrus Canisius van Lierde, Vie. Generalise Vic. Civit. Vaticanae, Roma, die 13 Martii 1989

 “En la cubierta del libro:  Fotografia auténtica del cuadro que Madre Eugénia  izo pintar después de las aparicíones.”

DIOS ES MI PADRE

 Dios es mi Padre. Este es el grito que hoy se hace siempre más frecuente en el mundo: los hombre reconocen a Dios como Padre. Sentimos por lo tanto el deber de publicar un mensaje de Dios Padre, donado al mundo por medio de una criatura que tanto Lo ha amado y Lo ama, Sor Eugenia Elisabetta Raya­sio, y reconocido válido por la Iglesia.

 ¿Quién es Madre Eugenia? ¿Quién es esta criatura que el Padre llamaba “mi hija predilecta... mi plantita?

 Pensamos que Madre Eugenia es una de las más grandes Luces de estos tiem­pos: es el pequeño profeta de una Iglesia nueva en la cuál el Padre está al cen­tro y en el vértice de cada fé, y la Unidad es el máximo ideal de toda espiri­tualidad. Es la luz que el Padre donó al mundo en este tiempo de caos y de ob­scuridad, para que se conozca el camino que hay que seguir.

 Nació en San Gervasio d’Adda, Italia (ahora se llama Capriate San Gerva­sio), un pequeño centro en la provincia de Bérgamo, el 4 de Septiembre de 1907, en una familia de origen campesina.

 Frecuentó solo la escuela primaria, y después de algunos años de trabajo en una fábrica entró, cuando tenía veinte años, en la Congregación de Nuestra Señora de los Apóstoles, en donde se desarrolló su gran personalidad cari­smática que la hizo elegir, a solo 25 años, Madre General de la misma Con­gregación.

 Prescindiendo de su dimensión de espíritu, para hacerla entrar en la Historia bastaría su acción en el campo social: en doce años de actividad misionera abrió más de setenta centros con enfermería, escuela e iglesia en los lugares más abandonados de Africa, Asia y Europa.

 Descubrió la primera medicina para curar la lepra, sacándola de la semilla de una planta tropical; medicina que fué después estudiada y elaborada por el Instituto Pasteur de París.

 Lanzó en el apostolado a Raoul Follereau, que siguiendole las huellas, y con la bases que ella puso es considerado el apostol de los leprosos.

Ideó, proyectó y realizó en Azopté (Costa de Marfil), durante los años 1934-41, la “Ciudad de los Leprosos”: un inmenso centro para juntar a estos enfer­mos que se extiende sobre una superficie de 200.000 metros cuadrados, y que

sta ahora queda como un centro de vanguardia en Africa y en el mundo. Por esta obra Francia le concedió a la Congregación de las monjas misioneras de Nuestra Señora de los Apóstoles de la cuál Madre Eugenia había sido Supe­riora General desde 1935 hasta 1947 la máxima condecoración nacional por obras de carácter social.

 Pero la cosa más importante que Madre Eugenia nos ha dejado ha sido el Mensaje del Padre (“El Padre le habla a Sus hijos”), la única revelación hecha personalmente por Dios Padre y reconocida auténtica por la Iglesia después de diez años de rigurosísimos exámenes. Publicamos al inicio del texto el testi­monio que SE. Mons. Alexandre Caillot, Obispo de Grenoble, extendió al fi­nal de la encuesta.

 Es digno de nota el hecho que el Padre en 1932 dictó el Mensaje a Madre Eugenia en latín, un idioma para ella totalmente desconocido.

 En 1981 conocimos tal mensaje y en 1982 50° aniversario lo publicamos en italiano.

 Los muchos prodigios que de eso han brotado nos han inducido a difundir­lo gratuitamente, especialmente en las cárceles, en los cuarteles y en los ho­spitales. Hemos cuidado la impresión en francés y en inglés; se están prepa­rando las ediciones en ruso, español y alemán.

 Madre Eugenia regresó al Padre el 10 de Agosto de 1990.

 onsideramos oportuno comenzar esta publicación con el testimonio de S.E. Mons. Alexandre Caillot, Obispo de Grenoble, quién en 1935 instituyó una co­misión de expertos, convocados en varias partes de Francia, para iniciar un proceso diocesano que duró diez años.

 Hicieron parte de la comisión, entre otros, el Vicario del Obispo de Greno­ble Mons. Guerry teólogo, los he rmanos jesuitas Alberto y Augusto Valencin, máximas autoridades en el campo filosófico y teológico, y expertos en valua­ciones de casos símiles y dos doctores en medicina, uno de los cuales era psi­quiatra.

 Seguros que tal Mensaje ayudará a los hombres a comprender la profunda ternura del Padre para cada uno de nosotros, esperamos que tenga la mayor difusión.

 P. Andrea D’Ascanio   ofm cap.

TESTIMONIO DE SU EXCELENCIA MONS. CAILLOT OBISPO DE GRENOBLE, DESPUES DEL INFORME REDACTADO DURANTE LA ENCUESTA CANONICA HECHA EN RELACION CON MADRE EUGENIA

 Han pasado diez años desde que, como Obispo de Grenoble, decidí la aper­tura de una encuesta sobre el caso de madre Eugenia. Poseo ahora elementos suficientes para llevar a la Iglesia mi testimonio de Obispo. La primera certi­dumbre que sale a la plena luz de la encuesta:

) Aquella de las virtudes sólidas de madre Eugenia.

 esde el inicio de su vida religiosa la monja llamaba la atención de sus su­perioras por su piedad, su obediencia y su humildad.

 Las superioras, turbadas por el carácter extraordinario de los hechos que se habían verificado durante el noviciado de la monja, estaban decididas a no te­nerla en el convento. Titubeaban y tuvieron que renunciar al proyecto ante la vida ejemplar de la religiosa.

 Durante la encuesta Sor Eugenia dió pruebas de gran paciencia y de una per­fecta docilidad, sometiéndose sin lamentarse a todos los exámenes médicos, respondiendo a los interrogatorios de las comisiones teológicas y médicas, que eran a menudo largos y penosos, y aceptando las contradicciones y las dificul­tades.

 Todos los inquisidores elogiaron sobretodo su simplicidad.

 Según el testimonio de los teólogos, varias circunstancias permitieron tam­bién de descubrir que la monja era capaz de practicar la virtud hasta el punto heróico, especialmente la obediencia en la encuesta del Rey. P. Auguste Va­lentin, en Junio de 1934, y la humildad en la dolorosa jornada del 20 de Di­ciembre de 1934.

 Puedo certificar que, en sus funciones de superiora general, la encontré muy dedicada a su deber, consagrándose a su tarea que, sin embargo, tenía que pa­recerle muy dificil dado que no estaba preparada con amor por las almas, la congregación y la Iglesia. Los que viven cerca de ella están impresionados, co­mo lo estoy también yo, por su fuerza de ánimo durante las dificultades.

No son solo las virtudes las que me impresionan, son las cualidades que la madre revela en el ejercicio de la autoridad y el hecho de que una religiosa po­co instruída logre ocupar la más alta función en su congregación. Ya en esto hay algo de extraordinario y, desde este punto de vista, la encuesta que hizo mi Vicario General Mons. Guerry, el día de la elección, es muy sugestiva. Las re­spuestas de las capitulares, todas superioras ó delegadas de las diversas mi­siones, demostraron que escogían a madre Eugenia como superiora general -a pesar de su joven edad y de los obstáculos canónicos que normalmente ha­brían dejado a parte la idea de su nombramiento por sus cualidades de juicio, de equilibrio, de energía y de firmeza. La realidad parece haber sobrepasado mucho más allá la esperanza que las electoras ponían en aquella que escogían.

 Lo que más he notado en ella es, ante todo, su inteligencia luminosa, vivaz y penetrante. He dicho que su instrucción había sido insuficiente, por razones que, por otro lado, fueron ajenas a su voluntad: la larga enfermedad de su ma­dre la obligó desde muy joven a tomar en sus manos el cuidado de la casa y a ausentarse muy a menudo de la escuela. Después hubieron, hasta su ingreso en el convento, duros años de vida como tejedora en una fábrica. A pesar de estas lagunas de base, cuyas consecuencias se hacen notar con claridad en la com­posición y en la ortografía, madre Eugenia dá muchas conferencias en su co­munidad. Hay que notar que ella misma redactó las circulares para la congre­gación y los contratos concluídos con los municipios o los concejos de admi­nistración, para los institutos hospitalicios confiados a las monjas de Nuestra Señora de los Apóstoles. Compuso un largo directorio.

 Una situación la vé clara y justa, como en un caso de conciencia. Sus direc­tivas son netas y precisas y particularmente prácticas. Conoce a cada una de sus 1.400 hijas, con sus aptitudes y sus virtudes, y tiene mucha capacidad en escoger las que son más cualificadas para los nombramientos en las diversas tareas. También tiene un exacto y personal conocimiento de las necesidades y de los recursos de su congregación, y de la situación de cada casa. He visita­do todas sus misiones.

 Queremos subrayar también su espíritu de previsión. Dió las órdenes nece­sarias para que en el futuro, cada instituto hospitalicio ó escolástico tenga monjas graduadas y todo lo necesario para vivir y des arrollarse. En fin, me pa­rece particularmente interesante hacer notar que madre Eugenia parece estar dotada de un espíritu de decisión, del sentido de la realidad y de una voluntad para realizar las cosas. En seis años abrió 67 fundaciones y supo realizar mejorías muy útiles en la congregación.

Si pongo en evidencia sus cualidades de inteligencia, de juicio, de voluntad, y sus aptitudes de administración, es porque me parecen que son tales para po­der eliminar definitivamente todas las hipótesis examinadas durante la encue­sta, pero que eran impotentes para dar una explicación satisfactoria: hipótesis de alucinaciones, de ilusiones, de espiritismo, de histerismo y de delirio.

La vida de la madre es una constante demostración de su equilibrio mental y general, y este equilibrio hasta parece ser a la mirada de los observadores -la nota dominante de su personalidad. Las otras hipótesis de sugestionable, de manejable, que habían llevado a los inquisidores a preguntarse si no estuvie­sen en presencia de un carácter muy impresionable, como un espejo labrado que resiente de todas las influencias y las sugestiones, fueron igualmente re­chazadas por la realidad cotidiana. Madre Eugenia, aunque estaba dotada de un carácter sensible y de un temperamento emotivo, dió pruebas de que no da­ba preferencias a nadie, y que lejos de dejarse influenciar por las opiniones hu­manas sabía fijar sus proyectos, su actividad, sus realizaciones, e imponerse a los demás con su luz personal. Un simple relato aclarará más que todos los jui­cios: al día siguiente después de su elección, como superiora general, tuvo que proceder a algunas elecciones de superioras; bien, no titubeó en substituir a una de aquellas que habían apenas votado por ella: desembarcando en Egipto, ésta superiora local supo del cambio, notificado por correo aéreo.

 2) Acerca del objeto de su misión:

 El objeto de la misión que habría sido confiada a madre Eugenia es preciso, y me parece legítimo y oportuno, desde el punto de vista doctrinal.

 Objeto preciso: dar a conocer y glorificar el Padre, sobretodo con la institu­ción de una fiesta especial solicitada a la Iglesia. La encuesta ha establecido que una fiesta litúrgica en honor del Padre estaría bien en la línea de todo el culto católico, conforme al movimiento tradicional de la oración católica, que es una ascensión hacia el Padre, por medio del Hijo, en el Espíritu, como lo prueban las oraciones de la Misa y la oblación litúrgica al Padre en el Santo Sacrificio. Sin embargo, es extraño que no exista ninguna fiesta especial en ho­nor del Padre: la Trinidad está glorificada como tal, el Verbo y el Espíritu San­to están glorificados en sus misiones y en sus manifestaciones exteriores, solo el Padre no tiene ninguna fiesta propia, que atraería la atención del pueblo cri­stiano sobre Su Persona. Hay que atribuir esta ausencia de una fiesta litúrgica en Su Honor al hecho de que, una encuesta muy amplia entre numerosos fieles

les ha revelado que, en las diversas clases sociales y hasta entre numerosos sa­cerdotes religiosos: “El Padre no es conocido, no se le reza, no se piensa en El”. El investigador descubre también con estupor que un gran número de cri­stianos se alejan del Padre porque ven en El un Juez terrible. Prefieren dirigir-se a la humanidad de Cristo, ¡y cuantos le piden a Jesús que los proteja contra la cólera del Padre!

 Por lo tanto, una fiesta especial haría restablecer, como primer efecto, el or­den en la piedad de muchos cristianos, y los volvería a conducir a la entrega del divino Salvador: “Todo lo que pediréis al Padre en mi Nombre...” y todavía:

De ahora en adelante rezaréis así: Padre Nuestro...”.

 Una fiesta litúrgica en honor del Padre tendría también el efecto de alzar la mirada hacia Aquel que el Apostol Santiago llamaba: “el Padre de la luz, del cuál nos llegan todos los dones...”. Acostumbraría a las almas a tener en con­sideración la Bondad divina, los beneficios que reciben de Dios, Su Providen­cia paternal, y el hecho que ésta Providencia es precisamente la de Dios Trini­dad; y es por su naturaleza divina común a las Tres Personas que Dios expan­de sobre el mundo los tesoros inefables de su Misericordia infinita

 A primera vista pareciera, por lo tanto, que no existe ninguna razón especial para glorificar al Padre en particular, sin embargo, ¿quizás que no es el Padre el que envió a Su Hijo al mundo? Si es sumamente justo rendir un culto al Hijo y al Espíritu Santo por sus manifestaciones exteriores, ¿no sería justo y debi­do rendir gracias a Dios Padre, como lo solicitan los prefacios de la Misa, por el don de Su Hijo que nos ha hecho?

 En manera neta, el objeto propio de esta fiesta especial es el siguiente: glo­rificar al Padre, agradecerle, alabarlo por habernos donado a Su Hijo; en una sola palabra, como dice exactamente el mensaje: como autor de la Redención. Rendir gracias a Aquel que ha amado tanto al mundo hasta el punto de dar a Su único Hijo para que todos los hombres, reunidos en el Cuerpo Místico de Cristo, reasuman este Hijo, para volverse hijos en El. En los momentos en que el mundo, turbado por las doctrinas del laicismo, del ateismo y por las filo­sofías modernas, no conoce a Dios, al verdadero Dios, ¿ésta fiesta no haría co­nocer a muchos al Padre viviente que Jesús nos ha revelado, al Padre de mise­ricordia y de bondad? ¿No contribuiría a aumentar el número de los adorado­res del Padre “en espíritu y verdad” que Jesús anunció? Al momento en que el mundo, revuelto por las guerras micidiales, está sintiendo la necesidad de bu­scar un principio sólido de unión para un acercamiento entre los pueblos, ésta fiesta traería una gran luz, enseñándole a los hombres que todos ellos tienen en el Cielo el mismo Padre; ¡Aquel que les ha donado a Jesús, hacia el cuál los atrae, como miembros de Su Cuerpo místico, en unidad del mismo Espíritu de Amor! Al momento en que tantas almas extenuadas ó cansadas por las difi­cultades de la guerra podrían estar ávidas de encaminarse bacia una profunda vida interior, ¿esta fiesta no sería capaz de llamarlas “desde adentro” para ado­rar al Padre que está en el secreto, y para ofrecerse en una oblación filial y ge­nerosa al Padre, única fuente de la vida de la Trinidad Santa en ellos? Una tal fiesta ¿no conservaría el hermoso movimiento de la vida sobrenatural que ar­rastra, lógicamente, a las almas hacia la infancia espiritual y mediante la con­fianza hacia la vida filial con el Padre, al abandono a la Voluntad divina, al espíritu de fé?

 Por otra parte hay que poner un problema de doctrina, diverso de esta cue­stión de una fiesta especial, cualquiera que sea la decisión de la Iglesia sobre este punto. Ilustres teólogos piensan que la doctrina de las relaciones del alma con la Trinidad tenga que ser profundizada, y que ella podría ser para las al­mas una fuente de luz sobre la vida de unión con el Padre y el Hijo, de la cuál nos habla San Juan, y sobre la participación a la vida de Jesús, Hijo del Padre, especialmente a Su caridad filial por el Padre.

 Cualquier cosa resulte de estos problemas teológicos, lo que quiero subrayar aquí es este hecho: una pobre ignorante en teología declara de haber tenido co­municaciones divinas que podrían ser muy ricas de doctrina.

 Las construcciones imaginarias de una visionaría son pobres, estériles, in­coherentes. Por el contrario, el mensaje que madre Eugenia dice que el Padre le confió, es fecundo, con un cruce armonioso de dos carácteres que lo hacen más seguro: por una parte eso se presenta como tradicional en la lglesia, sin ningún aspecto de novedad que podría hacerlo tachar de sospechoso, porque repite incesantemente que ya todo se ha dicho desde la revelación de Cristo so­bre su Padre, y que todo está en el Evangelio. Pero por otra parte declara que esta verdad del conocimiento del Padre hay que reflexionarla, profundizarla y vivirla.

 La desproporción entre la debilidad del instrumento incapaz de descubrir por sí mismo una doctrina de tal naturaleza la profundidad del mensaje que la monja nos trae, ¿no deja entrever el hecho de que una causa superior, so­brenatural, divina, intervino para confiarle este mensaje?

 Humanamente yo no veo como se podría explicar el descubrimiento, de pare de la monja, de una idea de la cuál los teólogos inquisidores han entrevisto solo poco a poco la originalidad y la fecundidad.

 Igualmente, otro hecho me parece muy sugestivo: cuando Sor Eugenia anun­ció que había tenido las apariciones del Padre, los teólogos inquisidores repli­caron que las apariciones del Padre eran, por sí mimas, imposibles, que esas no se habían nunca realizado en la historia; a estas objeciones la monja resi­stió declarando simplemente: “El Padre me dijo que describiera lo que veía. El le pide a sus hijos teólogos que busquen”. La monja no ha cambiado nunca nada en sus explicaciones, mantuvo sus afirmaciones por largos meses. Fué so­lo en Enero de 1934 que los teólogos descubrieron, en el mismo Santo Tomás de Aquino, la respuesta a la objeción que ellos ponían.

 La respuesta del gran doctor sobre la distinción entre la aparición y la misión fué luminosa. Esa elimina el obstáculo que paralizaba toda la encuesta. Con­tra los sabios teólogos la pequeña ignorante tenía razón. ¿Como explicar hu­manamente, también en este caso, la luz la sabiduría, la perseverancia de la monja? Una falsa visionaria habría tratado de adaptarse a las explicaciones de los teólogos. La monja resistió: he aquí las nuevas razones por las cuales su te­stimonio nos parece digno de ser apoyado con confianza.

 De todos modos, lo que me parece digno de nota es esta actitud de recato to­mada en relación con lo maravilloso. Mientras que las falsas místicas ponen en el primer puesto y, es más, no ven otra cosa que, las cosas extraodinarias, éstas, en el caso de la monja, están puestas en segundo lugar, como título de prueba y de medios. Hay una ausencia de exaltación, un equilibro de valores que dan buena impresión. De la encuesta de los teólogos diré solo pocas co­sas. Los reverendos padres Alberto y Augusto Valencin son estimados por la autoridad filosófica y teológica, y también por sus conocimientos de vida espi­ritual. Ya habían tenido que intervenir en otras circunstancias por hechos de la misma naturaleza que, como esta vez, les habían sido sometidos a examen.

 Sabemos que lo hicieron con mucha prudencia. Estas son las razones por las cuales los hemos escogidos.

 Estamos muy agradecidos por esa colaboración que fué devota y verdadera­mente escrupulosa. Sus testimonios en favor de la monja y en favor de una ex­plicación sobrenatural de los hechos en su totalidad tienen mucho más valor porque se han demorado por mucho tiempo, siendo primero hostiles y escép­ticos y después titubeantes. Se convencieron poco a poco después de haber pue­sto toda clase de objeciones, y de haberle impuesto a la monja duras pruebas. e acuerdo con mi alma y con mi conciencia, con un vivísimo sentido de mi responsabilidad ante la Iglesia, declaro: que la intervención sobrenatural y di­vina me parece la única capaz de dar una explcación lógica y satisfactoria al conjunto de hechos.

 Quitando todo lo que lo rodea, este acontecimiento excepcional me parece que está lleno de nobleza, de elevación y de fecundidad sobrenaturales.

 Una humilde religiosa ha llamado a las almas hacia el verdadero culto, el del Padre, tal como Jesús lo enseñó y como la Iglesia lo ha fijado en su liturgia.

 En esto no hay nada de alarmante, nada que no sea muy simple y conforme con una sólida doctrina.

 Los hechos maravillosos que acompañan este mensaje podrían estar desaso­ciados de aquel acontecimiento central, que conservaría todo su valor. La Igle­sia dirá si la idea de la fiesta especial puede tenerse en consideración, separa­damente del hecho particular de la monja y por razones doctrinales.

 Yo creo que la gran prueba de la autenticidad de la misión de la monja nos la dá la manera como ella aplica en la vida real la hermosa doctrina que tenía que recordar. Creo conveniente dejarla continuar su obra. Creo que allá está el dedo de Dios, y después de diez años de búsquedas, de reflexiones y de ora­ciones, bendigo al Padre por haberse dignado de escoger a mi diócesis como lugar de manifestaciones tan conmovedoras de Su Amor.

 ALEXANDRE CAILLOT  Obispo de Grenoble

1° Fascículo

 1° de Julio de 1932

 Fiesta de la Preciosa Sangre de Nuestro Señor Jesucristo.

 ¡He aquífinalmente el día para siempre bendito de la promesa del Padre Ce­lestial!

 Hoy terminan los largos días de preparación y me siento cerca, muy cerca de la llegada del Padre mío y Padre de todos los hombres.

 ¡Algunos minutos de oración y después todas las alegrías espirituales! ¡Ten­go sed de oirlo y de verlo!

 Mi corazón ardiente de amor se abre con una confianza tan grande que he podido constatar que hasta ahora no había estado tan confiada con nadie.

 Pensar en mi Padre me lanzaba en una loca alegría.

 ¡Finalmente cánticos comienzan a oirse. Algunos ángeles vienen y me anun­cian la feliz llegada! Sus cantos son tan bellos que me propuse de transcribir-los apenas posible.

 Esta armonía cesó por un instante y he aquí el cortejo de elegidos, de que­rubines y de serafines, con Dios nuestro Creador y Padre nuestro.

 Postrada, con el rostro en el suelo, hundida en mi nada, recité el Magnificat  Enseguida el Padre me dijo que me sentara con El para escribir lo que había decidido decirle a los hombres.

 Toda la corte que lo había acompañado desapareció. El Padre se quedó so­lo conmigo y antes de sentarse me dijo:

 “¡Te lo dije ya y te lo repito: no puedo donar una vez más a mi Hijo predi­lecto para demostrarles a los hombres mi amor! Ahora es para amarlos y para que conozcan este amor que yo vengo en medio de ellos, tomando el aspecto y semenjanza, y la pobreza.

 Mira, ¡pongo en el suelo mi corona y toda mi gloria para tomar la actitud de un hombre común!”

Después de haber tomado la actitud de un hombre común poniendo su co­rona y su gloria a sus pies, puso el globo del mundo sobre su corazón, soste­niéndolo con la mano izquierda, y se sentó junto a mí. ¡Puedo solo decir al­gunas palabras, ya sea sobre su llegada y sobre la actitud que se dignó asu­mir ya sea sobre su amor! En mi ignorancia no encuentro palabras para ex­presar lo que El me hizo entender

 “¡Paz y salvación, dijo, para esta casa y para el mundo entero! ¡Que mi po­tencia, mi amor y mi Espíritu Santo toquen los corazones de los hombres, pa­ra que toda la humanidad se encamine hacia la salvación y venga hacia su Pa­dre, que la busca para amarla y salvarla!

 Que mi Vicario Pío XI comprenda que estos días son días de salvación y de bendición. Que no se deje escapar la oportunidad de llamar la atención de los hijos hacia el Padre, que viene para darles el bien en esta vida y para prepa­rarles la felicidad eterna.

 Escogí este día para iniciar mi obra entre los hombres porque es la fiesta de la Sangre Preciosa de mi hijo Jesús. Tengo la intención de bañar con esta san­gre la obra que estoy iniciando, para que dé grandes frutos para la humanidad entera”.

 Hé aquí el verdadero objeto de mi venida:

 1) Vengo para eliminar el temor excesivo que mis criaturas tienen de mí, y para hacerles comprender que mi alegría está en el ser conocido y amado por mis hijos, es decir, por toda la humanidad presente y futura.

 2) Vengo para traerles la esperanza a los hombres y a las naciones. ¡Cuan­tos la han perdido desde hace mucho tiempo! Esta esperanza les hará vivir en paz y con seguridad, trabajando para la salvación.

 3) Vengo para hacerme conocer así como soy. Para que la confianza de los hombres aumente contemporáneamente con el amor hacia mí, el Padre, que tiene una sola preocupación: velar sobre todos los hombres, y amarlos como hijos.

 El pintor se deleita contemplando el cuadro que pintó; ¡ así mismo yo me com­plazco, me alegro, viniendo en medio de los hombres, obra maestra de mi crea­ción!

El tiempo apremia. Quiero que el hombre sepa lo más pronto posible que lo amo y que siento la más grande felicidad estando con él, como un Padre con sus hijos.

 Yo soy el Eterno y cuando vivía solo ya había pensado en usar toda mi po­tencia para crear seres a mi imagen y semejanza. Pero se necesitaba primero la creación material para que estos seres pudieran encontrar su apoyo: entonces fué la creación del mundo. Lo llenaba con todo lo que yo sabía que era nece­sario para los hombres: el aire, el sol y la lluvia, y muchas otras cosas que yo sabía que eran necesarias para sus vidas.

 ¡Al final, la creación del hombre! Me complací de mi obra. El hombre co­mete pecados, pero es entonces cuando, justamente, se manifiesta mi bondad infinita. Para vivir entre los hombres creé y escogí, en el Antiguo Testamento, a los profetas, a quienes comuniqué mis deseos, mis penas y mis alegrías, pa­ra que los transmitieran a todos.

 Más crecía el mal y más mi bondad me apremiaba a comunicarme con las al­mas justas para que transmitieran mis órdenes a los que causaban desórdenes. Y así, a veces, tuve que usar la severidad para reprenderlos, no para castigar­los porque eso habría hecho solo mal para alejarlos del vicio y dirigirlos ha­cia el Padre y Creador, a quién, ingratamente, habían olvidado y desconocido. Más tarde el mal sumergió tanto el corazón de los hombres que me ví obliga­do a enviar plagas al mundo para que el hombre se purificara por medio del su­frimiento, la destrucción de sus bienes y hasta la pérdida de la vida: fué el di­luvio, la destrucción de Sodoma y de Gomorra, las guerras del hombre contra el hombre, etc.

 Siempre he querido quedarme en este mundo entre los hombres. Y así, du­rante el diluvio estaba cerca de Noé, el único justo de ese entonces. También durante las otras plagas encontré siempre un justo con el cuál morar y, a través de él, viví en medio de los hombres de aquel tiempo, y así fué siempre.

 El mundo a menudo ha sido purificado de su corrupción por mi infinita bon­dad hacia la humanidad. Y entonces continuaba a escoger algunas almas en las cuales me complacía para que, por medio de ellas, pudiera deleitarme con mis criaturas, los hombres.

 Le prometí al mundo el Mesías. ¡Que no he hecho para preparar su venida, mostrándome en las figuras que lo representaban hasta mil y mil años antes de su venida!

¿Quién viene a representar?

 El Mesías es Dios.

 ¿Quién es Dios? Dios es el Padre, el Hijo y el Espíritu Santo.

 -          ¿De donde viene, o mejor dicho, quién le ordenó de venir en medio de los hombres? Yo, su Padre, Dios.

 ¿A quién representará en la tierra? A su Padre, Dios.

 ¿Qué hará en la tierra? Hará conocer y amar al Padre, Dios.

 ¿No dijo?:

 “¿No sabéis que es necesario que me ocupe de las cosas del Padre mío?” (“¿nesciebatis quia in his quae Patris mei sunt oportet me esse?” S. Lucas, c. 2 y. 49). “He venido solo para hacer la voluntad del Padre mío” “Todo lo que pediréis al Padre mío en mi nombre os lo concederá” “Le rezaréis así: Padre nuestro que estás en los Cielos...” y más adelante, dado que vino para glorifi­car el Padre y hacerlo conocer a los hombre, dijo: “Quién me vé, vé a mi Pa­dre” “Yo estoy en el Padre y el Padre está en mí” “Nadie viene al Padre si no es por medio de mí” “Nemo venit ad Patrem nisi per me” (5. Juan c. 14 y. 6). “Quienquiera esté conmigo está también con el Padre mío”, etc., etc. Oh hom­bres, concluid que por toda la eternidad he tenido solo un deseo, hacerme co­nocer y amar por los hombres, deseando incesantemente de estar con ellos.

 ¿Queréis una prueba auténtica de este deseo que tengo y que he apenas ex­plicado?

 ¿Por qué le ordené a Moisés que construyera el tabernáculo y el Arca de la Alianza si no es porque tenía el deseo ardiente de venir a vivir, como un Pa­dre, un hermano, un amigo de confianza, con mis criaturas, los hombres? Y a pesar de esto me olvidaron, me ofendieron con culpas innumerables. Sin em­bargo, para que se recordaran de Dios, su Padre, y del único deseo que tiene de salvarlos, le dí mis mandamientos a Moisés para que teniéndolos y cum­pliéndolos se recordaran del Padre infinitamente bueno, todo absorto en la sal­vación de ellos, salvación presente y eterna.

 Todo esto cayó otra vez en el olvido y los hombres se hundieron en el error y en el temor, considerando que cansaba mucho el cumplir con los manda­mientos, así como los había transmitido a Moisés. Hicieron otras leyes, queiban de acuerdo son sus vicios, para poder cumplirlas más fácilmente. Poco a poco, con el temor exagerado que tenían de mí, me olvidaron siempre más y me llenaron de ultrajes.

 Y sin embargo, mi amor por estos hombres, mis hijos, ni siquiera se ha de­tenido. Cuando constaté bien que ni los patriarcas, ni los profetas habían po­dido hacer que los hombres me conocieran y me amaran, decidí venir yo mi­smo.

 Pero, ¿como hacer para encontrarme en medio de los hombres? No había otro medio que el de ir yo mismo en la segunda persona de mi divinidad.

 ¿Me reconocerán los hombres? ¿Me escucharán?

 Para mí nada del futuro estaba escondido; a estas dos preguntas respondí yo mismo:

 “Ignorarán mi presencia, aún estando cerca de mí. En mi Hijo me maltra­tarán, a pesar de todo el bien que les hará. En mi hijo me calumniarán, me cru­cificarán para hacerme morir”.

 ¿Me detendré por esto? No, mi amor por mis hijos, los hombres, es dema­siado grande.

 No me detuve allí: reconoceréis bien que os he amado más que a mi Hijo pre­dilecto, por así decir, ó para decirlo todavía mejor, más que a mí mismo.

 Lo que os digo es talmente verdadero que si hubiese bastado una de mis cria­turas para expiar los pecados de los otros hombres, por medio de una vida y una muerte semejante a la de mi Hijo, hubiera titubeado. ¿Por qué? Porque ha­bría traicionado mi amor haciendo sufrir a una criatura que amo, en vez de su­frir yo mismo en mi Hijo. No he querido nunca hacer sufrir a mis hijos.

 Este es, en breve, la historia de mi amor hasta mi venida, por medio de mi Hijo, en medio de los hombres.

 La mayor parte de los hombres conoce todos estos hechos, pero ignora Io esencial: es decir, ¡que fué el amor el que condujo todo!

 Sí, es el amor, es esto lo que quiero hacerles notar. Ahora este amor está ol­vidado. Quiero recordárselos para que aprendan a conocerme así como soy. Pa­ra que no estéis atemorizados como esclavos, con un Padre que os ama hasta este punto.

Mirad, en esta historia estamos solo al primer día del primer siglo, y quisie­ra conducirla hasta nuestros días: hasta el siglo XX

 ¡Oh, como los hombres han olvidado mi amor de Padre! ¡Y sin embargo os amo muy tiernamente! En mi Hijo, es decir en la persona de mi Hijo hecho hombre, ¡que no he hecho todavía! La divinidad en esta humanidad se veló, quedó pequeña, pobre y humillada. Conduje con mi Hijo una vida de sacrifi­cios y de trabajo. ¡Recibí sus oraciones para que el hombre tuviera un camino trazado y caminara siempre en la justicia, para que llegase hasta mí, al segu­ro!

 ¡Cierto, puedo muy bien comprender la debilidad de mis hijos! Por esto le pedí a mi Hijo que les donara los medios para levantarse después de las caí­das. Estos medios los ayudarán a purificarse de los pecados, para que sean to­davía los hijos de mi amor. Principalmente son los siete sacramentos y sobre­todo el gran medio para salvarse que es el Crucifijo, que es la Sangre de mi Hijo, que en cada instante se derrama sobre vosotros, siempre y cuando lo querráis, ya sea con el sacramento de la penitencia, ya sea con el santo sacri­ficio de la Misa.

 Mis queridos hijos, desde hace veinte siglos os colmo de estos bienes con gracias especiales y ¡el resultado es mísero!

 ¡Cuantas criaturas mías, que se han vuelto hijas de mi amor por medio de mi Hijo, se han lanzado muy rápidamente en el abismo eterno! En verdad no han conocido mi infinita bondad, ¡yo os amo mucho! (expresión preferida por Sor Eugenia y que se repite a menudo).

 Por lo menos vosotros, que sabéis que he venido personalmente para habla-ros, para haceros conocer mi amor, por piedad de vosotros mismos no os lanzéis en el precipicio. ¡Yo soy vuestro Padre!

 ¿Es posible que después de haberme llamado Padre y de haberme demostra­do vuestro amor, encontréis en mí un corazón tan duro y tan insensible que os deje perecer? ¡No, no, no lo creáis! ¡Yo soy el mejor de los padres! ¡Conozco las debilidades de mis criaturas! ¡Venid, venid a mí con confianza y amor! Y yo perdonaré después de vuestro arrepentimiento. ¡Aunque vuestros pecados fueran repugnantes como el fango, vuestra confianza y vuestro amor me los harían olvidar, y así no seréis juzgados! Yo soy justo, es verdad, pero ¡el amor paga todo!

Escuchad, hijos míos, hagamos una suposición para que tengáis la seguridad de mi amor. Para mí vuestros pecados son corno el hierro y vuestros actos de amor como el oro. ¡Aunque me entregárais mil kilos de hierro no sería tanto cuanto si me donárais diez kilos de oro! Esto significa que con un poco de amor se rescatan enormes iniquidades.

 Este es un pequeñísimo aspecto de mi juicio sobre mis hijos, los hombres, todos sin excepción. Por Io tanto hay que llegar hasta mí. ¡Yo estoy tan cerca de vosotros! Entonces, es necesario amarme y glorificarme para que no seáis juzgados, o por lo menos para que seáis juzgados con amor infinitamente mi­sericordioso.

 ¡No lo dudéis! Si mi corazón flO fuera así ¡habría ya exterminado el mundo cada vez que se hubiese cometido el pecado! Mientras que, y vosotros sóis te­stigos, en cada instante se manifiesta mi protección, mediante gracias y bene­ficios. Podéis concluir que existe un Padre sobre todos los padres, que os ama y que no cesará nunca de amaros, siempre y cuando lo querráis.

 Vengo en medio de vosotros por dos caminos: ¡la Cruz y la Eucaristía!

La Cruz es el camino que baja en medio de mis hijos, porque es por medio de ella que os hice redimir por mi Hijo. Y para vosotros la Cruz es el camino que sube hacia mi Hijo, y desde mi Hijo hacia mí. Sin ella nunca podríais lle­gar, porque el hombre, con el pecado, ha atraído sobre sí mismo el castigo de la separación de Dios.

 En la Eucaristía yo vivo en medio de vosotros como un Padre en su familia. Quise que mi Hijo instituyese la Eucaristía para hacer de cada tabernáculo un depósito de mis gracias, de mis riquezas y de mi amor, para darlos a los hom­bres, mis hijos.

 Es siempre por estos dos caminos que hago descender mi potencia y mi in­finita misericordia.

 Ahora que he demostrado que mi Hijo Jesús me representa entre los hom­bres, y que por medio de él vivo constantemente en medio ellos, quiero de­mostraros también que vengo entre vosotros por medio de mi Espíritu Santo.

 La obra de esta tercera persona de mi divinidad se cumple sin ruido, y a me­nudo el hombre no se dá cuenta. Pero para mí es un medio muy idóneo para vivir, no solo en el tabernáculo sino también en el alma de todos los que están en estado de gracia, para establecer mi trono y vivir siempre como un verdaero Padre que ama, protege y sostiene a su hijo. Nadie puede comprender la alegría que siento cuando estoy a solas con un alma. Nadie ha comprendido to­davía los deseos infinitos de mi corazón de Dios Padre de ser conocido, ama­do y glorificado por todos los hombres, justos y pecadores. Por lo tanto, son estos tres homenajes que deseo recibir de parte del hombre, para que yo sea siempre misericordioso y bueno, aún con los grandes pecadores.

 ¡Qué no he hecho por mi pueblo, desde Adán hasta José, padre adoptivo de Jesús, y desde José hasta hoy día, para que el hombre me diese un culto espe­cial, que me es debido, como Padre, Creador y Salvador! Sin embargo, ¡este culto especial, que he deseado tanto, no me ha sido todavía dado!

 En el Exodo podéis leer que hay que ensalzar a Dios con un culto especial. Sobretodo los salmos de David contienen esta enseñanza. En los mandamien­tos que yo mismo dí a Moisés puse en primer lugar “Adorarás y amarás per­fectamente a un solo Dios”.

 Bien, amar y ensalzar a una persona son dos cosas que van juntas. Dado que os he colmado de muchos bienes, ¡tengo, por lo tanto, que ser alabado por vo­sotros en modo particular!

 Dándoos la vida ¡he querido crearos a mi imagen y semejanza! Por lo tanto, ¡vuestro corazón es sensible como el mío, y el mío como el vuestro!

 ¿Qué no haríais si uno de vuestros vecinos os hiciera un pequeño favor para complaceros? El hombre más insensible conservaría para esa persona un agra­decimiento inolvidable. Cualquier hombre buscaría también lo que mayor pla­cer le haría a esa persona, para recompensarla por el servicio recibido. Bien, yo, yo seré muchos más agradecido con vosotros, asegurando la vida eterna, si vosotros me hacéis el pequeño favor de glorificarme como os lo pido.

 Reconozco que me alabáis en mi Hijo, y que existen algunos que saben ele­var todo hacia mí por medio de mi Hijo, ¡pero son pocos! ¡Sin embargo no pen­séis que glorificando a mi Hijo no me glorificáis! ¡Claro que sí, me glorificáis porque yo vivo en mi Hijo! Por lo tanto, ¡todo lo que es gloria para él lo es tam­bién para mí!

 Pero yo quisiera ver al hombre glorificar a su Padre y Creador con un culto especial. Más me glorificáis más glorificáis a mi Hijo, dado que, por mi vo­luntad, él se hizoVerbo encarnado y vino en medio de vosotros para haceros conocer a aquel que lo mandó.

uando me conoceréis amaréis, a mí y a mi Hijo predilecto, más de lo que amáis ahora. Mirad cuantas criaturas mías, que se han vuelto mis hijos por me­dio del misterio de la redención, no están en el prado que he establecido para todos los hombres, mediante mi Hijo. Mirad cuantos otros, y vosotros lo sabéis, ignoran la existencia de estos prados, y cuantas criaturas, que han salido de mis manos, y de las cuales yo conozco la existencia mientras que vosotros la ignoráis. ¡no conocen ni siquiera la mano que las ha creado!

 ¡Oh, como quisiera hacerles saber que Padre Omnipotente soy para vosotros y como lo sería también para ellos con mis gracias! Quisiera hacerles transcurrir una vida más dulce con mi ley. Quisiera que fueráis a donde ellos en mi nom­bre y que les hablaráis de mí. Sí, decidles que tienen un Padre que, después de haberlos creado, quiere darles los tesoros que posee. Sobretodo decid que pien­so en ellos, que los amo y quiero darles la felicidad eterna. ¡Ah! Os lo prome­to: los hombres se convertirán más rápidamente.

 Creedme, si hubieráis comenzado desde la Iglesia primitiva a glorificarme con un culto especial, después de veinte siglos habrían quedado pocos hom­bres viviendo en la idolatría, en el paganismo y en tantas falsas y malas sectas, ¡en las cuales el hombre corre con los ojos cerrados para lanzarse en el abismo del fuego eterno! ¡Mirad cuanto trabajo queda por hacer!

 ¡Mi hora ha llegado! Es necesario que sea conocido, amado y glorificado por los hombres, para que, después de haberlos creado, yo pueda ser su Padre, de­spués su Salvador y finalmente el objeto de sus delicias eternas.

 Hasta aquí os he hablado de cosas que ya sabéis, y he querido recordarlas pa­ra que estéis más convencidos todavía de que soy un Padre buenísimo y no un Padre terrible como vosotros creéis, es más, que soy el Padre de todos los hom­bres actualmente vivientes, y que todavía los crearé hasta el fin del mundo.

 Sabed que quiero ser conocido, amado y sobretodo glorificado. Que todos reconozcan mi bondad infinita para todos y sobretodo para los pecadores, los enfermos, los moribundos y todos los que sufren. Que sepan que no tengo otro deseo que el de amarlos, donarles mis gracias, perdonarlos cuando se arre­pienten, y sobretodo no juzgarlos con mi justicia sino con mi misericordia, pa­ra que todos se salven y sean incluídos en el número de los elegidos.

 Para concluir esta exposición os hago una promesa cuyo efecto será eterno, es esta: Llamadme con el nombre de Padre, con confianza y amor, y recibiréis todo de parte de este Padre con amor y misericordia.

Que mi hijo, tu padre espiritual, se ocupe de mi gloria y transcriba, frase tras frase, lo que te he hecho escribir, y también lo que te haré escribir todavía, sin añadir nada, para que los hombres encuentren facil y placentera la lectura de lo que quiero que sepan.

 Cada día, poco a poco, te hablaré de mis deseos en relación con los hombres, de mis alegrías, de mis penas y, sobretodo, le mostraré a los hombres mis infi­nitas bondades y la ternura de mi amor piadoso.

 También quisiera que tus superioras te permitieran de usar tus momentos de libertad para estar conmigo, y que tu puedas, por media hora al día, consolar­me y amarme, y así obtener que los corazones de los hombres, mis hijos, se di­spongan a trabajar bien para extender este culto, del cuál os he revelado aho­ra la forma, para que lleguéis a tener una gran confianza en este Padre que quie­re ser amado por sus hijos.

 Para que esta obra que quisiera hacer con los hombres pueda extenderse en todas las naciones lo más pronto posible, sin que los que serán encargados de difundirla cometan la mínima imprudencia, te pido que transcurras tus días en gran recogimiento. Te sentirás feliz de hablar poco con las criaturas y, en tu co­razón, en secreto hablarás conmigo y me escucharás, aún cuando estarás en medio de los demás.

 Por otra parte, esto es lo que quiero que hagas: cuando a veces te hablaré de tí personalmente tu escribirás mis confidencias en un pequeño diario especial. Pero aquí pretendo hablar de los hombres: yo vivo con los hombres en una in­timidad mayor que la de una madre con sus hijos.

 Desde la creación del hombre no he cesado nunca, ni un instante, de vivir junto a él; como Creador y Padre del hombre siento la necesidad de amarlo. No es que yo necesite de él, pero mi amor de Padre y Creador me hace sentir esta necesidad de amar al hombre. Por lo tanto yo vivo cerca del hombre, lo sigo por todas partes, lo ayudo en todo, proveo a todo.

 Yo veo sus necesidades, sus trabajos, todos sus deseos, y mi felicidad más grande es la de socorrerlo y salvarlo.

 Los hombres creen que yo soy un Dios terrible, y que precipito a toda la hu­manidad en el infierno. ¡Qué sorpresa cuando, al final de los tiempos, verán muchas almas, que creían perdidas, gozar de la eterna felicidad en medio de los elegidos!

Quisiera que todas mis criaturas se convenzan de que hay un Padre que ve­la por ellas y que quiere hacerles pregustar, aún aquí abajo, la felicidad eterna.

 Una madre no olvida nunca la pequeña criatura que dió a luz. ¿No es aún más hermoso que, de parte mía, me recuerde de todas la criaturas que he puesto en el mundo?

 Ahora, si la madre ama este pequeño ser que yo le he donado, yo lo amo más que ella porque yo lo he creado. Aunque una madre amase menos a su niño por algún defecto que tiene, yo, al contrario, lo amaré todavía más. Ella podría lle­gar hasta a olvidarlo, ó a pensar en él raramente, sobretodo cuando lo han qui­tado a su vigilancia, pero yo no lo olvidaré nunca. Yo lo amaré siempre, y aún si no se recuerda más de mí su Padre y Creador, yo me recordaré de él y lo amaré todavía.

 Antes os dije que quisiera daros, aún aquí abajo, la felicidad eterna, pero vo­sotros no habéis comprendido todavía esta palabra, y he aquí el significado: Si me amáis y si me llamáis con confianza con el dulce nombre de Padre, co­menzáis ya desde acá abajo con el amor y la confianza que harán vuestra feli­cidad en la eternidad, que cantaréis en el Cielo en compañía de los elegidos. ¿No es esta una anticipación de la felicidad de los Cielos que durará eterna­mente?

 Por lo tanto deseo que el hombre se recuerde a menudo que yo estoy allí en donde está él. Que no podría vivir si yo no estuviese con él, viviente como él. A pesar de su incredulidad yo no dejo nunca de estar junto a él.

 ¡Ah! como deseo ver realizado el plan que quiero comunicaros y que es este:

hasta hoy el hombre no ha pensado para nada en hacerle a Dios, su Padre, este favor que estoy por decir: Quisiera ver que se establece una gran confianza en­tre el hombre y su padre de los Cielos, ver un verdadero espíritu de familiari­dad y de delicadeza al mismo tiempo, para que no se abuse de mi gran bondad.

 Conozco vuestras necesidades, vuestros deseos y todo lo que está en voso­tros. Pero como estaría agradecido y sería feliz si os viera venir a mí para ha­cerme las confidencias de vuestras necesidades, como un hijo totalmente con­fiado en su padre. Si me lo pidieséis, ¿como podría rechazar cualquier cosa, de mínima o máxima importancia que sea? ¿Aunque si no me véis ni me sentís muy cerca de vosotros en los acontecimientos que suceden en vosotros y en vuestro alrededor? ¡Un día, como será meritorio para vosotros el haber creído en mí sin haberme visto!

Aún ahora que estoy aquí, en persona, en medio de todos vosotros, que os hablo repitiendo incesantemente, en todas las formas, que os amo y que quie­ro ser conocido, amado y glorificado con un culto especial, vosotros no me véis, excepto una sola persona, ¡aquella a la cuál he dado este mensaje! ¡Una sola en toda la humanidad! Y sin embargo héme aquí que os hablo, y en la que veo y a la cuál hablo os veo a todos y os hablo a todos y a cada uno de vosotros, ¡y os amo como si me vieráis!

 Por lo tanto, deseo que los hombres me conozcan y que sientan que estoy cerca de ellos. Oh hombres, recordad que quisiera ser la esperanza de la hu­manidad. ¿No lo soy ya? Si no fuera la esperanza del hombre, el hombre estaría perdido. ¡Pero es necesario que yo sea conocido como tal para que la paz, la confianza y el amor entren en el corazón de los hombres y lo pongan en rela­ción con su Padre del Cielo y de la tierra!

 ¡No penséis que yo sea ese terrible viejo que los hombres representan en sus imágenes y en sus libros! No, no, yo no soy ni más joven ni más viejo que mi Hijo y que mi Santo Espíritu.

 Por lo tanto quisiera que todos, desde el niño hasta el anciano, me llamen con el nombre familiar de Padre y de amigo, pues yo estoy siempre con vosotros, y me hago semejante a vosotros para haceros semejantes a mí. ¡Cuán grande sería mí alegría al ver que los hombres enseñan a sus niños a llamarme a me­nudo con el nombre de Padre, como soy realmente! ¡Como desearía ver infundir en esas jóvenes almas una confianza y un amor todo filial por mí! Yo he hecho todo por vosotros; ¿no hariáis esto por mí?

 Quisiera establecerme en cada familia con mi dominio para que todos pue­dan decir con seguridad: “tenemos un Padre que es infinitamente bueno, ín­mensamente rico y muy misericordioso. El piensa en nosotros y está cerca de nosotros, nos mira, nos sostiene y nos dará todo lo que nos falta, si se lo pedi­mos. Todas las riquezas son nuestras, nosotros tendremos todo lo que necesi­tamos”. Precisamente estoy allí para que me pidáis lo que os es necesario: “Pe­did y recibiréis”. Con mi paternal bondad os daré todo, como verdaderamente hago, siempre que todos sepan considerarme como un verdadero Padre viviente en medio de mis hijos.

 Deseo también que cada familia exponga a la vista de todos la imagen que más tarde haré conocer a mi “hijita”. Deseo que cada familia se ponga bajo mi protección, muy especial, para que puedan glorificarme más fácilmente. Allí, sus sufrimientos, sus deseos y también sus alegrías, porque un Padre tiene que saber todo lo que se refiere a sus hijos. Seguramente yo lo sé dado que estoy allí, pero me gusta mucho la simplicidad. Yo sé doblegarme a vuestras condi­ciones. Me vuelvo pequeño con los pequeños, me vuelvo adulto con los hom­bres adultos, con los ancianos me vuelvo semejante a ellos, para que todos com­prendan lo que quiero decirles de su santificación y de mi gloria.

 La prueba de lo que os digo ¿no la tenéis ya en mi Hijo que se hizo pequeño y debil como vosotros? ¿No la tenéis también ahora, viéndome aquí que os ha­blo? Y, para que podáis entender lo que quiero deciros ¿no he escogido, para hablaros, a una pobre criatura como vosotros? Y ahora, ¿no me hago semejante a vosotros?

 Mirad, he puesto mi corona a mis piés y el mundo sobre mi corazón. He deja­do mi gloria en el cielo y vine aquí dándome todo para todos, pobre con los pobres y rico con los ricos. Quiero proteger a la juventud como un tierno Pa­dre. ¡Hay tanto mal en el mundo! Estas pobres almas inexpertas se dejan se­ducir por las lisonjas del vicio que, poco a poco, las conducen a la ruina total. Oh, vosotros que necesitáis especialmente a alguien que os cuide en la vida pa­ra que podáis evitar el mal, ¡venid a mí! ¡Yo soy el Padre que os ama más de lo que ninguna otra criatura podrá nunca amaros! Refugiáos cerca, cerca de mí, confiadme vuestros pensamientos y deseos. Yo os amaré tiernamente. Os daré gracias para el presente y bendeciré vuestro porvenir. Podéis estar seguros de que no os olvido, ni después de quince, veinticinco o treinta años, ni desde que os he creado. ¡Venid! Veo que necesitáis mucho un Padre dulce e infinitamen­te bueno como yo.

 Sin extenderme en muchas cosas que sería oportuno decir aquí, pero que po­dré decir más tarde, quiero ahora hablar en modo particular a las almas de los que me han escogido, sacerdotes y religiosos: para vosotros, hijos queridos de mi amor, ¡tengo grandes proyectos!

Antes de dirigirme a todos me dirijo a tí, hijo mío dilecto, a tí mi Vicario, pa­ra poner en tus manos esta obra que debería ser la primera entre todas y que, por el temor que el demonio ha inspirado en los hombres, se cumplirá solo en este tiempo.

 ¡Ah! quisiera que tu comprendieras la extensión de esta obra, su grandeza, su amplitud, su profundidad, su altura. ¡Quisiera que tu comprendieras los de­seos inmensos que tengo en relación con la humanidad presente y futura! ¡Si tu supieras cuanto deseo ser conocido, amado y glorificado por los hombres, con un culto especial! Este deseo Io conservo en mí desde toda la eternidad y desde la creación del primer hombre. Este deseo lo manifesté varias veces a los hombres, sobretodo en el Antiguo Testamento. Pero el hombre no lo ha en­tendido nunca. Ahora este deseo me hace olvidar todo el pasado, siempre y cuando se realice en el presente, en mis criaturas del mundo entero.

 Me rebajo al nivel de la más pobre de mis criaturas para poder, consideran­do su ignorancia, hablarle y por medio de ella poder hablar a los hombres, ¡ sin que ella se dé cuenta de la grandeza de la obra que quisiera hacer con ellos!

 No puedo hablar de teología con ella, estoy seguro de que fallaría, de que no entendería. Yo permito que sea así para poder realizar mi obra mediante la sim­plicidad y la inocencia. Pero ahora te toca a tí poner esta obra en estudio y lle­varla muy rápidamente a la ejecución.

 Para ser conocido, amado y glorificado con un culto especial no pido nada de extraordinario. Deseo solo esto:

 1) Que un día, o por lo menos un domingo, sea consagrado para glorificar-me, en modo muy particular, con el nombre de Padre de toda la humanidad.

 Para esta fiesta quisiera una Misa y una función apropiada. No es dificil en­contrar los textos en la Sagrada Escritura.

 Si preferís rendirme este culto especial un domingo, yo escojo el primer do­mingo de Agosto, si escogéis un día de la semana, prefiero que sea el día 7 de este mismo mes.

 2) Que todo el clero se empeñe en el desarrollo de este culto y, sobretodo, que me haga conocer por los hombres así como soy y como seré siempre con ellos, es decir, el Padre más tierno y más amable entre todos los padres.

3) Deseo que me hagan entrar en todas las familias, en los hospitales, tam­bién en los laboratorios y en los talleres, en los cuarteles, en las salas de deli­beración de los ministros de todas las naciones, y en fin, en cualquier parte en donde se encuentren mis criaturas, ¡aunque hubiera una sola criatura! Que el signo tangible de mi invisible presencia sea una imagen que demuestre que estoy realmente presente allí. Así todos los hombres actuarán bajo la mirada de su Padre, y yo mismo tendré bajo mi mirada a la criatura que he adoptado después de haberla creado, y todos mis hijos estarán bajo la mirada de su tierno Padre.

 Indudablemente también ahora estoy en todas partes, ¡pero quisiera estar re­presentado en manera sensible!

 4) Que durante el año el clero y los fieles hagan algunos ejercicios en mi ho­nor, sin perjudicar sus habituales ocupaciones.

 Que sin temor mis sacerdotes vayan por todas partes, en todas las naciones, para llevarles a los hombres la llama de mi paternal amor. Entonces las almas se iluminarán ya conquistadas, no solo entre los fieles sino también entre las sectas que no son de la verdadera Iglesia.

 Sí, que también estos hombres, que son mis hijos, vean brillar esta llama, que conozcan la verdad, que abracen y practiquen todas las virtudes cristianas.

 5) Quisiera ser glorificado en modo particular en los seminarios, en los con­ventos de novicios, en las escuelas y en los internados. Que todos, desde el más pequeño hasta el más grande, puedan conocerme y amarme como su Padre, su creador y su salvador.

 6) Que los sacerdotes se empeñen en buscar en las Sagradas Escrituras lo que dije en otros tiempos, y que hasta ahora ha sido ignorado, en relación con el culto que deseo recibir de parte de los hombres. Que trabajen para que mis de­seos y mi voluntad lleguen a todos los fieles y a todos los hombres, especifi­cando lo que diré para todos los hombres en general y, en particular, para los sacerdotes, los religiosos y religiosas. Estas son las almas que escojo para que me rindan grandes homenajes, más que los otros hombres del mundo.

 ¡Cierto es que se necesitará tiempo para llegar a una completa realización de lo que deseo de parte de la humanidad y que te he hecho conocer! Pero un día, con las oraciones y los sacrificios de las almas generosas, que se inmolarán por esta obra de mi amor, sí, un día estaré satisfecho. Te bendeciré, hijo mío pre­dilecto, y te daré el céntuplo de todo lo que harás por mi gloria.

Quiero decir unas palabras a tí también, hijo mío Alejandro, para que mis deseos se realicen en el mundo.

 Es necesario que, con el padre espiritual del “arbusto” de mi hijo Jesús, seáis promotores de esta obra, es decir, de este culto especial que espero de parte de los hombres. A vosotros, hijos míos, confío esta obra y su futuro tan impor­tante.

 Hablad, insistid, haced saber lo que diré para que yo sea conocido, amado y glorificado por todas mis criaturas, y así habréis hecho lo que me espero de vo­sotros, es decir, mi voluntad, y habréis realizado mis deseos, que desde hace tiempo conservo en el silencio.

 Todo lo que haréis por mi gloria yo lo redoblaré para vuestra salvación y vue­stra santificación. En fin, será en el cielo, y solo en el cielo, que veréis la gran recompensa que os daré en modo particular, y también a todos los que trabajarán para esto.

 He creado al hombre para mí y es muy justo que yo sea TODO para el hom­bre. El hombre no saboreará las verdaderas alegrías estando afuera de su Pa­dre y creador, porque su corazón está hecho solo para mí.

 Por mi parte, mi amor por mis criaturas es tan grande que no siento otra ale­gría que la de estar entre los hombres.

 Mi gloria en el cielo es infinitamente grande, pero es todavía más grande cuan­do me encuentro entre mis hijos: los hombres de todo el mundo. Criaturas mías, vuestro cielo está en el Paraíso con mis elegidos, porque es allá arriba, en el cielo, que me contemplaréis en una visión perenne, y gozaréis de una gloria eterna. ¡Mi cielo está en la tierra con todos vosotros, oh hombres! Sí, es en la tierra y en vuestras almas que busco mi felicidad y mi alegría. Podéis darme esta alegría, y es para vosotros también un deber hacia vuestro creador y Pa­dre, que de vosotros lo espera y lo desea.

 La alegría de estar entre vosotros no es menor de la que probaba cuando esta­ba con mi hijo Jesús durante su vida mortal. Era yo quién enviaba a mi Hijo. Fué concebido por mi Espíritu Santo, que también soy yo, en pocas palabras, era siempre YO.

Amando a vosotros, mis criaturas, como a mi Hijo que soy yo, digo como a él: sois mis hijos predilectos, en los cuales me complazco; es por esto que go­zo con vuestra compañía y que deseo quedarme con vosotros. Mi presencia en­tre vosotros es como el sol sobre el mundo terrestre. Si estáis bien dispuestos a recibirme vendré muy cerca de vosotros, entraré en vosotros y os iluminaré con mi amor infinito.

 En cuanto a vosotros, almas en pecado ó que ignoran la verdad religiosa, no podré entrar en vosotros, pero de todos modos estaré cerca, porque no dejo nun­ca de llamaros, de invitaros a desear los bienes que os traigo para que veáis la luz y os curéis del pecado.

 A veces os miro con compasión porque os encontráis en una infeliz condi­ción. A veces os miro con amor para que os sintáis dispuestos a ceder a los en­cantos de la gracia. A veces paso días, también años, cerca de algunas almas para asegurarles la felicidad eterna. No saben que yo estoy allí que las espero, que las llamo a cada instante durante el día. Sin embargo, tampoco me canso y siento igualmente alegría estando junto a vosotros, siempre con la esperan­za de que un día regresaréis a vuestro Padre y que me haréis un acto de amor, por lo menos antes de morir.

 He aquí, por ejemplo, un alma que está muriendo de repente: esta alma ha sido siempre para mí como el hijo pródigo. Yo la colmaba de bienes, ella an­daba despilfarrando todos estos bienes, todos los dones gratuitos de su Padre tan amable, y además me ofendía gravemente. Yo la esperaba, la seguía por to­das partes, le hacía nuevos favores como la salud y los bienes que hacía frutar de sus trabajos, tanto así que tenía hasta lo que era superfluo. A veces mi pro­videncia le daba todavía otros bienes nuevos. Por lo tanto se encontraba en la abundancia pero no veía otra cosa que el triste resplandor de sus vicios, y to­da su vida fué un conjunto de errores, por el pecado mortal habitual. Pero mi amor no se cansó nunca. Continuaba a seguirla, la amaba y, sobretodo, a pesar de los rechazos que me oponía, estaba contento de vivir pacientemente cerca de ella, con la esperanza de que, quizás, un día habría escuchado mi amor y ha­bría regresado a mí, su Padre y salvador.

 En fin, se acerca su último día: le mando una enfermedad para que pueda estar recogido y pueda regresar a mí su Padre: pero el tiempo pasa y allí está mi pobre hijo de 74 años en su última hora. Y yo, como siempre, estoy allí to­davía: y como nunca antes le hablo con mayor bondad. Insisto, llamo a mis ele­gidos para que recen por él para que pida el perdón que yo le ofrezco... A este punto, antes de expirar, abre los ojos, reconoce sus errores y lo mucho que se ha alejado del verdadero camino que conduce a mí. Vuelve en sí y después, con voz débil que nadie a su alrededor logra escuchar, me dice: “Dios mío, aho­ra veo como vuestro amor por mí ha sido grande, y yo os he ofendido conti­nuamente con una vida muy mala. Nunca he pensado en tí, mi Padre y salva­dor. Tu que vés todo, por todo el mal que ves en mí, y que reconozco en mi confusión, te pido perdón y te arno, ¡Padre mío y salvador mío!”. Murió en ese mismo instante y aquí está delante de mí. Yo lo juzgo con el amor de un Pa­dre, como él me llamó, y se salvó. Quedará por un tiempo en el lugar de ex­piación y después será feliz por toda la eternidad. Y yo, después de haberme complacido durante su vida con la esperanza de salvarlo con su arrepenti­miento, gozo todavía más con mi corte celestial porque se ha realizado mi de­seo y por ser su Padre por toda la eternidad.

En cuanto a las almas que viven en lajusticia y en la gracia santificante, sien­to la felicidad de establecerme en ellas. Me dono a ellas. ¡Les transmito el uso de mi POTENCIA, y con MI AMOR encuentran, en MI su Padre y salvador, una anticipación del Paraíso!

II° Fascículo

 El segundo fascículo comienza el 12 de Agosto de 1932. Un día el demonio se adueñó del mismo y le rasgó la cubierta con las tijeras.

 “Acabo de abrir una fuente de agua viva que no se secará nunca, desde hoy hasta el final de los tiempos. Vengo a vosotros, criaturas mías, para abriros mi pecho paternal, apasionado de amor por vosotros, hijos míos. Quiero que seáis testigos de mi amor infinito y misericordioso. No me basta el haberos mostra­do mi amor, quiero abriros, además, mi corazón, del cuál brotará una fuente refrigerante en donde los hombres podrán apagar la sed. Entonces saborearán alegrías que no habían conocido hasta ahora por el peso inmenso del temor exa­gerado que tenían de mí, su tierno Padre.

 Desde que prometí a los hombres un salvador hice manar esta fuente La hice pasar a través del corazón de mi Hijo para que llegara a vosotros. Pero mi inmenso amor por vosotros me incita a hacer más todavía, abriendo mi pecho, del cuál manará esta agua de salvación para mis hijos, a los cuales permito de sacar libremente toda la que les sea necesaria para el tiempo y para la eterni­dad.

 Si queréis probar la potencia de esta fuente de que os hablo aprended pri­mero a conocerme mejor y a amarme hasta el punto que yo deseo, es decir, no solo como Padre sino también como vuestro amigo y vuestro confidente.

 ¿Por qué sorprenderse de lo que digo? ¿No os he creado a mi imagen? Os he hecho a mi imagen para que no encontréis nada de extraño cuando habláis y familiarizáis con vuestro Padre, vuestro creador y vuestro Dios, dado que os habéis vueltos los hijos de mi amor paterno y divino, por medio de mi miseri­cordiosa bondad.

 Mi Hijo Jesús está en mí y yo estoy en El, en nuestro mutuo amor que es el Espfritu Santo que nos tiene unidos con este vínculo de caridad que hace que nosotros seamos UNO. El, mi Hijo, es la alberca de esta fuente que está siem­pre llena de agua de salvación, ¡hasta el punto de desbordarse! para que los hombres puedan sacarla de su corazón. ¡Pero es necesario estar seguros de esta fuente que mi Hijo os abre para que vosotros podáis convenceros de que es re­frigerante y placentera! Entonces, venid a mí por medio de mi Hijo y, cuando

estaréis cerca de mí, confiadme vuestros deseos. Os mostraré esta fuente ha­ciéndome conocer tal como soy. Cuando me conoceréis se apagará vuestra sed, os recobreréis, vuestros males se curarán y vuestros temores desaparecerán; vuestra alegría será grande y vuestro amor encontrará una seguridad que no había encontrado nunca hasta ahora.

 ¿Pero como me diréis podemos venir a tí? ¡Ah! venid por la via de la con­fianza, llamadme Padre vuestro, amadme en espíritu y verdad y esto será sufi­ciente para que esta agua, refrigerante y potentísima, apague vuestra sed.

 Pero si verdaderamente queréis que esa agua os dé todo lo que os falta para conocerme y amarme, y si os sentís fríos e indiferentes, llamadme solo con el dulce nombre de Padre y yo vendré a vosotros. Mi fuente os donará el amor, la confianza y todo lo que os falta para ser siempre amados por vuestro Padre y creador.

 Dado que deseo sobretodo hacerme conocer por todos vosotros para que podáis gozar de mi bondad y de mi ternura, también aquí abajo, volvéos apó­stoles entre los que no me conocen, que no me conocen todavía, y ¡yo bende­ciré vuestros fatigas y vuestros esfuerzos preparando para vosotros una gran gloria cerca de mí, en la eternidad! Yo soy el oceano de la caridad, hijos míos, y aquí está otra prueba del amor paterno que tengo por todos vosotros, sin ex­cepción alguna, cualquiera que sea vuestra edad, vuestro estado social, vuestro país. No excluyo ni siquiera las sociedades diversas, las sectas, los fieles, los infieles, los creyentes, los indiferentes, encierro en este amor a todas las cria­turas razonables cuyo conjunto forma la humanidad. Aquí está la prueba: yo soy el oceano de la caridad. Os he hecho conocer la fuente que mana de mi pe­cho para apagar vuestra sed y ahora, para que probéis cuanto soy bueno con todos, estoy aquí para mostraros el oceano de mi caridad universal, para que vosotros os lancéis con los ojos cerrados; ¿por qué? Porque zambulléndose en este oceano las almas, que se habían vuelto gotas amargas con el vicio y los pecados, pìerdan el exceso de amargura en este baño de caridad. Saldrán mejo­res, felices por haber aprendido a ser buenas, y llenas de caridad. Si vosotros mismos, por ignorancia ó por debilidad, volvéis a caer en el estado de gota amar­ga, yo todavía soy un oceano de caridad listo para recibir esta gota amarga y cambiarla en caridad, en bondad, y para hacer de vosotros unos santoscomo lo soy yo, yo vuestro Padre.

 Hijos míos, ¿aquí abajo queréis pasar la vida en paz y alegría? Venid a lan­zaros en este oceano inmenso y quedáos allí para siempre, aún utilizando vue­

En cuanto a mis hijos que no están en la verdad quiero, con mayor razón, cu­brirlos con mis predilecciones paternas, para que abran los ojos a la luz que en este tiempo resplandece más sensiblemente que nunca.

 ¡Es el tiempo de las gracias, previsto y esperado por toda la eternidad! Yo estoy allá para hablaros, vengo como el más tierno y amable de los padres. Me rebajo, me olvido de mí mismo para elevaros hasta mí y asegurar a vosotros la salvación. Todos vosotros que vivéis hoy y también vosotros que estáis en la nada, pero que viviréis de siglo en siglo hasta el fin del mundo, pensad que no vivéis solos sino que un Padre, por encima de todos los padres, vive entre vo­sotros, y hasta vive en vosotros, que piensa en vosotros y que os ofrece la po­sibilidad de participar a las incomprensibles prerrogativas de su amor. Acercáos a la fuente que siempre manará de mi pecho paterno. Saboread la dulzura de esta saludable agua y, cuando habréis probado toda su deliciosa potencia, vue­stras almas podrán satisfacer todas vuestras necesidades, venid a zambulliros en el oceano de mi caridad, para no vivir que en mí y morir en vosotros mi­smos, para vivir eternamente en mí.

 Nota de Sor Eugenia: “Nuestro Padre me ha dicho en un coloquio íntimo: Lafuente es el símbolo de mi conocimiento y el oceano es el de mi caridad y de vuestra confianza. Cuando queráis beber en esta fuente estudiadme para conocerme y cuando me conoceréis zambullíos en el oceano de mi caridad confiando en mí con una confianza que os transforme, y a la cuál yo no pueda resistir entonces perdo­naré vuestros errores y os colmaré con las mayores gracias .

 Continuación del Mensaje:

Yo estoy entre vosotros. Felices los que creen en esta verdad y aprovechan de este tiempo, del cuál las Escrituras han hablado así: “Habrá un tiempo en el cuál Dios tiene que ser glorificado y amado por los hombres, así como él de­sea”.

 Las Escrituras ponen después la pregunta: ¿Por qué? y ellas mismas respon­den: “¡Porque solo él es digno de honor, de amor y de alabanza para siempre!” Yo mismo le dí a Moisés, como el primero de los diez mandamientos, esta orden para que la comunicara a los hombres: “¡ Amad y adorad a Dios!” Los hom­bres que son ya cristianos podrían decirme: “Nosotros te amamos desde cuan­do vinimos al mundo ó desde nuestra conversión, porque decimos a menudo en la oración dominical: “¡Padre nuestro que estás en los cielos!” Sí, hijos míos, es verdad, vosotros me amáis y me alabáis cuando recitáis la primera invoca­ción del Pater, pero continuad las otras solicitudes y veréis: “¡Santificado sea tu nombre!” ¿Mi nombre es santificado? Continuad: “¡Venga tu reino!” ¿Mi reino ha venido? ¡Es verdad que vosotros alabáis con todo el fervor la maje­stad de mi hijo Jesús, y en él me alabáis a mí! Pero, ¿negaríais a vuestro Padre la grande gloria de proclamarlo “Rey”, ó por lo menos hacerme reinar para que todos los hombres puedan conocerme y amarme?

 Deseo que celebréis esta fiesta de la majestad de mi Hijo en reparación de los insultos que él recibió cuando estaba ante Pilatos, y de parte de los solda­dos que flagelaban su santa e inocente humanidad. No quiero que suspendáis esta fiesta, por el contrario, quiero que la celebréis con entusiasmo y fervor; pero para que todos puedan conocer verdaderamente a este rey es necesario que conozcan también su reino. Ahora, para llegar a este doble conocimiento en modo perfecto es necesario conocer además al Padre de este Rey, al crea­dor de este Reino.

 Es verdad, hijos míos, la lglesia esta sociedad que he hecho fundar por mi Hijo completará su obra haciendo alabar a su autor: vuestro Padre y creador.

 Hijos míos, algunos de vosotros podrían decirme: “La Iglesia ha crecido in­cesantemente, los cristianos son siempre más numerosos; ¡esta es una prueba suficiente de que nuestra Iglesia es completa!” Tenéis que saber, hijos míos, que vuestro Padre ha velado siempre sobre la Iglesia desde su nacimiento, y que, de acuerdo con mi Hijo y con el Espíritu Santo, he querido que fuese in­falible por medio de mi vicario el Santo Padre. Sin embargo, ¿no es verdad que silos cristianos me conocieran como soy, es decir como el Padre tierno y mi­sericordiosos, bueno y liberal, practicarían con mayor fuerza y sinceridad esta religión santa?  

Hijos míos, ¿quizás que no es verdad que, si supieráis que tenéis un Padre que piensa en vosotros y que os ama con un amor infinito, os esforzaríais, por reciprocidad, en ser más fieles a vuestros deberes cristianos y también de ciu­dadanos, para ser justos y para rendir justicia a Dios y a los hombres?

 ¿No es verdad que si conocieráis a este Padre que ama a todos sin distincio­nes y que, sin distinciones, os llama a todos con el hermoso nombre de hijos,

me amaríais como hijos afectuosos, y el amor que me daríais no se volvería, con mi impulso, un amor activo que se extendería al resto de la humanidad que no conoce todavía esta sociedad de cristianos, y menos todavía a quién los ha creado y que es su Padre?

 Si alguién fuera para hablarles a todas estas almas abandonadas en sus su­persticiones, ó a tantas otras que llaman a Dios porque saben que existo sin sa­ber que estoy cerca de ellos, si dijera a ellos que su creador es también su Pa­dre que piensa en ellos y que se ocupa de ellos, que los rodea con un afecto ín­timo en medio de tantos sufrimientos y descorazonamientos, obtendría la con­versión, aún de los más obstinados, y estas conversiones serían más numero­sas y también más sólidas, es decir más perseverantes.

 Algunos, examinando la obra de amor que estoy haciendo en medio de los hombres encontrarán algo que criticar, y dirán así: Pero los misioneros, de­sde que llegaron a esos países lejanos, no le hablan a los infieles de otra cosa que de Dios, de su bondad, de su misricordia; ¿que podrían decir más de Dios si hablan siempre de él?

 Los misioneros han hablado y hablan todavía de Dios según como me co­nocen ellos mismos, pero os aseguro que no me conocéis como soy, por esto vengo para proclamarme Padre de todos y el más tierno de los padres, y para corregir el amor que me dáis y que está falseado por el temor.

 Vengo para volverme semejante a mis criaturas, para corregir la idea de que tenéis un Dios terriblemente justo, pues veo a todos los hombres transcurrir su vida sin confiarse en su único Padre, que quisiera hacerles conocer su único deseo, que es el de facilitarles el pasaje de la vida terrena para darles después el cielo, la completa vida divina.

 Esta es una prueba de que las almas no me conocen más de lo que me co­nocéis, sin sobrepasar la medida de la idea que tenéis de mí. Pero ahora que os doy esta luz, quedáos en la luz y llevad la luz a todos, y será un medio poten­te para obtener conversiones y también para cerrar, en lo posible, la puerta del infierno, pues yo renuevo aquí mi promesa, que no podrá nunca faltar, y que es esta:

 “TODOS LOS QUE ME LLAMARAN CON EL NOMBRE DE PA­DRE, AUNQUE FUERA UNA SOLA VEZ, NO PERIRAN SINO QUE

ESTARAN SEGUROS DE SU VIDA ETERNA EN COMPAÑIA DE LOS ELEGIDOS”.

Y a los que trabajarán por mi gloria, a vosotros que aquí os empeñaréis a ha­cerme conocer, amar y glorificar, a vosotros os aseguro que vuestra recompensa será grande, pues contaré todo, aún el mínimo esfuerzo que haréis, y os de-volveré todo centuplicado en la eternidad.

 Ya lo he dicho, es necesario completar el culto en la Santa Iglesia, glorifi­cando en modo particular al autor de esta sociedad, a aquel que vino a fundar­la, a aquel que es el alma, Dios en tres personas: Padre, Hijo y Espíritu Santo.

 Mientras que las tres Personas no serán glorificadas con un culto particular­mente especial en la Iglesia y en la humanidad entera, algo le faltará a esta so­ciedad. Ya he hecho sentir esta falta a algunas almas, pero la mayor parte de ellas, demasiado tímidas, no han respondido a mi llamada. Otras han tenido el valor de hablar a quién corresponde, pero ante sus fracasos no han insistido.

 Ahora llegó mi hora. Yo mismo vengo para hacer conocer a los hombres, mis hijos, lo que hasta hoy no habían entendido completamente. Yo mismo vengo para traer el fuego ardiente de la ley del amor para que, con este medio, se pue­da fundir y destruir la enorme capa de hielo que rodea la humanidad.

 Oh, querida humanidad, oh hombres que sóis mis hijos, liberáos, dejad las ataduras con las cuales el demonio os ha encadenado hasta hoy, ¡con el miedo de un Padre que no es otra cosa que amor! Venid, acercáos, tenéis todo el de­recho de acercaros a vuestro Padre, dilatad vuestros corazones, rogad a mi Hijo para que os haga conocer siempre más mis bondades con vosotros.

 Oh, vosotros que sóis prisioneros de las supersticiones y de las leyes diabó­licas, liberáos de esta tiránica esclavitud y venid a la verdad de las verdades. Reconoced a aquel que os ha creado y que es vuestro Padre. No pretendáis usar vuestros derechos adorando y rindiendo homenajes a los que os han obligado a conducir hasta aquí una vida inútil, venid a mí, os espero a todos porque to­dos vosotros sóis mis hijos.

 Y vosotros que estáis en la verdadera luz, decidles ¡como es dulce vivir en la verdad! Decid a esos cristianos, a esas queridas criaturas mías, mis hijos, co­mo es dulce pensar que hay un Padre que vé todo, que sabe todo, que provee para todo, que es infinitamente bueno, que sabe perdonar fácilmente, que ca­stiga de mala gana y lentamente. En fin, decidles que no quiero abandonarlos en las desgracias de la vida, solos y sin méritos, que vengan a mí: yo los ayu­daré, aligeraré sus fardeles, endulzaré sus vidas tan duras y los embriagaré con mi amor paterno, para que sean felices en el tiempo y en la eternidad.

Y vosotros, hijos míos, que habiendo perdido la fé vivéis en las tinieblas, le­vantad los ojos y veréis los rayos luminosos que vienen para iluminaros. Yo soy el sol que ilumina, que enciende y que calienta, mirad y reconoceréis que soy vuestro Creador, vuestro Padre y vuestro solo y único Dios. Porque os amo vengo para hacerme amar y para que seáis todos salvados. Me dirijo a todos los hombres del mundo entero haciendo resonar esta llamada de mi paterno amor; este amor infinito, que quiero que conozcáis, es una realidad permanen­te. Amad, amad, amad siempre, pero dejad amar también a este Padre para que desde hoy yo pueda mostrar a todos el Padre más apasionado de amor por vo­sotros.

 Y vosotros, mis hijos predilectos, sacerdotes y religiosos, os exhorto a hacer conocer este amor paterno que nutro por los hombres y por vosotros en parti­cular. Estáis obligados a trabajar para que mi voluntad se realice en los hom­bres y en vosotros.

 Bien, esta voluntad es que yo sea conocido, glorificado y amado. ¡No dejéis inactivo por tanto tiempo mi amor, porque estoy sediento por el deseo de ser amado!

Entre todos los siglos este es el siglo privilegiado, ¡no dejéis pasar este pri­vilegio por el temor de que os venga quitado! Las almas necesitan ciertos to­ques divinos y el tiempo apremia; no tengáis temor de nada, yo soy vuestro Pa­dre; os ayudaré en vuestros esfuerzos y trabajos. Os sostendré siempre y os haré saborear, ya acá abajo, la paz y la alegría del alma, haciendo que produzcan frutos vuestro ministerio y a vuestras obras realizadas con celo; don inestima­ble porque el alma que está en paz y en alegría pregusta ya el cielo, esperando la recompensa eterna.

 A mi Vicario, el Sumo Pontífice, mi representante en la tierra, ya le he tran­smitido una atractiva particular para el apostolado de las misiones en los paí­ses lejanos, y sobretodo un celo grandísimo para hacer mundial la devoción al Sagrado Corazón de mi hijo Jesús. Ahora le confío la obra que el mismo Jesús vino a cumplir en la tierra; glorific arme haciéndome conocer como soy, así co­mo estoy diciéndole a todos los hombres, mis hijos y mis criaturas.

 Si los hombres supieran penetrar en el corazón de Jesús y ver todos sus de­seos y su gloria verían que su deseo más ardiente es el de glorificar al Padre, a aquel que lo envío, y sobretodo no dejarle una gloria disminuída, como se ha hecho hasta hoy, sino una gloria total, que el hombre puede y tiene que darme como Padre y Creador, y aún más, ¡ como autor de su redención!

Yo pido lo que él puede darme: su confianza, su amor y su agradecimiento. No es porque yo necesite de mi criatura ó que por sus adoraciones yo quiera ser conocido, glorificado y amado; es solo para salvarla y hacerla partícipe de mi gloria que yo me rebajo hasta ella. Y también porque mi bondad y mi amor se dan cuentan de que los seres que saqué de la nada y adopté como verdade­ros hijos están cayendo numerosos en la infelicidad eterna con los demonios, faltando de este modo a la finalidad de su creación, ¡y perdiendo el tiempo y la eternidad!

 Si algo deseo, sobretodo en el momento actual, es simplemente un mayor fervor de parte de los justos, una gran facilidad en la conversión de los peca­dores, una conversión sincera y perseverante, el regreso de los hijos pródigos a la casa paterna, en particular el regreso de los judíos y de todos los otros, que son también mis criaturas y mis hijos, como los cismáticos, los heréticos, los masones, los pobres infieles, los sacrílegos y las diversas sectas secretas; que todo el mundo sepa que hay un Dios y un Creador, que lo quieran o no. Este Dios, que hablará repetidamente a su ignorancia, es desconocido; no saben que yo soy el Padre de ellos.

 Creedme, vosotros que escucháis leyendo estas palabras: si todos los hom­bres que están lejos de nuestra Iglesia Católica oyeran hablar de este Padre que los ama, que es su Creador y su Dios, de este Padre que desea darles la vida eterna, gran parte de los hombres, aún los más obstinados, vendrían a este Pa­dre del que habréis hablado.

 Si no podéis ir directamente a hablar con ellos, buscad los medios: hay mi­les maneras directas ó indirectas, ponedlas en acto con un verdadero espíritu de discípulos y con gran fervor; os prometo que vuestros esfuerzos serán, por una gracia, pronto coronados con grandes éxitos. Volvéos apóstoles de mi bon­dad paterna, y por el celo que yo daré a todos vosotros seréis fuertes y poten­tes con las almas .

 Estaré siempre junto a vosotros y en vosotros: si son dos los que hablan yo estaré entre los dos; si sóis más numerosos yo estaré en medio de vosotros; así diréis lo que yo os inspiraré y daré a vuestros oyentes las disposiciones desea­das; de este modo los hombres serán conquistados por el amor y salvados pa­ra toda la eternidad.

 En cuanto a los medios para glorificarme como yo deseo no os pido otra co­sa que una gran confianza. No creáis que me espero de vosotros austeridad y mortificaciones, que desee haceros caminar descalzos o que tengáis que po-

strar el rostro en el polvo, o que desee que os cubráis de cenizas, etc... ¡No, no! ¡Quiero y me agrada que tengáis conmigo una actitud de hijos, con la simpli­cidad y la confianza en mí!

 Con vosotros me volveré todo para todos como el Padre más tierno y amo­roso. Familiarizaré con todos vosotros, donándome a todos, volviéndome pe­queño para hacer que seáis grandes en la eternidad.

 La mayor parte de los incrédulos, de los impíos y de las diversas comunida­des, se quedan en su maldad y en su incredulidad porque creen que yo les pi­do lo imposible; creen que tienen que someterse a mis órdenes como los escla­vos bajo un patrón tirano, que se queda envuelto en su potencia y se queda, en su orgullo, distante de sus súbditos, para obligarlos al respeto y a la devoción. ¡No, no, hijos míos! Yo sé volverme pequeño mil veces más de lo que voso­tros suponéis.

 Sin embargo, lo que yo exijo es el cumplimiento fiel de los mandamientos que he dado a mi Iglesia, para que seáis criaturas razonables y no seáis se­mejantes a los animales con vuestra indisciplina y vuestras malas tendencias, y para que al final podáis conservar este tesoro que es vuestra alma ¡que os he donado con la plena belleza divina con la que os he revestido!

 Después haced como yo deseo lo que os he ya indicado para glorificarme con un culto especial. Que esto os haga comprender mi voluntad de daros mu­cho y de haceros participar ampliamente a mi potencia y a mi gloria, única­mente para que seáis felices y para salvaros, para manifestar a vosotros mi úni­co deseo de amaros y de ser, en cambio, amado por vosotros.

 Si me amaréis con un amor filial y confiado tendréis también un respeto lle­no de amor y de sumisión para mi Iglesia y para mis representantes. No un re­speto como el que tenéis ahora y que os mantiene lejos de mí porque tenéis miedo de mí; este falso respeto que tenéis ahora es una injusticia que le hacéis a la Justicia, es una herida a la parte más sensible de mi corazón, es un olvido, un desprecio a mi amor paterno por vosotros.

 Lo que, de mi pueblo de Israel, más me ha afligido, y que todavía me aflige de toda la actual humanidad, es este respeto por mí mal concebido. El enemi­go de los hombres se ha servido efectivamente de esto para hacerlos caer en la idolatría y en los cismas. Para alejaros de la verdad, de mi Iglesia y de mí se servirá todavía de esto y lo usará siempre contra vosotros. Ah, no os dejéis ar­rastrar más por el enemigo, creed en la verdad que se está revelando a voso­tros, y caminad en la luz de la verdad.

También vosotros que no conocéis otra religión que esa con la cuál habéis nacido, una religión no verdadera, abrid los ojos: aquí está vuestro Padre, aquél que os ha creado y que quiere salvaros. Vengo hasta vosotros para traeros la verdad, y con ella la salvación. Veo que me ignoráis y que no sabéis que de vo­sotros deseo solo que me conozcáis como Padre y creador, y también como sal­vador. Es por ignorancia que no podéis amarme; sabed, por tanto, que no estoy tan lejos como creéis.

 ¿Como podría dejaros solos después de haberos creado y adoptado con mi amor? Os sigo por todas partes, os protejo en todo para que todo sea una con­statación de mi gran liberalidad hacia vosotros, a pesar de que habéis olvida­do a menudo mi infinita bondad, olvidos que os hacen decir: “Es la naturaleza la que nos dá todo, la que nos hace vivir y nos hace morir”. ¡Este es el tiempo de gracia y de luz! ¡Por tanto, reconoced que yo soy el únco verdadero Dios!

 Para poder daros la verdadera felicidad en esta vida y en la otra quiero que hagáis lo que os propongo en esta luz. El tiempo es propicio, no dejéis huir al amor que se ofrece a vuestro corazón en modo tan tangible. A todos os pido de escuchar la Santa Misa según la litúrgia: ¡esto me agrada mucho! Después, con el tiempo, os enseñaré otras pequeñas oraciones, ¡pero no quiero sobre­cargaros! Lo esencial será glorificarme como he dicho, estableciendo una fie­sta en mi honor y sirviéndome con la simplicidad de los verdaderos hijos de vuestro Dios, Padre, creador y salvador del género humano.

 He aquí otro testimonio de mi amor paterno por los hombres: hijos míos, no os hablaré de toda la grandeza de mi amor infinito porque basta abrir los libros santos, mirar el Crucifijo, el Tabernáculo y el Santísimo Sacramento para que podáis comprender ¡hasta que punto os he amado!

 Sin embargo, para haceros conocer hasta que punto necesitáis satisfacer mi voluntad en vosotros, y para que yo sea más conocido y más amado ya, quie­ro, antes de terminar estas pocas palabras, que no son otra cosa que la base de mi obra de amor entrelos hombres, indicaros algunas de las ¡innumerables prue­bas de mi amor por vosotros!

 Mientras que el hombre no se encuentre en la verdad, no podrá probar ni si­quiera la verdadera libertad: creéis que estáis en la alegría, en la paz, vosotros, mis hijos, que estáis afuera de la verdadera ley para cuya obediencia os he crea­do, pero en el fondo de vuestro corazón sentís que ¡en vosotros no hay ni la verdadera paz, ni la verdadera alegría, y que no estáis en la verdadera libertad de quién os ha creado y que es vuestro Dios, vuestro Padre!

Pero a vosotros que estáis en la ley, ó mejor dicho, que habéis prometido de seguir esta ley que os he dado para asegurar vuestra salvación, habéis sido con­ducidos hacia el mal por el vicio. Os habéis alejado con vuestra conducta mal­vada. ¿Creéis que sois felices? No. Sentís que vuestro corazón no está tran­quilo. ¿Quizás pensáis que buscando el placer y las otras alegrías humanas vue­stro corazón se sentirá al final satisfecho? No. Dejad que os diga ¡que no os en­contraréis nunca en la verdadera libertad, ni en la verdadera felicidad mientras que no me reconozcáis como Padre, y mientras que no os sometáis a mi yu­go, para ser verdaderos hijos de Dios, vuestro Padre! ¿Por qué? Porque os he creado con un solo fin que es el de conocerme, amarme y servirme, ¡así como el niño simple y confiado sirve a su Padre!

Un tiempo, en el Antiguo Testamento, los hombres se comportaban como animales, no conservaban ninguna señal que indicara en ellos su dignidad de hijos de Dios, su Padre. Y así, para hacerles saber que quería elevarlos a la gran dignidad de hijos de Dios tuve que demostrar una severidad a veces espanto­sa. Más tarde, cuando ví que algunos eran bastante razonables y que podían entender finalmente que había que establecer algunas diferencias entre ellos y los animales, comencé entonces a colmarlos de beneficios y a concederles la victoria sobre los que todavía no reconocían y conservaban la dignidad de el­los. Y como el número de ellos aumentaba les mandé a mi Hijo, adornado con todas las perfecciones divinas, dado que era el Hijo de un Dios perfecto. Fué él el que les trazó el camino de la perfección, por él os he adoptado, con mi amor infinito, como verdaderos hijos, y después no os he llamado más con el simple nombre de criaturas sino con el nombre de “hijos”.

 Os he revestido con el verdadero espíritu de la nueva ley, que os distingue, no solo de los animales como a los hombres de la antigua ley, sino que os ele­va por encima de aquellos hombres del Antiguo Testamento. A todos os he ele­vado a la dignidad de hijos de Dios, sí, vosotros sóis mis hijos y tenéis que de­cirme que soy vuestro Padre; pero tened confianza en mí como hijos porque sin esta confianza no obtendréis nunca la verdadera libertad.

 Os digo todo esto para que reconozcáis que he venido para esta obra de amor, para ayudaros potentemente a sacudir la tiránica servidumbre que aprisiona vue­stra alma y para haceros saborear la verdadera libertad, de la cuál proviene la verdadera felicidad, que en comparación con ella todas las alegrías de la tier­ra no son nada. Eleváos todos hacia esta dignidad de hijos de Dios y respetad vuestra grandeza, y yo seré más que nunca vuestro Padre, el más amable y el más misericordioso. He venido para traer la paz con esta obra de amor, si alguién me glorifica y se confía en mí haré descender sobre él un rayo de paz en todas sus adversidades, en todas sus turbaciones, en sus sufrimientos y en sus aflicciones, de cualquier tipo, sobretodo si me invoca y me ama como su Pa­dre. Si las familias me glorifican y me aman como su Padre, yo les daré mi paz y con ella mi providencia. Si los trabajadores, los industriales y los diversos otros artesanos me invocan y me glorifican, yo daré mi paz, me mostraré co­mo Padre amorosísimo y con mi potencia aseguraré la salvación eterna de las almas.

 Si toda la humanidad me invoca y me glorifica haré descender sobre ella el espíritu de paz, como un rocío bienhechor.

 Si todas las naciones, como tales, me invocan y me glorifican, no tendrán más nunca discordias ni guerras, porque yo soy el Dios de la paz y allá en don­de yo estoy no habrá guerra.

 ¿Queréis obtener la victoria sobre vuestro enemigo? Invocadme y triunfaréis victoriosamente sobre el mismo.

 En fin, vosotros sabéis que con mi potencia todo lo puedo. Bien, esta poten­cia se la ofrezco a todos para que os sirva en el tiempo y en la eternidad. Me mostraré siempre como Padre vuestro, siempre que vosotros os mostréis como hijos míos.

 ¿Qué deseo con esta obra de amor? Encontrar corazones que puedan enten­derme.

 Yo soy la santidad, de la cuál poseo la perfección y la plenitud, y os dono esta santidad de la cuál soy el autor a través de mi Espíritu Santo, y la in­stauro en vuestras almas con los méritos de mi Hijo.

 Es por mi Hijo y por el Espíritu Santo que yo vengo hacia vosotros y en vo­sotros, y en vosotros busco mi reposo.

 Para algunas almas estas palabras: “Vengo en vosotros”, les parecerán un mi­sterio, pero ¡no hay ningún misterio! porque después de que le ordené ami Hijo de instituir la santa Eucaristía ¡me propuse de venir entre vosotros cada vez que recibís la santa Hostia! Claro que nada me impedía de venir también ha­cia vosotros antes de la Eucaristía ¡porque nada me es imposible! pero recibir este sacramento es una acción facil de entender y que os explica ¡como es que yo vengo en vosotros!

 Cuando estoy en vosotros os doy con mayor comodidad lo que poseo, siemre y cuando me lo pidáis. Con este sacramento os unís conmigo íntimamen­te, y es en esta intimidad que la efusión de mi amor riega en vuestras almas la santidad que poseo.

 Os inundo con mi amor, y entonces no tenéis que hacer otra cosa que pedir­me las virtudes y la perfección que necesitáis, y podéis estar seguros de que, en esos momentos de reposo de Dios en el corazón de su criatura, nada os será negado.

 Desde el momento en que habéis comprendido cuál es el lugar de mi repo­so, ¿no quisieráis dármelo? Soy vuestro Padre y vuestro Dios, ¿osaréis negar­me esto? Ah, no me hagáis sufrir con vuestra crueldad con un Padre que os pi­de solo esta gracia para él. Antes de terminar este mensaje quiero expresar un deseo a un cierto número de almas consagradas a mi servicio. Estas almas sóis vosotros, sacerdotes, religiosos y religiosas. Estáis a mi servicio, ya sea en la contemplación, ya sea en las obras de caridad y de apostolado.

 De parte mía es un privilegio de mi bondad, de parte vuestra es la fidelidad a la vocación con vuestra buena voluntad. He aquí mi deseo: vosotros que com­prendéis más facilmente lo que me espero de la humanidad, rezadme para que yo pueda hacer la obra de mi amor en todas las almas. ¡Vosotros conocéis to­das las dificultades que hay que vencer para conquistar las almas! Bien, he aquí el medio eficaz con el cuál ganar para mí con facilidad una gran multitud de almas: precisamente este medio es el hacerme conocer, amar y glorificar por los hombres.

 Antes que nada deseo que seáis vosotros a comenzar primero. ¡Que alegría para mí entrar antes que todo en las casas de los sacerdotes, los religiosos y las religiosas!

 ¡Que alegría encontrarme, como Padre, entre los hijos de mi amor! ¡Con vo­sotros, mis íntimos, conversaré como amigos! ¡Seré para vosotros el más di­screto de los confidentes! ¡Seré vuestro todo, que os bastará para todo! Seré sobretodo el Padre que acoge vuestros deseos, colmándoos con su amor, con sus beneficios, con su ternura universal.

 ¡No me neguéis esta dicha que quiero gozar entre vosotros! Os la devolveré cien veces más y, porque vosotros me glorificáis, ¡también os honraré pre­parándoos una gran gloria en mi reino!

 Yo soy la luz de las luces: allá en donde esa penetrará habrá vida, pan y fe­licidad. Esta luz iluminará al peregrino, al escéptico, al ignorante y os iluminará a todos, oh hombres que vivéis en este mundo lleno de tinieblas y de vi­cios; ¡si no tuvieráis mi luz caeriáis en el abismo de la muerte eterna!

 En fin, esta luz le iluminará las calles que conducen a la verdadera Iglesia católica a sus pobres hijos que todavía son víctimas de las supersticiones. Me mostraré como Padre de los que más sufren en la tierra, los pobres leprosos.

 Me mostraré como el Padre de todos aquellos hombres que están abandona­dos, excluídos de cualquier sociedad humana. Me mostraré como Padre de los afligidos, Padre de los enfermos, sobretodo de los agonizantes. Me mostraré como el Padre de todas las familias, de los huérfanos, de las viudas, de los pri­sioneros, de los obreros y de la juventud. Me mostraré como Padre en todas las necesidades. En fin, me mostraré como el Padre de los reyes y de sus nacio­nes. ¡Y todos sentiréis mis bondades, todos vosotros sentiréis mi protección y todos vosotros veréis mi potencia!

 ¡Mi paterna y divina bendición para todos, Amén!

 ¡Particularmente para mi hijo y representante, Amén! ¡Particularmente para mi hijo el Obispo, Amén!

 ¡Particularmente para mi hijo tu padre espiritual, Amén! ¡Particularmente para mis hijas, tus madres, Amén!

 ¡Para toda la congregación de mi amor, Amén!

 ¡Para toda la Iglesia y para todo el clero, Amén!

 ¡Bendición muy especial para la Iglesia del Purgatorio, Amén! ¡Amén!”-

+Per ipsum, cuni Ipso et in Ipso

 

Dios es mi Padre

 Padre mío que estás en los cielos, ¡como es dulce y suave saber que Tú eres mi Padre y que yo soy tu hijo!

 Sobretodo cuando está obscuro el cielo de mi alma y más pesada es mi cruz, es cuando siento la necesidad de repetirTe: ¡Padre, creo en tu amor por mí!

 Sí, ¡creo que tú para mí eres Padre en cada momento de la vida, y que yo soy Tu hijo! ¡Creo que me amas con amor infinito! ¡

 Creo que velas día y noche sobre mí y que ni siquiera un cabello se cae de mi cabeza sin Tu permiso!

 Creo que, infinitamente Sabio haces que todo sirva para el beneficio de los que Te aman: ¡y aún bajo las manos que golpean yo beso Tu mano que sana!

 Creo, ... ¡pero aumenta en mí la fé, la esperanza y la caridad!

 Enséñame a ver simpre tu amor como guía en cada evento de mi vida.

 Enséñame a abandonarme a Tí como un niño en los brazos de la mamá.

 Padre, Tú sabes todo, Tú vés todo, Tú me conoces mejor de lo que me co­nozca yo mismo: ¡Tú puedes todo y Tú me amas!

 Padre mío, dado que Tú quieres que siempre recurramos a Tí, héme aquí con confianza para pedirTe, con Jesús y María, ... (pedir la gracia que se desea).

 Por esta intención, uniéndome a Sus Sagradísimos Corazones, Te ofrezco todas mis oraciones, mis sacrificios y mortificaciones, todas mis acciones y una mayor fidelidad a mis deberes (1).

 ¡Dame la luz, la gracia y la fuerza del Espíritu Santo!

 Confírmame en este Espíritu de modo que yo no Lo pierda nunca, ni Lo en­tristezca, ni Lo debilite en mí.

 Padre mío, ¡es en nombre de Jesús, Tu Hijo, que te lo pido! Y tu, oh Jesús, abre Tu Corazón y métele adentro el mío, y con el de María ¡ofrécelo a nue­stro Padre Divino!... ¡Obtiéneme la gracia que necesito!

 Padre Divino, llama hacia Tía todos los hombres. ¡Que el munto entero pro­clame Tu Paternal Bondad y Tu Divina Misericordia! Sé para mí tierno Padre,  

 protégeme por todas partes como a la pupila de Tus ojos. Haz que yo siem­pre sea digno hijo Tuyo: ¡tén piedad de mí!

 Padre Divino, dulce esperanza de nuestras almas.

 ¡Que Tu seas conocido, alabado y amado por todos los hombres!

 Padre Divino, bondad infinita que se efunde sobre todos los pueblos. ¡Que Tu seas conocido, alabado y amado por todos los hombres!

 Padre Divino, rocío beneficioso de la humanidad.

 ¡Que Tu seas conocido, alabado y amado por todos los hombres!

 Madre Eugenia

   

Indulgencia parcial

Mos.Girard,

Vie. Apost. Cairo (Egipto),

9 de Octubre de 1935

   + Jean Card. Verdier,

Arzobispo de París,

8 de Mayo de 1936

 

(1) Si se reza esta oración como Novena añadir: “Te prometo ser más genero­so, especialmente en estos nueve días, en tal circunstancia... con tal persona...”

............................................................................................................................................................................

4

 

БОГ ОTEЦ ГОВОРИГ НАМСВОИМ ДЕТЯМ

Ассоцидцией БОГ ЕСТЪ ОТЕЦ ДОМ ОТЦА

Ассоциацйвй БОГ ЕСТЪ ОТЕЦ ДОМ ОТЦА

AssociazionDIO Е' РАDRE  CASA PATER casella postale 135

         67100 L'Aquila Italia

 

ПРЕДИСЛОВИЕ

Бог - мой Отец.

Этот глас сегодня все чаще слышен в мире: люди признают Бога Отцом.

Вот почему мы чувствуем необходимость предать глас­ности послание Бога Отца, дарованное миру посредством Его творения (которое так Его любило, посредством мате­ри Евгении Елизаветы Равазио) и признанное действитель­ным церковью.

Полагаем уместным начать подобную публикацикт сви­детельством Его Преосвященства монсеньёра Александра Кайо, епископа Гренобля, учредившего в 1935 году комис­сию экспертов, призванных из разных частей Франции для начала расследования, проводившегося епископами, кото­рое продлилось 10 лет.

В числе прочих в комиссии принимали участие: викарий епископа Гренобля монсеньёр Герри, богослов: братья - иезуиты Альбер и Огюст Валансены, почитаемые за круп­нейших авторитетов в философской и богословской облас­тяк и являтощиеся экспертами при оценке подобных случа­ев,- два доктора медицины, один из них психиатр:

В уверенности, что публикуемое послание поможет лю­дям понять глубокую нежность Отца к каждому из нас, надеемся на его наиболее широкое распространение.

Отец Андреа Д'Асканио Орбен Братьев Меньших

 

СВИДЕТЕЛЬСТВО ЕГО ПРЕОСВЯЩЕНСТВА МОНСЕНЬЁРА КАЙO

 

СВИДЕТЕЛЬСТВО ЕГО ПРЕОСВЯЩЕНСТВА МОНСЕНЬЁРА КАЙO, ЕПИСКОПА ГРЕНОБЛЯ, ПО ДОКЛАДУ, ПОДГОТОВЛЕННОМУ ВО ВРЕМЯ КАНОНИЧЕСКОГО СЛЕДСТВИЯ ПО ДЕЛУ МАТЕРИ ЕВГЕНИИ

   Прошло десять лет с того момента, как я в качестве епископа Гренобля принял решение об открытии исследо­вания по случаю матери Евгении. Сейчас я обладаю необ­ходимыми данными для того, чтобы вынести Церкви мое епископское свидетельство.

   В результате расследования обнаруживается, во-пер­вых, следующее:

   1) Значительнме достоинства матери Евгении.

   С самого начала своей монашеской жизни, в то время сестра Евгения, она привлекала внимание старших своим благочестием, послушанием и смирением. 

   Старшие;- пораженные необычным характером событии, случившихся во время постнушничества сестры, решили не оставлять ее в монастыре. Но они колебались и должны были отказаться от этого решения перед лицом примерной жизни сестры. 

   В ходе расследования сестра Евгения подтвердила свое великое терпение и совершенную мягкость, без жалоб подчиняясь медикам, отвечая на часто длинные и тяжелые вопросы богословских и медицинских комиссий,     принимая возражения и испытания.

   Все исследователи особенно хвалили- ее простоту.

Некоторые обстоятельства позволили также обнару­жить, что добродетели сестры достигали степени героизма, особенно добродетель послушания при опросе, проведен­ном отцом Огюстом Валансеном в июне 1934 года, и добродетель смирения в трудный день 20 декабря 1934, как свидетельствуют богословы.

   Что касается исполiнениq обязанностей генеральной на­стоятельницы, то могу засвидетелтвовать, что я нашел сестру Евгению преданной своему долгу и посвященной своей особой цели (которая должна была казаться ей еще труднее достижимой, поскольку она не была кет ому готова), с великой любовью к людям, своей конгрегации и Церкви. Те, кто жили рядом с ней, были поражены, как и я сам, ее душевной силой при сложных обстоятельствах. 

   Меня восхищают не только добродетели матери Евге­нии, но также качества, раскрьпзшиеся при использовании ею власти, восхищает, что малообрaзованная сестра Могла занимать самый высокий пост в соей конгрегации! Уже в этом есть что-то необычное, и с этой точки -зрения расследование о дне ее избрания Богом, проведенное моим генеральным викарием монсеньёром Герри; весьма показа­тельно. Ответы всех главных сестер, настоятельниц и деле­гатов от миссий показали, что они избрали мать Евгению генеральной настоятельницей, несмотря на молодой воз­раст и канонические препятствия (которые в нормальном случае должны были бы забраковать идЕею ее назначения), по причине ее способности рассуждать, ее душевного рав­новесия, энергичности и упорства. Реальность представи­лась намного превзошедшей надежду, которую связывали избирательницы с их избранницей.

   То, что я главным образом, в ней отметил, так это, прежде всего, ее светлый, живой, проницательный ум. Я сказал, что ее образование было недостаточным, но по не зависящим от нее причинам: длительная болезнь матери вынудила ее, еще совсем молодую, взять на себя заботу о доме и очень часто пропускать школьные занятия. Затем вплоть до ее поступления в монастырь были тяжкие годы работы на ткацкой фабрике.

 Несмотря на базовые пробелы в образовании, следствие которых с очевидностью дает о себе знать в композиции и орфографии ее письма, мать Евreния делала многочис­ленные доклады в своей общине. Следует отметить, что она сама редактировала циркуляры своей конгрегации и копт­ранты, заключенные с муниципальными и адмОнистратив­ными советами для больничных учреждений, доверенных сестрам конгрегации Царицы Апостолов. Она сама составы-, ла длинный директорий.

   Мать Евгения ясно и справедливо разбираемся в любой ситуации, руководствуясь своей совестью. Еe указания кратки, точны, исключительно практичны. Она лично знает каждую из своих 1400 сестер, их привычки и достоинства и поэтому способна при назначении на различные работы избрать наиболее квалифицированных. Она обладает пре­восходным знанием нужд и возможностей своей конгрега­ции, ситуации, в каждом доме. Она посетила все свои миссии.

   Хотим подчеркнуть также ее дальновидность. Она при­няла все меры, необходимые для того, чтобы в будущем каждое больничное или школьное учреждение имело дип­ломированных сестер в необходимом количестве для нор­мального функционирования и развития. Наконец, мне кажется особенно интересным отметить: мать Евгения представляется одаренной решительностью, чувством ре­ального и волей к действию. За шесть лет она организовала 67 фундаций и смогла внести весьма полезные улучшения в жизнь конгрегации.

   Если я обращаю внимание на способности ее ума, волю, умение управлять, то это потому, что они мне кажутся пригодными для решительного устранения гипотез, рас­смотренных во время следствия, как не способных дать удовлетворительного объяснения фактов: это гипотезы о галлюцинации, иллюзии, спиритизме, истерии, бреде.

   Жизнь матери Евгении является постоянжым под­тверждением ее умственного и душевного равновесия, и зто равновесие кажется, даже на взгляд наблюдателей, гос­подствующей чертой ее личности. Другие гипотезы о вну­шаемости и манипулируемости, подтолкнувшие исследова­телей задаться вопросом, не были ли они в присутствии очень впечатлительной натуры (которая, подобно гранено­му зеркалу, отражает все влияния и внушения), бьiии равным образом отвергнуты повседневной действитель­ностью. Мать Евгения, хотя и одаренная чувствитель­ностью и темпераментом, доказала, что она никому не отдавала предпочтения. Далекая от того, чтобы допустить малейшее воздействие на себя чужих мнений, она всегда умела сама составлять планы и вести работу, импонируя другим людям своею самостоятельной личностью. Простой, случай скажет о ней больше всех оценок: на следующий день после избрания на пост генеральной настоятельницы она должна была заняться некоторыми назначениями и не поколебалась сместить одну из тех, кто только что голосо­ вали за нее. Вернувшись в Египет, эта местная настоятель­ница узнала о своем смещении, сообщенном ей вслед воздушным путем и опередившем ее прибытие.

   2) Об объекте послания.

   Предмет доверенного матери Евгении послания точен и с теоретической точки зрения представляется мне и законным, и своевременным.

   Вот этот точный объект: познать и почитать Бога Отца, в особенности учреждением специального праздника, ис­прашиваемого у Церкви. Расследование установило, что церковный праздник в честь Бога Отца хорошо вписался бы в практику Католической Церкви, соответствуя традицион­ной опоре католической молитвы, представляющей собой восхождение к Отцу через Сына в Духе, как это являют молитвы Мессы и литургическое приношение Отцу в Свя­той Жертве. С другой стороны, в самом деле, странно, что не существует никакого специального праздника в честь Бога Отца: Троица почитается как единая. Слово и Святой Дух почитаются в их посланничестве и внешhих проявле­ниях, и только Бог Отец не имеет собственного праздника, который привлек бы особое внимание христианского наро­да именно к Нему. Этим отсутствием торжествам Его честь следует объяснить тот факт, что-достаточно широкий опрос верующих о6наруясил, что в разных социальных классах и даже от многочисленных священников религиозных мож­но услышать: «Ситец неизвестен. Ему не молятся, о Нем не думают». Исследование обнаруживает также, к большому удивлению, что многие христиане удаляются от Отца, поскольку несправедливо видят в Нем только страшного судью. Они преднточитаюt обращаться к человечному Хрис­ту, и сколькие йз них росят у Иисуса защитить их от гнева Отца!

   Итак, специaльньпí гiраздник имел бы своим гтервым следствием восстановление порядка благочестия у многих христиан и их возвращение К совету Спасителя: м$се, чего ни попросите у Отца во имя Мое!..» и далее: «Вы же молитесь так: Отче наш...».

   Церkовный праздник в честь Бога Отца имел бы также своим следствием обращение взоров именно к тому, кото­рого св апостол Иаков называл: «Отец света, от которого исходят все дары...». Этот праздник приуцил бы души созерцать Божественную благость, благодеяния Триедино­го Бога, Его Отеческий промысел и Его тождественность промыслу Троицы. Именно посредством своей Божèствен­ной природы, общей в трех Лицах, Бог изливает в мир неописуемые сокровища бесконечного милосердия.

   На первый взгляд, могло бы показаться; что нет ника­кой особенной причины почитать Бога Отца частным обра­зом, ведь разве не Отец послал своего Сына в мир? Если, в конце концов, достойно выражать преданность Сыну и Святому Духу за их внешние проявления, разве не было бы достойным и должным воздавать благодарение Богу Отцу, как этого с самого начала требует Месса. за дар, который Он принес в своем Сыне?

   Таким образом, собственный предмет специального праздника обнаруживается ясным способом: почитать От­ца, благодарить Его, восхвалять Его за дарование нам Сына: одним словом, как точно говорит послание, как Родителя искупления. Воздать благодарность тому, кто так возлюбил мир, что отдал своего единственного Сына, чтобы все люди, соединенные в мистическом теле Христа, воспри­няли этого Сына, стали в Нем сыновьямн Отца. В тот момент, когда мир, смущенный учениями антиклерикалов, атеистов и современными течениями в философии, больше не знает Бога, истинного Бога, разве этот праздник не помог бы многим узнать живого Отца, раскрытого нам Христом; Отца милосердия и доброты? Разве он не помог бы увеличить численность тех почитателей Отца «в духе и истине», которого нам возвестил Иисус? В момент, когда потрясенная мировыми войналки земля испытывает нужду в поиске серьезного основания единства для сближения между народами, это торжество принесло бы великий свет, обучая людей тому, что они все имеют на небесах одного и того же Отца, который даровал им Иисуса, к которому Иисус их привлекает как членoв своего мистического Тела в единстве общего Духа JIюбви! В момент, когда столь многие люди, доведенные до изнеможения или просто уставшие от испытаний войны, могут жаждать обращения к глубокой внутренней жизни, разве этот праздник не способен внутренне призвать иx к почитанию Отца, кото­рый мог бы явиться втайне, через Сыновнее щедрое жерт­воприношение Ему, быть единственным для людей источни­ком жизни Святок" Троицы? Разве подобный праздник не со­кранил бы прекрасное двнжоние к сверхъестественнойжизни, естественно влекущей .дюдей к особому детству - к сыновней жизни с Отцом, к довеpчивому реданию сe6я-Божественной воле в религиозном духе.

   С другой стороны, отвлекаясь от вопроса о специальном празднике и вне зависимости от решения Церкви по этому поводу, здесь возникает теоретическая проблема. Крупные богословы полагают, что учение об отношениях души с Троицей должно быть углублено и что оно могло бы стать для людей источником света, чтобы жить в единении с Отцом и Сыном, участвовать в жизни Иисуса как Сына, в особенности в Его Сыновней любви к Отцу.

   Как бы ни обстояло дело с этими богословскими дoво-дами, я хочу здесь подчеркнуть следующий факт: несведу­щая в богословии простая молодая женщина заявляет о том, что она получила Божественные сообщения, которые могут быть теоретически весьма плодотворными.

   Воображаемые построения ясновидящих скудны, бес­плодны, непоследовательны. Напротив, послание, получен­ное матерью Евгенией, по ее словам, от Отца, плодотворно, обладает гармоничным пересечением его двух особеннос­тей, делающих его более надежным: это, с одной стороны, его традиционность для Церкви, отсутствие новизны, кото­рая могла бы сделать его подозрительным. Послание, пере­данное матери Евгении, без конца повторяет то, что все уже было сказано с открытием нам Отца Его Сыном Христом, и что все есть в Евангелии. Но, с другой стороны, в этом послании заявлено, что великая истина об Отце должна быть осмыслена, углублено и пережита.

   Диспропорция между слабостью орудия в Руках Божь­их, неспособностью матери Евгении самостоятельно от­крыть учение такого рода и глубиной послания, несомого этой сестрой, не позволяет ли заключить, что имелась высшая, сверхъестественная; божественная прггчиlна для того, чтобы доверить именно ей это послание?

   Я не вижу, как человеческим образом можно было бы объяснить открытие сестрой идеи, оригинальность и пло­дотворность которой только постепенно бьiии выявлены исследователями-богословами.

   Другое обстоятельство также мне кажется равным об­разом многозначительным: когда мать Евгения объявила, что ей были явления Отца, а исследователи-богословы ответили ей, что явления Отца сами по себе невозможны, что они, можно сказать, никогда не бывали в истории, сестра противилась этим возражениям, говоря в простоте: «Отец мне велел описать то, что я видела. Он просит своих детей-богословов вести поиски». Сестра никогда ничего не изменила в своих объяснениях, она повторяла свои утверждения в течение многих месяцев. И лищь в январе 1934 года богословы обнаружили у самого святого Фомы Аквинского ответ на свoи возражения.

   Ответ великого учитетя состоял в ясном указании отли­чия между явлением и посланием. Он устранил црепятст­вие, парализовывавшее расследование. Перед лицом знаю­ щих богословов маленькая необразованная монахиня ока­залась права. Как объяснить человеческим образoм в, этом случае ясность, мудрость, постоянство сестры? Фальшивая ясновидящая старалась бы приспособиться к объяснениям богословов. Сестра же вела себя твердо. Вот почему ее свидетельство кажется достойным доверительной под­держки.

   В любом случае то, что мне кажется стоящим упомина ния, так это позиция сдержанности, занятая ею по отношению к чудесному. В то время, как несерьезные мистики выдвигают чудесное на первый план и даже не видят ничего другого, кроме необычных вещей, чудеса, в слчае с сест­рой, в качестве доказательства отодвинуты ею на второй план. Отсутствует экзальтация и присутствует равновесие в оценках, что производит хорoшее впечатление.

   О расследовании богословов скажу лишь вкратце. Преподобные отцы Альбер и Огюст Валансены почита­лись за их философский и богословский авторитет, а также за их знание духовной жизни. Им уже приходилось иметь дело с другими событиями такого рода, которые, как и в этом случае, были подвергнуты их анализу.

   Нам известно, что они всегда проводили этот анализ o большой осторожностью. Таковы причины, которые опре­делили наш выбор этих исследователей.

   Мы им весьма признательны за преданное и воистину ответственное сотрудничество. Их свидетельства в пользу сестры и в пользу сверхъестественного объяснения собы­тии, в их совокупности, тем более ценны, что они медлили очень долгое время, настроенные вначале недоброжела­тельно и скептически, потом колеблясь. Они убеждались шаг за шагом после того, как устраняли любое возражение и подвергали сестру тяжелым испытаниям.

 

Выводы

 

   В согласии с мoей душoй и совестью, с живейшим чувством ответственности перед Церковью я объявляю, что сверхъестественное, Божественное вмешательство кажется мне единственным, способным дать логическое, удовлетво­рительное объяснение совокупности фактов.

Лишенное всего того, что его окружает, в своей сущнос­ти это событие мне кажется полным благородства, величия, сверхъестественной плодотворности.

   Смиренная монахиня призвала наши души к иcтинной преданности Отцу, как тому учил Иисус и как Церковь закрепила это в литургии.

В этом нет ничего пугающего, ничего, что не бьио бы очень простым и в то же время соответствующим глубокой теории.

   Чудесные события, сопровождающие это послание, мог­ли бы быть отделены от этого центрального события, чтобы оно сохранило свою значимость. Церковь скажет, будет ди идея специального праздника рассмотрена независимо oт частной истории сестры, по теоретическим соображениян.

   Я верю, что сильным подтверждением подлинности послания сестре является тот способ, которым она примe-няет его в реальной жизни: это полученное ею прекраснсoе учение, заслуживающее ее воспоминания. Я считаю уместным позволить ей продолжить свое делф. Верю, что здесь есть перст Божий, и после десяти лет поиска, размышлений и молитвы благословляю Отца за тo, что Он удостоил избрать мою епархию местом столь трога­тельных проявлений Его любви.

Александр КАЙО Епископ Гренобля

 

ПОСЛАНИЕ БОГА ОТЦА

 

Первая тетрадь

1 июля 1932 года

Праздник Драгоценной Крови Господа Нашего Иисуcа Христа

   Вот наконец-то настал день, навеки благословенный, обещанный небесным Отцом! Днесь завергиаются долгие дни приготовления, и я чувствую себя близкой, совсем близкой к приходу моего Отца и Отца всех людей. Несколько минут молитвы и затем совершенные духов­ные радости! Я была охвачеhа жаждой видеть Его и чувствовать Его! Мое пылающее любовью сердце открывалось со столь великим доверием, что я вынуждена признаться: доныне ни с кем я не была так довёрчива. Мысль о моем Отце потрясала меня; как это бывает в безумной радости.  Наконец, песнопения становятся слышными! Ангелы приходят и возвещают мне это счастливое прибытие! Иx песни столь прекрасны, что я пожелала записать их при первой возможности. Но эта гармония омuг прекратилась, и вот - шествие избранных, херувимов и серафимов, вместе с Богом, НА­ШИМ СОЗДАТЕЛЕМ и НАШИМ ОТЦОМ! Простершuсь лицом на землю, погруженная в бездгhу собственного ничтожества, я произнесла «ВЕЛИУИТ ДУ­ША МОЯ...» Тотчас Отец говорит мне сесть рядом с ним, чтобы записать то, что Он решил сказать людям. Весь сопровождавший Его небесный эскорт исчез. Отеу остается со мной один и, прежде чем сесть, говорит мнем

   «Я тебе уже сказал и говорю еще: «Я не могу другой рав даровать Моего Возлюбленного Сына, дабы подтвердить Мою Любовь к людям! Ныне, ради нее и чтобы они познали ее, Я прихожу к ним, принимая подобный им бедный видя. Смотри. Я слагаю Мой Венец и всю Мою славу, чтобы принять облик обычного человека!»

   Приняв внешность обычного человека, сложив Свой венец и Свою славу у Ног, Он прижал к Сердцу земной шaр, поддерживая его левой Рукой, а затем сел около меня. Не могу сказать, чтобы какое-либо слово годилось для описания Его прибытия и облика, который Он удостоил нас принять. Его Любвu! В моем невежестве я не имею слов, чтобы выразить то, что Он дал мне понять.

   МИP И СПАСЕНИЕ,- сказал Он,- этому дому и всему миру: пусть МОЕ МОГУЩЕСТВО, МОЯ ЛЮБОВЬ и МОЙ СВЯТОЙ ДУХ коснутся людских сердец, дабы все человечество в целом обратилось ко спасению и прицио к Своему ОТЦУ, который ищет его для того, чтобы любить и спасать его!

   Пусть Мой Наместник ПИЙ XI поймет, что это дни спасения и благословения. Пусть он не упустит возмож­ность обратить внимание детей на ОТЦА, приходящего сотворить им добро в этой жизни и приготовить их к вечному счастью.

   Я избрал этот день дпя того, чтобы начать МОЕ ДЕЛО среди людей, ибо это ПРАЗДНИК ДРАГОЦЕННОЙ КРО­ВИ МОЕГО СЫНА ИИСУСА. Я намереваюсь омочить в этой крови начинаемое Мною дело, дабы оно принесло великие плоды всему человечеству.

 

   ВОТ ИСТИННАЯ ЦЕЛЬ МОЕГО ПРИХОДА:

   1) Я прихожу, чтобы изгнать чрезмерный страх, который испытывают предо Мной Мои творения, и чтобы дать им понять, в чем состоит Моя радость: быть познанным и любимым Моими детьми, то есть всем существующим и будущим человечеством.

   2) Я прихожу принести надежду людям и народам. Сколь многие ее уже давно потеряли! Эта надежда позволит им жить в мире и уверенности, трудясь для спасения.

   3) Я прихожу, чтобы Меня узнали таким, каков Я есмь. Чтобы доверие людей возрастало одновременно с их любовью ко МНЕ, их ОТЦУ, имеющему лишь одну заботу: заботиться о всех людях и любить их как детей.

   Художник радуется, созерцая нарисованную им карти­ну, так же и Я испытываю удовлетворение и радуюсь, проходя между людьми, шедевром Моего творения!

Время торопит. Я хотел бы, чтобы человек узнал как можно скорее, что Я его люблю и испытываю величайшее счастье, когда нахожусь рядом с ним и говорю с ним, как Отец со своими детьми.

   Я вечен, и когда Я жил один, уже тогда Я думал об использовании всего Моего могущества для создания су­ществ по Моему образу. Но прежде требовалось материаль­ное творение, дабы эти существа смогли найти себе пропи­тание: тогда и было сотворение мира. Я заполнил его всем тем, что, как Я знал, должно было быть необходимым людям: воздухом, солнцем, дождем и многими другими вещами, которые Я полагал необходимыми для их жизни. Наконец, был создан человек! Я получил удовлетворение от Моего дела. Человек обычно совершает грехи, но именно тогда и проявляется Моя бесконечная доброта.

   Я создал и избрал в Ветхом Завете пророков, чтобы они жили среди людей, Я сообщил им Мои желания, Мои тяготы и Мои радости, дабы они сообщили их всем.

   Чем более возрастало зло, тем более Моя доброта побуждала Меня обратиться к праведным душам, чтобы они передавали Мои приказания тем, кто безнаказанно учинял беспорядок. Так, иногда Я должен бью прибегать к строгости, чтобы вернуть людей на путь .добра, не нака­зать - ибо это причинно бы только зло,- но отвести их ото зла и направить к их Отцу и Создателю, которого онизабыли и не признавали в их неблагодарноcти. Позже зло настолько объяло сердца людей, что Я бьи вынужден послать бедствия в мир, дабы человек очистился посредст­вом страдания, лишения благ и даже потери жгзни: был потоп, разрушение Содома и Гоморры, войны человека против человека и т. д.

   Я всегда хотел оставаться в этом мире среди людей. Так, во время потопа, Я был близко от Ноя, единственного тогда праведника. Также и при других бедствиях Я всеrда находил праведника, с которым мог пребывать, и чер з него Я находился среди людей этого времени, и это всегда было так.

   Мир часто бывал очищен от своей порчи Моей Ьеско­нечной добротой к человечеству. Я продолжал избираtь некоторые души, в коих находил Себе удовлетворёhйe, чтобы посредством их Я мог бы взвеселиться с Моими  созданиями, с людьми.

   Я обещал миру МЕССИЮ. Чего Я только не сделал ради приготовления Его прихода, являя Себя в образах, которые предсказали Его даже за тысячелетия до го прибытия! Ибо кто этот МЕССИЯ? Откуда идет? eтo сотворит на земле? Кого будет представлять?

   МЕССИЯ - это БОГ.

   Кто есть Бог? Бог - это ОТЕЦ, СЫН и СВЯТОЙ ДУХ.

   Откуда идет, или, вернее, кто повелел СЫНУ прийти к людям? Это Я, Его БОГ ОТЕЦ.

   Кого будет представлять МЕССИЯ на земле? Своего БОГА ОТЦА.

   Что совершит Мессия на земле? Даст познать и полю­бить Его БОГА ОТЦА.

   Разве Он не сказал: или вы не знали, что Мне должно быть в том, что принадлежит Отцу Моему?» («Nesciebatis quia in his quaePatris mei sunt oportet те еssе?» см. Лк II, 49) . Я пришел только лишь для того, чтобы сотворить волю Отца Моего». «Все то, что попросите у Отца Моего во имя Мое, даст вам». Молитесь ему так: Отчее наш, сущий на небесах...». В другом месте Мессия говорит, что Он пришел ради прославления Отца и чтобы люди познали Отца: «Кто видит Меня, видит ,Моего Отца». ия в Отце и Отец во Мне». «Никто не приходит к Отцу, кроме как через Меня» («Nemo venit ад Patrem nisi per те» см. Ин XIV, б). «Всякий, кто со Мной, также и с Отцом Моим» и т. д.

   Сделайте вывод, люди, что с начала времен Я не имею другого желания, кроме как быть познанным людьми и быть ими любимым, желаю непрестанно пребывать рядом с ними. Вы хотите подлинного доказательства существования этого желания, которое Я только что выразил?

   Почему Я повелел Моисею соорудить Скинию и Ковчег Завета, если не потому, что имел горячее желание придти для обитания там, как Отец, Брат, Друг, доверительный со своими созданиями, с людьми? Вопреки этому, Меня забы­ли, оскорбили бесчисленными прегрешениями. И несмотря ни на что, дабы вспомнили о Боre Отце и о Его единствен­ном желании спасти их. Я дал Мои заповеди Моисею, чтобы стремясь соблюсти их, люди могли вспомнить о бесконечно добром Отце, всегда желающем их нынешнего и вечного спасения.

   Все это еще раз погрузилось в забвение, и люди-утонули в греке и страхе, считая утомительным соблюдение запове­дей, переданных Моисею. Люди создали другие законы по своей прихоти, чтобы их было легче соблюдать. Шаг за шагом; в преувеличенном страхе, который люди имели передо Мной, Меня все более и более забывали и осыпали оскорблениями.

   Однако Моя любовь к людям, Моим детям, ничуть не прекратилась. Когда Я точно установил, что ни патриархи, ни пророки не могли сделать так, чтобы люди Меня узнали и полюбили. Я решил придти Сам.

   Но как сделать, чтобы Мне оказаться среди людей? Не было иного способа, чем прийти Мне самому во втором Лице Моей Божественности.

   Захотят люди Меня познать, Меня услышать?

Для Меня ничто из будущего не былo сокрыто, поэтому на эти два вопроса Я Сам ответил: «Не признают Мое присутствие, даже будучи вблизи от Меня. В Моем Сыне Меня оскорбят, несмотря на все блага, которые Он им сотворит.    В Моем Сыне Меня про­клянут, Меня распнут, чтобы Я уmер».

   Я остановился на этом? Нет, Моя любовь к Моим детям - к людям - слишком велика!

   И Я не остановился в Своей любви. Поймите же, что Я вас возлюбил еще больше, чем Моего Возлюбленного Сына, йлй, если сказать еще точнее, более Самого Себя.

   То, что Я вам говорю, настолько верно, что, если бы было достаточно жизни и смерти одного из людей, подоб­ных жизни и смерти Моего Сына, для искупления грехов других людей, то Я бы поколебался. Почему? Потому что тогда Я предал бы Мою любовь, позволив страдать другому человеку, Моему созданию, которое Я люблю, вместо того, чтобы пострадать Самому в Моем Сыне. Я никогда не хотел допустить страдания людей - Моих детей.

   Таков краткий рассказ о Моей любви вплоть до Моего прихода посредством Моего Сына к людям.

   Большинство людей знают все эти события, но не ведают их сущности: все совершила Моя любовь!

   Да, это любовь, вот на что Я хочу обратить ваше внимание. Сейчас эта любовь забыта. Хочу вам напомнить о ней, чтобы вы научились знать Меня таким, каков Я есмь. Чтобы вы не были пугливыми, подобно рабам, по отноше­нию к Отцу, который так вас любит.

   Видите ли, это рассказ лишь о первом дне первого века, а Я хотел 6ы довести его вплоть до наших дней: до ХХ века.

   О, как же так случилось, что Моя Отцовская любовь бьиа забыта людьми! Однако Я люблю вас так нежно! В Моем Сыне, то есть в Лице Моего Сына, ставшего человеком, чего Я только ни сделал! Божественность в Его  чегнэвеческом естестве сокрыта, сделана ничтожной, бед­ной, униженной. Я провел вместе с Моим Сbiном Иисусом жизнь жертвы и труда. Принимал Его молитвы о том, чтобы человек шел ясно указанной дорогой, дабы всегда идти в праведности, чтобы надежно дойти до Меня!

   Конечно, Я могу легко понять слабость Моих детей! Поэтому Я попросил Moего Сына даровать им средства для того, чтобы подниматься после падений. Эти средства помотают людям очиститься от греха, дабы они все еше оставались детьми Моей Любви. Это, главным образом, Семь Таинств, и особенно великим средством для вашего спасения, несмотря на в ши падения, является кровь Мое­го Сына, которая кажд момент изливается на вас, как только вы того захотите, будь то в Таинстве покаяния, будь то в Святой Жертве Мессы.

   Мои дорогие дети, уже двадцать веков Я вас осыпаю этими дарами с особенным милосердием, а результат весь­ма ничтожен! Сколь многие Мои творения, ставшие детьми Мoей любви посредствоm Моего Сына, стремительно броси­лись в вечную бездну! Действительно, они не познали Моей бесконечной добрotы, а Я вас так люблю! (Последние слоbа любимы сес рой Евгенией, она их часто повторяет).

   По крайней мере, вы, знающие, що Я Сам прйхожу для разговора с вами, для познания вами Моей любви, для вашего собственного благочестия, не бросайтесь в про­пастЬ. Я ваш Отец!

   Неужели возможно, что после того, как вы нaзвали Меня вашим Отцом и засвидетельствовали Мне вашу лю­бовь, вы нашли бы во Мне жестокое и бесчувствеиное сердце, допустившее вашу погибель? Нет, нет, не Bерьте этому! Я лучший из Отцрв! Я знаю слабость Моих Tворе-ний! Придите же, придите ко Мне с доверяем и Любовью! Я прощу вас паслё вашего , докаяиня. Даже если ваши грехи были бы отвратительны, как грязb, ваше д верив и любовь заставят Меня их забыть, так что вы не будете судимы! Я справедлив, это верно, но любовь, все опла­чивает!

   Послушайте, дети Мои, давайте сделаем такое сравне­ние, чтобы вы имeли уверенность в Моей любви. Для Меня ваши грехи - как железо, а ваши дела любви - как золо­ то. Даже если вы дадите мне тысячи килограммов железа, это не будет равно десяти килограммам вашего золота! Этo означает, что малой любовью искупляются несчетные мерзости.

   Вот как легóк Мой суд над Моими детьми - людьми, всеми без исключения. Следовательно, необходимо лищь придти ко Мне. Я же так близко от вас! Следовательно, необходимо любить и почитать Меня, чтобы вы не были судимы или, по крайней мере, судимы с бесконечно мило­сердной любовью.

   Не сомневайтесь! Если бы Мое Сердце не было таким любящим, Я уже давно уничтожил бы мир во всех тех случаях, когда он творил грех! Между тем, каждое мгнове­ ние (и вы тому свидетели) проявляется Моя защита мира посредством милосердия и благодеяний. Из этого вы може­те заключить, что действительно существует отец над всеми отцами, который вас любит и никогда не перестанет вас любить, если вы того захотите.

   Я прихожу к вам двумя путями: в Кресле и Евхаристии!

   КРЕСТ - Моя дорога, чтобы спуститься к Моим де­тям, ибо через него Я искупил вас Моим Сыном. А для вас Крест является дорогой восхождения к Моему Сыну и от Моего Сына ко Мне. Без креста вы никогда не смогли 6ы придти ко Мне, потому цто человек грехом навлек на себя наказание отделения от Бога.

   В ЕВХАРИСТИИ Я пребываю среди вас, подобно Отцу в своей семье. Я захотел, чтобы Мой Сын учредил Евха­ристию, дабы сделать из каждой Дарохранительницы хра­ нилище Моих благодатей, богатств и любви ддя дарования их людям - Моим детям.

   Именно этими двумя путями Я постоянно посылаю на землю и Мое могущество, и Мое бесконечное милосердие.

   После того, как Я вам показал, как Мой Сын Иисус представляет Меня среди людей и посредством Него, Я постоянно пребываю среди    них, хочу показать вам также, как Я прихожу к вам посредством МОЕГО СВЯТОFO ДУХА.

   Дело этого третьего Лица Моей Божественности совер­шается безмолвно, и человек часто его не замечает. Но для Меня это очень надежное средство, чтобы пребывать не только в Дарохранительнице, но также и в душах всех тех, кто находится в состоянии благодати, дабы воздвигнуть там Мой престол и всегда пребывать на нем, подобно истинному отцу, который любит, защищает и поддерживает своих детей. Никто не может понять той радости, которую Я испытываю, когда нахожусь один на один с душой человека. Никто еще не понял до конца бесконечное жела­ние Сердца БОГА ОТЦА быть познанным, любимым и почитаемым всеми людьми, праведниками и грешниками. Именно эти три дара - познание, любовь и почитание - Я желаю получить от человека, чтобы всегда быть милости­вым и добрым, даже к величайшим грешникам.

   Чего Я ни сделал Моему Народу от Адама до Иосифа, приемного отца Иисуса, и от времени Иосифа до нынешне­го дня, чтобы человек воздал Мне ОСОБIIЕ ПОЧЕСТИ, положенные Мне как Отцу, Создателю и Спасителю! Одна­ко этого особого почитания, на которое Я так надеялся н которого так желаю, еще не было Мне оказано!

   В книге «Исход» вы читаете, что необходимо оказывать Богу особое почтение. Прежде всего, этому учат псалмы Давида. Затем в заповедях, которые Я дал Моисею, Я поставил на первое местом «Ты будешь чтить и любить с совершенством одного лишь Бога».

   Итак, любовь и почитание неразрывны. И поскольку Я вас осы пал столькими благодеяниями, то Я должен также и почитаться вами особым образом!

   Даруя вам жизнь, Я захотел создать вас по Своему подобию! Ваше сердце, следовательно, обладает чувствитлеbностью, как и Мое, а Мое - как ваше!

   Чего бы вы не сделали тому из ваших ближних, кто воздал бы вам хотя бы малый почет, чтобы сделать вам приятное? Самьiй бесчувственный человек и то сохранил 6ы к этому лицу незабываемую признательность. Любои человек старался бы доставить удовольствие тому, кто оказал ему эту услугу. Я же буду намного более признате­лен вам, обеспечивая вам вечную жизнь; если вы сотворите Мне малую милость - будете чтить Меня так, как Я вас гpоиy.

   Признаю, что вы почитаете Меня в Моем Сыне и что существуют люди, умеющие прийти от Моего Сына ко Мне, но иx очень небольшoе число! И все же нельзя утверждать, что, почитая Моего Сына, вы не почитаете Меня! Конеч­но  да, вы Меня чтите, поскольку Я пребываю в Моем Сыне! Поэтому все то, что есть Его слава, является славой и М